Festiwale
Wiliam Parker Quartet
fot. Krzysztof Dusza

Artykuł opublikowany
w JAZZ FORUM 7-8/2012

Art Of Improvisation 2012

Monika Okrój


Przegląd polskiej sceny improwizowanej, koncerty gwiazd, muzyczny ring, pokazy filmów, jam sessions i integracja – to wszystko działo się na pierwszej edycji wrocławskiego festiwalu Art Of Improvisation w Centrum Kultury Agora, w dn. 22-24 czerwca 2012 r. Pomysł zapoczątkowany rok temu jednodniowym spotkaniem międzynarodowych formacji free jazzowych okazał się trafiony i doskonale zrealizowany w formie trzydniowego maratonu z muzyką improwizowaną.

PIĄTEK
Imprezę otworzyły „Kreacje”, czyli przegląd młodej polskiej sceny improwizowanej. W 15-minutowych prezentacjach wystąpili muzycy z różnych miast Polski – „tradycyjnie” grające trio Rybicki/Romanowski/Kozera, saksofonista Paweł Sokołowski i wiolonczelistka Małgorzata Bogusz eksplorujący niekonwencjonalne (z)używanie instrumentów, Adam Gołębiewski i Patryk Lichota prezentujący leksykon próbek dźwięków prosto z saksofonu i zestawu perkusyjnego, brzmiących niemal syntetycznie, ekscentryczny „bajko-opowiadacz” Bartosz Ignacy Wrona z Krakowa, ekspresyjni Olbrzym i Kurdupel, czyli Tomasz Gadecki i Marcin Bożek, improwizująca grupa teatralna Odskocznia z Lublina oraz Jakub Gontarski i Sam Alty – Equal Treatment, czyli performance z ciałem i głosem w roli głównej.

Pierwszym z trzech głównych wydarzeń festiwalowych był koncert szwedzkiego tria Joel Grip/Sten Sandell/Sven-Äke Johansson. Można śmiało powiedzieć, że każdy z nich jest artystą totalnym, działającym na wielu płaszczyznach sztuki. Poza najzwyklejszym graniem muzyki inspiruje ich teatr, ruch, słowo, interakcje z innymi dziedzinami sztuki, nie ignorują także znaczenia i możliwości elektroniki w muzyce. Johansson miał nawet epizod fascynacji dźwiękiem klaksonów i możliwości kolorystycznego ich wykorzystania w partyturze. Poza tym to wirtuoz, legenda gatunku, razem z Alexandrem von Schlippenbachem, Peterem Kowaldem i Peterem Brötzmannem prekursor europejskiego free jazzu w latach 60. Grip miał okazję występować zeszłego roku w C.K. Agora wraz z trębaczem Axelem Dörnerem, jest też główną siłą napędową kolektywu Umlaut Records, wspierającym międzynarodowe muzyczne działania.

Koncert tria ułożył się w jeden długi, dość intelektualny set, złożony z segmentów kontrastujących charakterem brzmienia i sposobem wydobycia dźwięku. Koncentracja była warunkiem do czerpania radości z ich muzyki, choć wybryki i osobliwe popisy perkusisty pomagały odświeżyć umysł i ponownie cieszyć się muzyką. Co złożyło się na wyjątkowość tego koncertu? Nic bardziej nie przemawia za tym triem, jak po prostu muzykalność i wrażliwość na barwę. Muzycy podążali za sobą, polifonicznie układali swoje wypowiedzi z zachowaniem ciągłości działania i płynności dynamicznej, a ich instrumenty interferowały w wymianie fal dźwiękowych cząsteczek. Dużo było grania kontrabasisty i perkusisty smyczkiem, a nawet dwoma naraz, pianista dośpiewywał wokalizę, czasem też gwizdał. Johansson rzadko kiedy schodził z pierwszego planu, najwyraźniej bawił się zestawem, choćby okładając ręcznikiem dwa kotły wielkości kotłów symfonicznych i kawałek dykty umocowanej na statywie.


SOBOTA

Po dwugodzinnych warsztatach z Williamem Parkerem i projekcji filmów „Imagine the Sound” oraz „Irene Schweitzer” nadszedł kolejny wieczór koncertowy, można rzec śmiało – kulminacja festiwalu. Na takie koncerty nie żałuje się podróży nawet przez całą Polskę.

Les Diaboliques był występem iście piekielnym. Trzy, starsze już panie, o diabelskiej mocy sprawczej rozentuzjazmowały się wzajemnie i przy okazji publiczność. Pianistka Irène Schweizer, najbardziej stonowana z tego anarchistycznego tria, to mimo wszystko groźna zawodniczka nurtu free, wymieniana między takimi jak Han Bennik, Evan Parker, Brötzmann, czy Kowald. Joëlle Léandre z Francji plasuje się na drugim biegunie pod względem temperamentu – impulsywna, a czasami nawet rozwścieczona kontrabasistka, doskonała kompanka w dialogu z Maggie Nicols, wszechstronną performerką ze Szkocji, spajającą kobiecy tercet siłą swojego dźwięku i wewnętrznego wdzięku.

To, co pokazały kobiety na scenie nie mieści się w żadnych ramach. Teatr – to za mało, jest jeszcze dźwięk, furia dźwięków, komediodramat, istny wręcz kabaret gdy w interakcję wchodziły te dwie panie z prawej, czyli Nicols i Léandre, urządzając sobie, krótko mówiąc, niezłe jaja. Wszechstronna Nicols operując doskonałą dykcją recytowała po angielsku i hebrajsku monologi, przechodzące czasem w kwik, potem w ryk, a innym razem w szept zlęknionej dziewczynki. Nieustannie się poruszała – stepowała, tańczyła, tłumaczyła swoim ciałem to, co było pomiędzy dźwiękami. Można to nazwać szczerością ruchów i pełnią artystycznego wyrazu, działało to bardzo pobudzająco i już po pierwszych minutach występu czułam, że ich energia podrywa mnie z krzesła. Ich rodzaj autoironii i żonglowanie konwencjami były po prostu mistrzowskie.

Na tle sentymentalnego fortepianowego walczyka Nicols próbowała udobruchać Léandre wypluwając z siebie skrawki polskiego „przepraszam”, wcielając się w rolę skulonej żonki, podczas gdy kontrabasistka fukała swoim niskim głosem jak zły chłop po pracy, robiąc przy tym miny jakich nawet zły chłop nie byłby w stanie wykręcić. Na koniec przedstawienia kontrabasistka wpadła w amok, a Maggie przewidując taki bieg zdarzeń, barwnie komentując niepokojące objawy jej zachowania, dorwała taśmę, aby ostatecznie zakleić jej usta. Taką sceną panie zakończyły swój koncert, a syndrom kontrabasistki przeszedł na publiczność, która... oszalała!

Zdawało się, że takiego koncertu już nikt nie będzie w stanie przebić. Nic bardziej mylnego. Oto na scenie pojawił się kwartet Williama Parkera w najwyższej formie, każdy z muzyków grający jak po boskim tchnięciu. Już sam fakt, że William Parker przyjedzie na taki niskobudżetowy festiwal (jak się okazuje, sam wspiera takie niezależne działania), przyprawił niejednego o kołatanie serca. Dla tych, którzy w historii amerykańskiej awangardy i free jazzu są sercem zatopieni, ten wieczór był świętem, które obchodzi się raz w życiu.

O muzyce takich mistrzów pisać jest najtrudniej. Parker, mający u swojego boku świetnych muzyków, takich jak Rob Brown - as, Lewis Barnes - tp i Hamid Drake - dr, szył na swoim kontrabasie tak mięsiście i transowo, że można było odlecieć. Na jego twarzy malowało się mistyczne uniesienie. Niesamowitym dopełnieniem, jednocześnie nadającym afrykańskiego charakteru muzyce, był Drake – perkusista bez ograniczeń, z naturalnością i jakimś pierwotnym wyrazem, przeszywającym na wskroś. Obydwaj muzycy nagrali ze sobą płytę w duecie („First Communion”), na której ten prymarny przekaz jest bardzo wyraźny i może dlatego wyjątkowo spójnie odczuwałam ich połączenie.

Utwory, które zagrali, powstały na próbie przed koncertem. Wrocław skąpany w słońcu – to miejsce i ten czas ogarnęły muzyków i skumulowane rozlały się w muzycznym, ponadgodzinnym szczytowaniu. Dancing on the Roof of the Horizon było długim poematem z powracającym motywem w różnych odsłonach, a Criminals in the Whitehouse nasączone prostymi rytmami, w porywach hiphopowymi i latino. Bis w barwach bluesa uwieńczył ten wspaniały wieczór, muzycy schodzili promieniejąc w oklaskach uznania i szacunku.

NIEDZIELA
Nagle w C.K. Agora zrobiło się kameralnie, żeby nie powiedzieć – swojsko. Warsztaty z Maggie Nicols w przeciwieństwie do prowadzonych przez Parkera, miały bardziej integracyjny wymiar. Integracja w znaczeniu połączenia działania zmysłów. Sztuka improwizacji zaczyna się od oddechu, od pojedynczego dźwięku, następnie kilku. Poza tym puls – pauza, oddech, akcja. Ostatecznie artystka wprawiła cały krąg dwudziestu gardeł i kilku instrumentów w kolektywną, niemal podświadomą improwizację.

Ostatnim punktem festiwalu był „Ring”, w którym wzięli udział młodzi improwizatorzy: Małgorzata Bogusz, Paweł Sokołowski, Bartosz Ignacy Wrona, Tomasz Gadecki, Marcin Bożek, Jakub Gontarski. Aleatorycznie zaaranżowany konkurs umożliwił artystom spontaniczne interakcje w losowych konstelacjach, wszystko to za sprawą rzutu kostką. Bardzo twórcze, krótkie występy pokazały nie tylko charaktery i umiejętności występujących, ale przede wszystkim możliwości i radość, jaką stwarza improwizacja.

Po naradach jury w składzie: Dawid Frydryk (dyrektor artystyczny), Joel Grip i Sten Sandell, za najbardziej spójny występ doceniono wiolonczelistkę Małgorzatę Bogusz, która w nagrodę wystąpi w programie kolejnej odsłony festiwalu Art Of Improvisation.

Monika Okrój

 


Zobacz również

Jazz & Literatura 2017

Trzecia edycja śląskiego festiwalu odbyła się w dn. 6 - 15 października. Więcej >>>

Ad Libitum 2016

11. edycja Festiwalu Muzyki Improwizowanej odbyła się w Warszawie w dn. 19… Więcej >>>

Jazzbląg 2016

Trzy dni, od 22 do 24 września, trwał zeszłoroczny festiwal w Elblągu.  Więcej >>>

Jamie Cullum: Finał Zadymki

Finał Zadymki miał miejsce w sali koncertowej NOSPR w Katowicach.  Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu