Festiwale
Marcin Masecki
fot. Monika Okrój

Artykuł nie był wcześniej publikowany w papierowym wydaniu JAZZ FORUM.

12 Points 2014

Monika Okrój


Po raz pierwszy w szwedzkim Umeå, po raz trzeci poza rodzimym Dublinem, po raz ósmy w historii – festiwal 12 Points w dn. 10-12 kwietnia zaprezentował dwanaście młodych zespołów i solistów, którzy w tej edycji najbardziej zasługiwali na uwagę międzynarodowej publiczności.

Gerry Godley, pomysłodawca i dyrektor tej międzynarodowej inicjatywy, stworzył nie tylko zgrabny festiwal, ale przede wszystkim urzeczywistnił kompleksową ideę promocji nowej muzyki artystów młodego pokolenia, którzy dopiero pojawili się na scenie. W procesie wyboru bohaterów trzydniowego przeglądu uczestniczyło dwanaście krajów partnerskich, w tym Polska.

Rozpiętość stylistyczna i ilość instrumentalnych kombinacji rzuciła wyzwanie zarówno publiczności, jak i zaproszonym gościom – organizatorom i przedstawicielom mediów – którzy mieli szansę dyskutować między sobą i artystami o przyszłości nowej muzyki improwizowanej podczas seminariów „Jazz futures” – stałego punktu programu 12 Points.

Mocnym, ale wręcz niejazzowym otwarciem był czwartkowy występ szwajcarskiego, krautrockowego gitarowego tria Schnellertollermeier. Brzmiący jak jeden organizm zespół stworzył kosmiczną, ambientową przestrzeń, by konsekwentnie wprowadzać zazębiające się, niezwykle muzykalne frazy w towarzystwie agresywnych riffów, nieprzewidywalnych cięć, zdwajanego tempa, dynamicznych ekstremów i minimalistycznych, hipnotyzujących zapętleń. Zmierzenie się z taką energią było wyzwaniem dla szwedzkiego kwintetu Elin Larsson Group, prezentującego bardziej klasyczne podłoże dla ich mniej lub bardziej otwartych form. Z dość tonalnej, bopowej oprawy wyzwalały się porywające improwizacje liderki na saksofonie w interakcji z Kristianem Perssonem na puzonie, co dało sumę rekompensującą burzliwe natarcie poprzedników. Wreszcie przedstawiciele Norwegii – zespół Pixel z Ellen Wang w podwójnej roli kontrabasistki i wokalistki – wypełnił przestrzeń z pogranicza jazzu i popu, grając w pełni zaaranżowane kompozycje z wpadającymi w ucho śpiewanymi tematami, często o zabarwieniu ironicznym, z chóralną odpowiedzią saksofonu i trąbki.



Five 38 fot. Monika Okrój


Piątkowy wieczór rozpoczął kobiecy duet z Francji Five 38. Na scenie pojawiła się harfa elektryczna i akustyczna gitara basowa w oprawie elektroniki i podręcznych przeszkadzajek – wiatraczka na baterie, szczecinowej szczotki, taśmy magnetofonowej przeciągniętej przez struny; a wszystko po to, by pobudzane instrumenty nie przypominały siebie, a jakąś tajemną otchłań z baśni. Publiczność niewątpliwie dała się oczarować tej słodko-gorzkiej opowieści, utkanej ckliwymi motywami, natarczywym overdrivem i subtelnym beatem przywołującym zespół Four Tet. Na tym tle duńskie Foyn Trio zdołało jedynie utrzymać poziom słodyczy, która ostatecznie przelała się poza granice znośności, głównie za sprawą wokalistki Live Foyn Friis, choć nie sposób pominąć jej ewidentnych walorów głosowych o folkowym zabarwieniu oraz wewnętrznego, upajającego spokoju, a całemu zespołowi pomysłu na wdzięczne, intrygująco surowe, spójne kompozycje.



Lab Trio fot. Monika Okrój


Ostatnie słowo należało tego dnia do Lab Trio. Zespół z Belgii ze znakomitym perkusistą Landerem Gyselinckiem mógł niejednego zbić z pantałyku, mieszając estetykę klasycznego tria z osiągnięciami współczesnych rewolucjonistów w kierunku popu i rocka, a przede wszystkim emanując wyjątkową szczerością i entuzjazmem. Ich muzyka pulsowała nieujarzmionym groovem, czasem osnuwała ją impresjonistyczna łuna, innym razem za sprawą dźwięków piana Fender Rhodes nabierała chropowatości fusion lub porywała w krainę mrocznej tajemnicy miłosnym tematem z Miasteczka Twin Peaks. Lab Trio to zalążek nowego nurtu, a może po prostu grupa szlachetnie nieoszlifowanych zapaleńców?



Alexander Hawkins fot. Monika Okrój


Sobotni maraton sześciu koncertów zwrócił uwagę na dwa solowe recitale pianistów – Marcina Maseckiego i Alexandra Hawkinsa. Nie sposób było nie zestawić ze sobą tych dwóch kontrastujących występów pod względem treści, źródeł inspiracji, całościowej formy i sposobu bycia na scenie. To, co ewidentnie ich łączy to klasyczna baza sięgająca do pianistyki XIX i początków XX wieku oraz podprogowy humor, który staje się elementem formotwórczym. I tak w przypadku ekspresyjnego występu Brytyjczyka Alexandra Hawkinsa, strzępy motywu Entertainment znalazły swoje odbicie w ellingtonowskim Take the A Train, którym pianista zabawiał się z bluesowym zacięciem i druzgocącym uderzeniem niczym ręką Artura Rubinsteina. Klamrą dla tej kulminacyjnej makabreski były messiaenowskie kawalkady atonalnych pasaży i plam, które w drodze do punktu wyjścia stały się zaledwie dudnieniem z oddali, z głębi delikatnie preparowanego pudła fortepianu. Równie spójny i nie mniej porywający, choć rozbity na szereg miniatur, był występ Marcina Maseckiego, który – jak się okazuje – jeszcze nie przesycił się dekonstruowaniem sonat Domenica Scarlattiego, a proces ten za każdym razem stanowi dla publiczności niebagatelną, umysłową rozrywkę. Pianista na początku budzi zwątpienie, a nawet przerażenie enigmatycznie prezentowaną treścią – znajomą, ale powykręcaną i kaleką. Jego powaga jednak mobilizuje wszystkie zmysły, a chwilowe osłupienie wskutek karkołomnej „interpretacji” renesansowego mistrza wywołuje niepohamowany śmiech i uznanie dla fantazji i inteligencji niszczyciela z Polski.

Mniejszym ładunkiem emocjonalno-wyrazowym naznaczyły się koncerty wibrafonowego tria Herd z Finlandii i jazzującego kwartetu smyczkowego Violet Spin z Austrii. Z holenderskiego zespołu o nazwie The More Socially Relevant Jazz Music Ensemble wybijał się znakomity gitarzysta Reinier Baas, także swoją nonszalancką artystyczną postawą na scenie – a gunslinger from Amsterdam.



Alarmist fot. Monika Okrój


Natomiast chłopaki z Alarmist – irlandzkiego elektronicznego kwartetu z podwójną perkusją przywrócili świeżą energię swoim rockowym instynktem, osadzonymi w pulsie synchronicznymi partiami syntezatorów, gitar i bębnów, a przede wszystkim nieukrywaną radością bycia na scenie.

Podczas 12 Points w Umeå – Europejskiej Stolicy Kultury 2014 na scenie klubowej zagrali także szwedzcy artyści, w niezwykłym programie Songs From the North prezentującym klawiszowca Matsa Öberga z saksofonistą Jonasem Knutssonem i folkową wokalistką Lisą Lestander.


Zobacz również

Jamie Cullum: Finał Zadymki

Finał Zadymki miał miejsce w sali koncertowej NOSPR w Katowicach.  Więcej >>>

Jazz Jantar: edycja wiosenna

Skompletowanie „band of dreams” i nagranie z takim zespołem zaproponowanego przez siebie repertuaru –… Więcej >>>

Jazz Od Nowa Festival 2017

Odbył się po raz siedemnasty (22-25 lutego, trzy pierwsze wieczory w sali koncertowej ACKiS… Więcej >>>

Rawa Blues 2016

W Katowicach podczas 36. Edycji festiwalu (29 września - 1 października) było dłużej niż… Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu