1. Oj Maluśki 6:35

2. Gdy się Chrystus rodzi 3:20 

3. Wśród nocnej ciszy 2:50 

4. Cicha noc 5:25

5. Dzisiaj w Betlejem 3:20 

6. Nie było miejsca dla Ciebie 4:25

7. Do szopy hej pasterze 3:25

8. Mizerna, cicha 6:25

9. Gdy Śliczna Panna 4:40


Muzycy: Krystyna Stańko - śpiew; Dominik Bukowski - wibrafon, instr. perkusyjne; Piotr Lemańczyk - b, bg; gościnnie Cezary Konrad - dr (8)

Cuda ogłaszają

Krystyna Stańko

W świątecznym prezencie prenumeratorzy JAZZ FORUM w grudniowym numerze otrzymają płytę Krystyny Stańko „Cuda ogłaszają”. Znakomita wokalistka, której rozgłos przyniósł album „Secretly” z jazzowymi interpretacjami piosenek Petera Gabriela, zaprasza na cudowny koncert kolęd w specjalnej oprawie z towarzyszeniem mistrzowskiej sekcji.

KRYSTYNA STAŃKO

Lubię czekać na muzykę...

Jarosław Kurek

Wokalistka jazzowa – ale niestroniąca od dobrych rockowych wzorów, zauroczona Peterem Gabrielem i Joni Mitchell. Artystka – lecz bynajmniej nie z głową w chmurach. Dobrze czuje się w studiu, lubi pracę nad płytą, interesuje się też tajnikami sprzętu nagłaśniającego. Niedawno zmierzyła się z muzyką i przesłaniem Petera Gabriela, nagrywając płytę „Secretly” z udziałem wybitnych jazzmanów. Przed świętami na płycie „Cuda ogłaszają”, którą otrzymują prenumeratorzy JAZZ FORUM, prezentuje własne wersje znanych kolęd. Myśli o kolejnym projekcie, z muzyką do słów wybitnych polskich poetów.

JAZZ FORUM: Jak wyglądała Twoja droga do muzyki? W którym momencie życia zrozumiałaś, że scena, jazz, śpiewanie – to jest właśnie to, czemu chcesz poświęcić swój czas, energię i kreatywność?

KRYSTYNA STAŃKO: Muzyczną pasję wyniosłam z domu. Pochodzę z umuzykalnionej rodziny. Tata dobrze śpiewa, dziadek prowadził amatorską orkiestrę dętą. Siostra i ja chodziłyśmy do szkoły muzycznej, uczyłam się tam gry na gitarze. Pierwszą piosenkę skomponowałam w wieku dziewięciu lat. Ten mój muzyczny background tworzył się więc, odkąd pamiętam.

Natomiast w jazzie zakochałam się gdzieś około 1978 roku, jako bardzo młoda osóbka, po usłyszeniu płyty zespołu Return to Forever. Śpiewająca na niej Flora Purim zrobiła na mnie tak niesamowite wrażenie, że postanowiłam zdawać do katowickiej uczelni i zostać jazzową wokalistką.

JF: Mam jednak wrażenie, że nie jesteś typową frontmanką, zaś na swoich płytach nieco się ukrywasz. A to za nazwą zespołu 0-58, a wcześniej choćby For Dee, a to za nazwiskiem Petera Gabriela, którego muzyce poświęciłaś ubiegłoroczną płytę „Secretly”. Czy tak rzeczywiście jest?

KS: Może to trochę tak wygląda, ale nie odbieram tego jako formy ukrywania się. Zwyczajnie nie utożsamiam się z myśleniem, zgodnie z którym wokalistka może przyjść na gotowe, stanąć w centrum sceny i odbierać hołdy. Ja mam raczej tak, że muszę od początku do końca przerzucać ten „węgiel”. Razem z muzykami podczas nagrania, a i później, podczas technicznej obróbki płyty w studiu. Kręci mnie bardzo takie totalne ubabranie się w dźwiękach.

To ma zresztą przełożenie na koncerty, na akcję, która rozgrywa się, gdy jesteśmy na scenie. Wystarczy wtedy rzut oka na drugiego muzyka, ułamek sekundy, żeby odgadnąć jego intencje, wiedzieć, jak zareagować, i w którą pójść stronę. W tworzeniu tej muzycznej wartości dodanej pomaga naturalnie fakt, że udało mi się dobrać świetnych towarzyszy muzycznej podróży. Współpracujemy na każdym etapie powstawania naszej muzyki i dzięki temu nadal trzymamy się razem – choć naturalnie każdy udziela się też w wielu innych projektach.

JF: A ci towarzysze to…?

KS: Dominik Bukowski na wibrafonie i ekspresyjny, pełen entuzjazmu Piotr Lemańczyk na kontrabasie – oni stanowili personalną podstawę, od której wyszłam przy budowie zespołu. Dołączył do nas Cezary Konrad, niesamowicie muzykalny perkusista, a także szalenie inspirujący Irek Wojtczak, który na „Secretly” gra na klarnecie basowym i flecie, oraz świetny trębacz Marcin Gawdzis, którego poznałam jeszcze w Katowicach. Wszyscy oni są dla mnie ogromnym wsparciem. Zwłaszcza Dominik jest bardzo ważny. Na swoich płytach gra odważne i skomplikowane struktury, ale jest przy tym wielkim melodykiem, ma niezwykłe wyczucie i dobry smak. Zawsze z nim jako pierwszym dzielę się nowymi pomysłami. I właśnie w kwestii pomysłów muszę powiedzieć, że każdy z muzyków wkłada w ten projekt wiele oryginalnych idei. Cieszę się, że mogę pracować z tak znakomitymi artystami.

JF: Od jakiegoś czasu, oprócz bycia na scenie, wykładasz na gdańskiej Akademii Muzycznej. Uczysz młodych, jak śpiewać jazz.

KS: Można tak powiedzieć, choć to uproszczenie. Pracuję w akademii od dziewięciu lat. Uczę studentów – w znakomitej większości są to dziewczyny – ale nie poprzestaję na wspólnym zgłębianiu tajników wokalistyki. Rozmawiam z nimi, pytam, jak siebie widzą na scenie. Czy chcieliby, tak jak we wspomnianym wcześniej przypadku, przyjść na gotowe, zaśpiewać, zebrać brawa i odejść, czy może interesuje ich coś więcej. Robię im też na przykład quizy z historii jazzu, bo uważam, że wokalista jazzowy powinien wiedzieć, jak śpiewała Ella Fitzgerald czy Sarah Vaughan. A ta wiedza wśród młodych, niestety, odchodzi trochę w niepamięć. Oni dzielą się ze mną tym, co nowe, a dzisiaj mamy akurat szczególną okazję do radości, ponieważ nasi absolwenci, Krzysiu Majda i Asia Knitter, mają swoje recitale na Festiwalu Jazz Jantar w Klubie Żak!

Zachęcam też młodych wokalistów do zainteresowania się techniczną stroną tej pracy. Uczę, jak sobie ustawić dobre brzmienie mikrofonu, w jakiej odległości od monitora stanąć, żeby pracować optymalnie. Namawiam do poznawania tajników sprzętu nagłaśniającego. Ja sama, dzięki temu, że mnie to zawsze interesowało, po zdobyciu pewnego scenicznego doświadczenia zrozumiałam, czego potrzebuję. Udało mi się kupić świetny system nagłośnieniowy renomowanej firmy Bose. Dzięki temu jestem niezależna na scenie. Sama generuję pogłos i inne efekty podczas koncertów. Mogę się zmierzyć ze złą akustyką sali. Taki komfort jest dla wokalistów rzeczą bardzo ważną.

JF: Porozmawiajmy o Twoich płytach. Na tej najnowszej, z kolędami, jest miejsce i na bluesa, i na soul, i na poetykę ECM-u, by wymienić przynajmniej kilka źródeł inspiracji. Tradycje stricte jazzowe przenikają się z polskimi, ludowymi. A jednocześnie udało wam się zachować muzyczną spójność.

KS: Polskie kolędy mają cudowne, wyraziste linie melodyczne. Można je aranżować na wiele sposobów, pozwalać sobie na rozmaite rozwiązania harmoniczne, rytmiczne – i nie ukryje to ich wewnętrznego piękna. Przeciwnie, może je jeszcze podkreślić.

Tym razem postawiliśmy na pewien minimalizm środków – tylko wokal, wibrafon i bas, jedynie w dwóch utworach pojawiają się perkusjonalia. Dzięki temu zrobiło się więcej miejsca na ekspresję, na wyrażenie emocji. Do tej „świątecznej” płyty podeszliśmy jak do każdej innej – to było normalne granie, w żadnym wypadku nie chwila oddechu ani odejście w lżejszą stronę. Jak zawsze, podczas nagrywania szukaliśmy inspiracji do stworzenia własnej muzycznej wizji.

JF: Co do Gabriela zaś…

KS: On zawsze był dla mnie wielką postacią. Byłam na kilku jego koncertach, czekałam z utęsknieniem na nowe, jak wiadomo – dość rzadkie – nagrania. Tak się świetnie złożyło, że mogłam promować „Secretly” z tym samym składem, który udziela się na płycie. Obecność właśnie tych muzyków jest dla mnie niezmiernie istotna. Na koncertach nasza muzyka nie brzmi „grzecznie”, niekiedy nabiera naprawdę dużego rozmachu. Pojawia się sporo improwizacji kolektywnej, poszukiwań brzmieniowych.

Śpiewanie tekstów Gabriela nie jest prostą sprawą, ponieważ są one trudne i wieloznaczne. Ale to dobrze – taka sytuacja daje możliwości własnej interpretacji. Zwracam na to uwagę, ponieważ słowa nigdy nie były dla mnie wyłącznie dodatkiem do muzyki. Nie jest mi wszystko jedno, o czym śpiewam. Dlatego na kolejnej płycie chciałabym zamieścić utwory do słów polskich poetów, na przykład Wisławy Szymborskiej, której wiersze – tak czuję – są bardzo „moje”. Taki projekt mi się marzy: do pięknej muzyki – piękne słowa. Ale to jeszcze niesprecyzowane plany.

JF: Czym jest dla Ciebie muzyka? Odpoczynkiem, kreacją, energią?

KS: Bardzo ważny jest nastrój, który muzyka potrafi wywołać, refleksja, którą umożliwia. Ale… jakoś specjalnie nie szukam w muzyce odpoczynku. Ona nie musi relaksować, może przecież niepokoić, zmuszać do aktywności. Potrzebuję też ciszy, bo to przecież właśnie dzięki niej czeka się na dźwięki. Lubię czekać na muzykę, a gdy się pojawi – tym głębiej jej doświadczać i przeżywać.

Rozmawiał: Jarosław Kurek

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm