Festiwale
Nigel Kennedy
fot. John Guillemin

Wiosna Jazzowa Zakopane 2010 - Odsłona II, Nigel Kennedy: A Unique Polish Musical Perspective

Bogdan Chmura


Po dwóch tygodniach przerwy, fani powrócili do stolicy Tatr, by od piątku 14 maja do niedzieli 16 maja, wziąć udział w drugiej odsłonie Wiosny Jazzowej Zakopane 2010 – imprezie firmowanej przez Nigela Kennedy’ego. Tym razem on był dyrektorem artystycznym festiwalu, przygotował rozbudowany program, zaprosił wielu muzyków, grających nie tylko jazz. Koncerty te były rozgrzewką przed wielkim polskim weekendem pod jego auspicjami w londyńskim South Bank Center pod koniec maja.

PIĄTEK
Pierwszy, i bodaj najbardziej prestiżowy punkt festiwalu, to Nigel Kennedy’s Chopin Super Group. Celem projektu – jak napisano w programie – było zaprezentowanie nieco odmiennego spojrzenia na muzykę Fryderyka Chopina. Imponował rozmach obsady; oprócz stałego zespołu Nigela, na scenie kina „Sokół” pojawili się m.in. trębacz Robert Majewski, gitarzysta Doug Boyle, grający na klawiotce Mateusz Pospieszalski, trio smyczkowe z Orchestra of Life oraz Janusz Olejniczak (aktualnie jeden z najlepszych wykonawców dzieł Chopina na instrumentach z epoki).

Koncert rozpoczęło Preludium c-moll, które szybko przeobraziło się w „standard jazzowy”; z oryginału pozostał grany unisono temat oraz dźwięk centralny utworu („c”), który stanowił bazę dla improwizujących solistów: Nigela, Majewskiego, Grzegorskiego. Następnie Kennedy wykonał w duecie z Olejniczakiem Nokturny cis-moll i b-moll, choć te interpretacje nie do końca mnie przekonały, a to ze względu na uproszczony aranż oraz lekkie problemy intonacyjne lidera.

W kolejnych utworach Nigel zapraszał na scenę gości specjalnych: m.in. Annę Marię Jopek i Sebastiana Karpiela-Bułeckę (Zakopower), a każdy z nich wniósł coś bardzo osobistego do tej barwnej mozaiki. W repertuarze znalazły się także kompozycje lidera. Było więc klasycznie, folkowo, jazzowo, symfonicznie, popowo i rockowo. Główny program zakończył, zagrany dziarsko, ale z przymrużeniem oka i heavy-metalowym przytupem Polonez As-dur, a na sam koniec Nigel dał jeszcze popis szalonej wirtuozerii, czym wzbudził wielki aplauz widowni.

Zaiste, było to „materii wszelkiej wielkie pomieszanie”, by zacytować słynnego „waryata z Krupówek”. To, co Nigel zrobił z Chopinem, nie sposób porównać z czymkolwiek innym, a już na pewno nie z wizją naszych jazzowych chopinistów: Jagodzińskiego, Możdżera, Herdzina, Kołakowskiego. To dwa różne światy. Cóż, brytyjski skrzypek zaprezentował indywidualną wersję tej muzyki, bo jest... skrajnym indywidualistą; pamiętając o jego „postmodernistycznej” naturze, o tym, że jego Chopin to także produkt eksportowy, trzeba było na chwilę zapomnieć o polskich nawykach percepcyjnych dzieł Fryderyka i całej narodowej aurze, jaka unosi się nad jego spuścizną. Gdybym miał wybrać tylko jeden utwór z tego koncertu, na pewno byłby to Mazurek a-moll op. 17 nr 4, z solistą Robertem Majewskim.

Po koncercie publiczność skierowała się do hotelu Belvedere, gdzie zagrał Kwartet Jarka Śmietany (najlepszy gitarzysta ankiety Jazz Top 2009). Od tego momentu w rolę konferansjera wcielił się Paweł Brodowski i wytrwał w niej dzielnie do końca festiwalu. Jarek Śmietana wraz z Wojciechem Karolakiem, Adamem Czerwińskim i basistą z Wlk. Brytanii Yaronem Stavim tworzą doświadczony zespół, który jest w stanie wykonać każdy rodzaj muzyki. Jarek przedstawił program złożony z utworów pochodzących z jego autorskich albumów. Chyba najbardziej podobały się te kawałki, gdzie gitarzysta połączył wirtuozerię instrumentalną z wokalem rasowego bluesmana (album „Psychedelic: Music Of Jimi Hendrix”). Jarek posiada bardzo ciekawą barwę głosu, o przekonującej, czarnej ekspresji i mocnym, męskim brzmieniu. Wspaniale wypadła też instrumentalna ballada Mingusa Goodbye Pork Pie Hat.

Na ostatni koncert wieczoru słuchacze przenieśli się do karczmy Biały Potok. Odbył się tam występ kwartetu Janusza Muniaka (zwycięzcy ankiety Jazz Top 2009 w kategorii saksofonu tenorowego). Biały Potok to miłe miejsce z charakterem, ale chyba ciut przyciasne, zważywszy ilość chętnych próbujących się dostać na ten i inne koncerty. Muniak zagrał Cichą noc (Szpilmana), I Fall in Love Too Easily, Body and Soul (na bis) oraz utwory własne (Chinina, No Stamp Required, Drive on the Planing Roller), które zabrzmiały świeżo i dynamicznie, potwierdzając jego klasę jako tenorzysty i kompozytora. Liderowi towarzyszyli: Paweł Kaczmarczyk, basista Maciej Adamczak i perkusista Grzegorz Grzyb. W Białym Potoku odbywały się także jam sessions, którymi kierował trębacz Tomasz Nowak. Główną gwiazdą pierwszego jamu był niespożyty Muniak, który grał do... siódmej rano.

SOBOTA
W sobotę odbyły się trzy koncerty. Jako pierwszy, w hotelu Belvedere, wystąpił nowy zespół Piotra Wyleżoła. Pianista, znany dotąd jako lider własnego tria i stały sideman Nigela Kennedy’ego, postanowił sprawdzić się w większym składzie. W jego formacji znaleźli się: Adam Pierończyk (laureat Jazz Top 2009 w kategorii saksofonu sopranowego), David Dorůžka, czeski gitarzysta, robiący furorę także w Polsce oraz Adam Kowalewski i Krzysztof Dziedzic – koledzy z grupy Nigela.

Spotkanie tych świetnych muzyków zaowocowało albumem „Live”; to właśnie utwory z tej płyty (w nieco zmienionej kolejności) pojawiły się podczas koncertu. Była to jednocześnie prapremiera albumu, zaś sam krążek został przywieziony na festiwal... prosto z tłoczni. Zespół przestawił muzykę bardzo dojrzałą, wyrafinowaną formalnie, brzmieniowo, pełną ciekawych solówek. Gęsta warstwa rytmiczna (Dziedzic) bardzo dobrze łączyła się z saksofonem Pierończyka, kontrastując jednocześnie z linearnym stylem Dorůžki. Sam lider, grający na Fenderze i fortepianie akustycznym, był bardzo skoncentrowany, czuwał nad pracą zespołu, śledził przebieg muzycznej akcji. Nie przeszkodziło mu to w zagraniu błyskotliwych solówek (m.in. Children’s Episode). Moim faworytem był Snake (Wyleżoła), który na płycie posiada aż dwie wersje.

Podczas kolejnego koncertu (również w hotelu Belvedere) wysłuchaliśmy programu poświęconego muzyce Krzysztofa Komedy. Twórcą tego projektu jest trębacz Robert Majewski, a w jego grupie znalazł się m.in. Marcin Wasilewski, dziś gwiazda ECM, pianista, który kilkanaście lat temu z własnym zespołem (Simple Acoustic Trio), w tym samym czasie co Robert Majewski, przywrócił pamięć o dziełach legendarnego artysty. Usłyszeliśmy zarówno lżejsze utwory Komedy (Ballad for Bernt, Szara kolęda, Ja nie chcę spać), oraz rodzaj suity złożonej z jego bardziej zaawansowanych kompozycji: Repetition; Night-time, Day-time Requiem oraz Po katastrofie. Muzyka zabrzmiała bardzo stylowo, artystom udało się uchwycić komedowski spleen i jednocześnie ogromną siłę płynącą z jego tematów. Trudno opisać wkład każdego z muzyków; podobały mi się wielowarstwowe sola Wasilewskiego, ciepły ton i precyzja Majewskiego oraz niebywale ekspresyjna i zróżnicowana dynamicznie gra Henryka Miśkiewicza; osobne słowa uznania należą się najbardziej zapracowanemu muzykowi całego festiwalu – Krzysztofowi Dziedzicowi.

W ostatniej chwili dobiegłem na koncert Anny Marii Jopek, która przyjechała do Zakopanego niemal prosto z Tokio, po sukcesach z pianistą Makoto Ozone. Mimo solidnej ulewy, w kinie „Sokół” pojawił się tłum fanów, z którymi Anna Maria szybko nawiązała dobry kontakt. Wokalistka przedstawiła program złożony z jej najbardziej popularnych utworów, które nasyciła ciepłem i dobrymi energiami. Muzyka Ani Jopek, łącząca folk (z mocno wyeksponowanym wątkiem polskim), pop i jazz, wciąż się rozwija. Dotyczy to zarówno repertuaru (Chopina), aranżacji, jak i pracy nad techniką wokalną, która wzbogaca jej interpretacje; potrafi błyskawicznie zmieniać charakter wykonywanego utworu, przechodząc z łagodnej, uduchowionej piosenki w dynamiczny, pełen temperamentu utwór. Duże wrażenie robią jej improwizowane wokalizy, mające źródło w jazzie i muzyce etnicznej, zawsze bezbłędne pod względem artykulacji i intonacji. Artystka wystąpiła z zespołem, który towarzyszy jej od lat: Markiem Napiórkowskim, Robertem Kubiszynem, Pawłem Dobrowolskim, Pedrem Nazarukiem. Publiczność doceniła kunszt wokalistki, nagradzając ją owacją na stojąco i wymuszając kilka bisów.

NIEDZIELA
Ostatni dzień festiwalu rozpoczął zespół o nazwie Frittata. Tworzą go młodzi muzycy z Krakowa: Przemysław Sokół (trąbka, flugelhorn), Bogusław Zięba (akordeon), Roman Ślazyk (kontrabas), Krzysztof Wyrwa (bas, warr guitar) i Grzegorz Bauer (bębny). Zespół, wspaniale zarekomendowany przez Nigela, wciąż szuka własnej drogi, pracuje nad debiutanckim albumem, zaś jego umiejętności i ciekawy skład dają nadzieję, że wkrótce będzie o nim głośno; na koniec Frittata wykonał w interesującej aranżacji kołysankę z filmu „Rose-mary’s Baby”.

O 19.00 w Białym Potoku odbyła się premierowa prezentacja muzyki z autorskiego albumu Nigela o zagadkowym tytule „Shhh!”. Płyta jest dostępna od niedawna, ale już zdążyła obrosnąć legendą. Muzyka ta ukazuje różne oblicza Nigela, w tym także to liryczne (Shhh!, The Empty Bottle); nie brakuje tam również utworów o mocnych konturach, jak choćby Oy!. Szkoda, że nie zagrano hitu Riverman Nicka Drake’a, który na płycie zaśpiewał Boy George. Ale w programie, wykonanym przez Kwintet Nigela i sekcję smyczkową Orchestra of Life, znalazło się także kilka utworów z „A Very Nice Album”, zaś największą niespodzianką było brawurowe wykonanie przez Nigela solo w środku koncertu, pod wpływem nagłego impulsu, Preludium e-moll z pierwszej części trzeciej „Partity” Jana Sebastiana Bacha. Publiczność była oczarowana.

Ostatnim koncertem festiwalu był występ Nigela z zespołem Kroke (hotel Belvedere). Piękna, magiczna muzyka, pełna nostalgicznych melodii, niuansów brzmieniowych. Kennedy znakomicie wyczuwał klezmerskie klimaty, potrafił operować subtelnym tonem, stosować wyrafinowane ozdobniki na minimalnym poziomie dynamiki. Kroke nie był tłem dla Nigela. To znakomity zespół, grający na światowym poziomie, zaś altowiolista Grzegorz Kukurba, mógł bez kompleksów skrzyżować smyczek z Nigelem.

O Nigelu Kennedym często mówi się – i słusznie – jako o wielkim skrzypku, zapominając przy tym, jak ważną rolę odgrywa on jako promotor polskiej kultury na świecie; nie znam innego, tak wybitnego, muzyka spoza naszego kraju, który zrobiłby tak wiele dla polskiej muzyki i jazzu, co właśnie Nigel.

Organizatorem festiwalu było Biuro Promocji Zakopanego na czele z jego dyrektorem Andrzejem Kaweckim, we współpracy z Agnieszką Kennedy i Dorotą Bujak-Sterbą.

Bogdan Chmura


Zobacz również

Jazz & Literatura 2017

Trzecia edycja śląskiego festiwalu odbyła się w dn. 6 - 15 października. Więcej >>>

Ad Libitum 2016

11. edycja Festiwalu Muzyki Improwizowanej odbyła się w Warszawie w dn. 19… Więcej >>>

Jazzbląg 2016

Trzy dni, od 22 do 24 września, trwał zeszłoroczny festiwal w Elblągu.  Więcej >>>

Jamie Cullum: Finał Zadymki

Finał Zadymki miał miejsce w sali koncertowej NOSPR w Katowicach.  Więcej >>>

JAZZ FORUM 10-11/2019

Aktualnie w sprzedaży
Więcej >>>

RASP Lovers & Howard

Wojtczak/Piotrowicz, R

Płyta miesiąca

Paul Bley Gary Peacock Paul Motian

When Will The Blues Leave

  • Ocena - 5
Linki
Z galerii

Jazzowa Jesień 2015

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu