Wytwórnia: Falami Fala 002

Muafrika

Muariolanza

  • Ocena - 4

Afromat; Lakulumulu; Halo halo – jestem blisko; Przerwany lot; Klang; Regulator; Wunderbar; Waldek; Nanigo; Martwy punkt; Mały Budda; Chodzę po ogniu
Muzycy: Mariusz Orzełowski, gitara, baglama, didgeridoo, wibrafon, kontrabas, kamera pogłosowa, kieliszki, sample, chórki, śpiew; Marcin Babko, śpiew, kamera pogłosowa, sample, chórki; Dominik Mietła, trąbka, flugelhorn; Sylwester Sly Walczak, bas; Pierre, perkusja, elektronika, instr. klawiszowe, djembe, bongosy, kij deszczu, oklaski; Mad Profesor, Maja Orzełowska, śpiew
 
To zespół, który konsekwentnie podąża swoją ścieżką. Nie oglądając się zbytnio na polską scenę jazzową czy alternatywną (a mogliby manifestować przynależność do obu), pielęgnują i rozwijają swoją koncepcję ambient-jazzu. To zresztą spore uproszczenie, bo na muzykę Muariolanzy składa się o wiele więcej elementów.

Gdyby chcieć umiejscowić ich twórczość i szukać odpowiedników na polskim rynku – należałoby wspomnieć o niedocenionej płycie „Oov Oov” nagranej przez Voo Voo. Zagłębiowski kwintet podejmuje porzuconą wówczas przez Wojciecha Waglewskiego ideę i rozwija ją na swój sposób. Stworzyli własny, niepowtarzalny styl, w którym równie ważną rolę odgrywa muzyka, jak i teksty śpiewane przez ich autora, Marcina Babko.

Czwarty już album zespołu przynosi „dwanaście premierowych utworów inspirowanych Czarnym Lądem” – tak płytę promuje wydawca. W rzeczywistości inspiracji jest o wiele więcej, a kulminacją afrykańskich fascynacji są tylko... dwa pierwsze utwory. Szczególnie Lakulumulu robi dobre wrażenie, porywając witalnością i prostym, optymistycznym tematem. Partia wokalna została powtórzona w zupełnie odmiennym Nanigo, czerpiącym z psychodelii i acid-jazzu. Interesująco prezentuje się również Przerwany lot, w którym warstwę rytmiczną wzbogacono o przekształcony na wiele sposobów ludzki głos.

Takich zabaw dźwiękiem jest tutaj więcej – stanowią kontrast do przestrzennych, rozmarzonych, dźwiękowych pejzaży syntezatorów. Nie brakuje również licznych partii solowych trąbki Dominika Mietły, mających często decydujący wpływ na brzmienie zespołu (Afromat, Regulator). Warto także wymienić rozimprowizowany temat Waldek, który odbiega stylistycznie od reszty materiału, uciekając w stronę jazzu spod znaku Contemporary Noise Quintet czy Ecstasy Project.

Zespół dba o szczegóły. Znajduje to swoje odzwierciedlenie nie tylko w doskonałym brzmieniu materiału i barwnych aranżacjach, ale także w oprawie graficznej. „Muafrikę” wydano w formie pięknego, papierowego digipacku.

Wzbogacono go o dwanaście pocztówek, na których awersach znalazły się grafiki ilustrujące poszczególne utwory. Na odwrocie każdej z kart zamieszczono tekst danego utworu i... miejsce na znaczek. Sami muzycy zachęcają do rozsyłania pozdrowień z „Muafriki” na cały świat. To słuszna myśl, bo świeża formuła Muariolanzy aż prosi się o eksport jako jeden z ciekawszych polskich projektów ostatnich lat.

Autor: Michał Wilczyński

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm