Coda

for. Greta Herr

Cecil Taylor

Marek Romański


Jeden z największych innowatorów jazzu, wybitny pianista zmarł 5 kwietnia 2018.

Cecil Percival Taylor to zjawisko osobne w historii jazzu, a także – w historii muzyki w ogóle. Choć był częścią jazzowego środowiska, choć wielu pianistów przyznaje się do inspiracji jego stylem i techniką gry, to zawsze zajmował własną niszę.

Owszem – z braku innych punktów odniesienia – przypisywano go do free jazzu. Ale jaki to free jazz? W jego motorycznych, obejmujących całą skalę fortepianu, klasterach nietrudno zauważyć żelazną konsekwencję, ściśle określoną architekturę dźwiękową, staranne planowanie każdego dźwięku. Joachim Ermst-Berendt zauważał u niego wpływ muzyki współczesnej, szczególnie wywiedzionego z muzyki ludowej brutalizmu Beli Bartoka. Jednak jego muzyka była zawsze owocem jednorazowego natchnienia, muzycznej epifanii, którą można nazwać improwizacją. Z Bartokiem łączyły go matematyczna ścisłość umysłu, wielość zainteresowań, ogromna erudycja i odwaga w realizacji własnej wizji muzycznej. Sam jako swoje największych inspiracje wskazywał pianistykę Duke’a Ellingtona, Dave’a Brubecka i Lennie’ego Tristano, a ważne miejsce w jego muzycznym języku zajmował blues. Przypisywaniu go do muzyki współczesnej przeczyła sama forma jego koncertów – to były iście szamańskie spektakle, w których emanujące piorunującą, pierwotną energią perkusyjne klastery spotykały się z tańcem i recytacją wierszy.

Wiele zawdzięczał swojej matce, skrzypaczce, aktorce i tancerce Almeidzie Ragland. Była kolorową, oczytaną i interesującą osobą. Zabierała go na jazzowe koncerty, podsuwała wartościowe lektury, to jej Taylor zawdzięczał swoją wrażliwość na sztukę we wszelkich jej przejawach. Studiował w New York College of Music i New England Conservatory w Bostonie. To tam zapoznał się ze światem europejskiej muzyki klasycznej i współczesnej, poznał tajniki dodekafonii i serializmu.

W 1955 r. przeniósł się do Nowego Jorku, gdzie spotkał bliskich mu duchowo muzyków. W składzie jego kwartetu znaleźli się wówczas m.in. saksofonista sopranowy Steve Lacy, basista Buell Neidlinger i perkusista Dennis Charles. Jego pierwsza płyta „Jazz Advance” (1956) wskazuje już na to, że podąża własną drogą jako pianista. Bodaj szczególnie wyraźnie jest to widoczne w podążających własnym rytmem, improwizowanych akordach w standardzie Azure Ellingtona. W 1958 nagrał album z Johnem Coltrane’em, który ukazał się pod tytułem „Stereo Drive” (w późniejszych wydaniach przemianowany na „Coltrane Time”). Nie był zadowolony z tego nagrania, narzekał na grę trębacza Kenny’ego Dorhama, który nie rozumiał jego awangardowych idei, wolał zamiast niego Teda Cursona. Jednak skład zespołu towarzyszącego został mu narzucony przez firmę Blue Note.

Nigdy już później nie poszedł na personalne i artystyczne kompromisy. Miał dzięki temu wolność artystyczną, ale także łączyło się to z tym, że jego płyty wydawały najczęściej małe, niszowe firmy płytowe, a w końcu także założona przez niego Unit Core. Wśród nielicznych albumów wydanych przez Blue Note znajdują się epokowe wydawnictwa jego zespołu Cecil Taylor Unit „Unit Sructures” i „Conquistador” (obie 1966). W składzie jego zespołu znajdowali się tacy luminarze awangardy, jak Jimmy Lyons, Henry Grimes, Alan Silva, czy Bill Dixon. Krytycy często określają muzykę zawartą na tych krążkach jako osobną ścieżkę free jazzu, inną o tej wybranej przez Ornette’a Colemana czy Johna Coltrane’a. Jeśli jednak dokładniej przeanalizować ich materię dźwiękową, to wyraźna staje się logika i ścisłe planowanie każdego dźwięku, to są współczesne kompozycje, nie ma w nich żadnego przypadku, a wolność dotyczy jedynie indywidualnej ekspresji.

O ile jego Unit jest bardzo ceniony przez krytykę jazzową i słusznie wskazywany jako jeden z ważnych zespołów poszerzających idiom jazzowy, o tyle zawsze największe wrażenie robiło na mnie to, co Tomasz Stańko określał jako „ideę czystej energii”. A miał na myśli potężną, pierwotną, energię wyzwalaną przez Taylora podczas gry. Takie podejście do instrumentu wymagało od niego ogromnej siły, koncentracji i po prostu fizycznej kondycji. Zwłaszcza, że jego koncerty to często były trwające blisko godzinę, nieprzerwane potoki muzycznej inwencji – jak choćby zagrany podczas jego pierwszej polskiej wizyty na Jazz Jamboree ’68 pięćdziesięciominutowy Respiration.

Stańko wiedział co mówi, bo – jako jedyny polski muzyk – współpracował z Taylorem. W 1984 r. wziął udział w trasie koncertowej kierowanej przez niego Cecil Taylor Group w programie „Music from Two Continents”. Z tym zespołem wystąpił także w warszawskiej Sali Kongresowej w ramach Jazz Jamboree ’84. Na scenie towarzyszyli im m.in. tacy muzycy jak Jimmy Lyons, John Tchicai, Gunter Hampel, Enrico Rava, czy William Parker.

Owa „idea czystej energii” najwyraźniej przemawiała, gdy grał w małych składach lub solo. Sam będąc również perkusistą uwielbiał współpracować z elastycznymi, kreatywnymi drummerami, takimi jak Max Roach, Elvin Jones, Sunny Murray, Ronald Shannon Jackson, Tony Oxley, czy Paul Lovens, często w duetach. Do inspiracji grą Cecila Taylora przyznaje się wielu pianistów, należą do nich m.in. Marilyn Crispell, Vijay Iyer, Matthew Shipp, Craig Taborn, Chucho Valdés, Jason Moran. Wątpię jednak by komuś udało się choćby zbliżyć do intensywności spektaklu muzycznego, jaki fundował swoim słuchaczom Taylor.

W 1990 r. otrzymał nagrodę amerykańskiej rządowej agencji National Endowment for the Arts Jazz Masters, przyznano mu także granty fundacji Guggenheima i McArthura, a w 2014 dostał nagrodę Kyoto Prize. Najbardziej doceniano go jednak w Europie, gdzie bywał często, współpracował z europejskimi muzykami, nagrywał tu liczne płyty, uczestniczył w seminariach i warsztatach. W Polsce, oprócz wspomnianych występów na JJ ’68 i JJ ’84, zagrał w 2011 r. podczas Jazzowej Jesieni w Bielsku-Białej (w duecie z Tonym Oxleyem). Cecil Taylor zmarł u siebie w domu na Brooklynie. Miał 89 lat.

Marek Romański



Zobacz również

Jon Hiseman

Brytyjski perkusista, współzałożyciel grupy Colosseum, zmarł 12 czerwca 2018. Więcej >>>

Remigiusz Filipowicz

Saksofonista tenorowy, kompozytor i pedagog zmarł w Niemczech 17 maja 2018.  Więcej >>>

Andrzej „Idon” Wojciechowski

Trębacz legendarnego zespołu Melomani zmarł w Łodzi 20 maja 2018. Więcej >>>

Jerzy Horwath

Pianista i kompozytor, przed laty filar zespołu Dżamble, zmarł 18 maja 2018 w Sztokholmie. Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu