Wywiady

fot. Adam Dereszkiewicz

Wywiad opublikowany w JAZZ FORUM 12/2016

Dominik Bukowski

Roch Siciński


Czołowy polski wibrafonista, silnie związany z trójmiejskim środowiskiem muzycznym. Konsekwentnie poszukujący nowych muzycznych ścieżek rozwoju. Tym razem do autorskiego projektu zaprosił Amira ElSaffara – trębacza, którego styl przesiąknięty jest muzyką arabską oraz współczesną sceną nowojorskiego jazzu. Na początku listopada ukazała się płyta „Sufia”, którą wibrafonista udowadnia, że nawet najbardziej nieprawdopodobne muzyczne połączenia są możliwe.

JAZZ FORUM: Są dwie szkoły prowadzenia autorskich projektów. Niektórzy tworzą zespoły, z którymi długo są związani. Według drugiej szkoły, każda autorska płyta jest zupełnie innym projektem, zarówno jeśli chodzi o skład czy nazwę zespołu, jak i o stylistykę. Ty zaliczasz się raczej do tej drugiej szkoły.

DOMINIK BUKOWSKI: Nie faworyzuję żadnego ze sposobów. Czy to ma być stały skład na 10 lat, czy za każdym razem inny? Trzeba zdecydować indywidualnie. Każdy ma swoją drogę do muzycznego wyrażania siebie – ważne żeby było to szczere. Ja praktycznie każdy projekt autorski zrobiłem w innym składzie. Czasami powtarzały się nazwiska, ale za każdym razem było to nowe rozdanie. To się chyba bierze stąd, że realizuję swoje muzyczne pomysły, które bardzo się różnią między sobą. Zazwyczaj pierwszy jest zamysł, a potem do niego dobieram muzyków. Staram się robić to jak najtrafniej, chyba stąd brak stałego składu. Po prostu nie skupiam się na budowaniu zespołu, chcę przedstawić to, co mi akurat w głowie gra.

Do tej pory udaje mi się zapraszać do współpracy muzyków, z którymi nie muszę 10 lat grać, żeby znaleźć wspólny język. Staram się tak ich dobierać żeby przy pierwszym spotkaniu znaleźć mocną nić porozumienia. Czasami pierwsze próby, pierwsze koncerty bywały bardziej owocne niż późniejsze działania. Pewnie powinienem tworzyć jakąś markę w taki sposób, że mam jeden zespół, w który cały czas inwestuję, dzięki czemu byłby mocno kojarzony na rynku… no nie wiem, nie kieruję się jakąś strategią marketingową, tylko muzyką.

JF: Dużo jeździsz, udzielasz się w wielu projektach jednocześnie, niedawno ukazał się twój nowy autorski krążek – „Sufia”.

 DB: Biorę udział w kilku ciekawych projektach, ostatnio najwięcej graliśmy z Krystyną Stańko, bo ona też miała premierę nowej płyty. Oczywiście priorytetem jest wspomniany przez Ciebie, najnowszy album, który już od 4 listopada jest dostępny na rynku. Szykujemy się do koncertu premierowego, jaki odbędzie się 12-tego grudnia w gdyńskiej Cyganerii. Materiał miał swoją premierę w czasie festiwalu Jazz Jantar, który zamówił koncert wydany na płycie.

JF: W jaki sposób Jazz Jantar ingerował w ten materiał?

DB: Płyta jest dzieckiem festiwalowym, bo to właśnie oni obdarzyli mnie zaufaniem i chcieli, abym wykonał zupełnie nowy materiał w klubie Żak. Dostałem pełną wolność w kwestiach artystycznych.

JF: I co z tą wolnością artystyczną zrobiłeś?

DB: Już od dawna chodził mi po głowie pomysł, żeby nawiązać do muzyki ludowej. Ponieważ w ostatnich latach projektów związanych z tym kierunkiem pojawiło się sporo, to chciałem zrobić coś, z czym się wcześniej nie spotkałem. W tym samym czasie mocno zainteresowała mnie postać Amira ElSaffara – zacząłem przesłuchiwać jego nagrania, czytać i słuchać jego wypowiedzi, kupować płyty… Wreszcie podjąłem próbę połączenia dwóch światów – polskiego folku i muzyki arabskiej. Zacząłem szukać wspólnego mianownika dla tych odległych światów muzycznych. Wziąłem na warsztat pieśni ze zbioru Oskara Kolberga. To niewyczerpana baza muzyczna, idealny materiał do wszelkiej „obróbki”. Potem zacząłem przepuszczać te melodie przez zasady muzyki maqam. Oczywiście najpierw zgłębiłem trochę historii, poznałem skale i metra charakterystyczne dla muzyki arabskiej. Wyobrażałem sobie jakby zabrzmiały polskie pieśni zagrane właśnie tam i ku mojemu zdziwieniu, dość łatwo udało się przełożyć je na nowy język muzyczny. Mam wrażenie, że nabrały ciekawego charakteru.

JF: Koncert z nowym materiałem graliście w marcu, a już w listopadzie dostaliśmy album z rejestracją tego występu.

DB: Tak, taka była umowa z klubem Żak, ale cieszę się że „Sufia” już jest dostępna.

JF: To chyba pierwsza płyta, którą nagrałeś „live”, ale czy jesteś z tego zadowolony? Sprawiasz wrażenie perfekcjonisty, który wolałby siedzieć w studiu i szlifować, żeby materiał zagrany był jak najrówniej, jak najczyściej itd.

DB: Oczywiście trzeba brać pod uwagę, że były to warunki koncertowe. Nie było sterylnie jak w studio, a wszystko musiało być po prostu… na żywo. Chyba jestem perfekcjonistą. Ucieszyłem się jednak, że to będzie rejestracja koncertu. Repertuar jest mocno nasączony folklorem i pewną ludową zadziornością. Takie emocje trudniej jest wyzwolić nagrywając w studiu. W tej muzyce doświadczam innych rzeczy, niż w moich poprzednich projektach. Ponieważ nigdy nie nagrywałem na żywo ze sceny, była to dość odważna decyzja, ale jeśli miałbym wybierać dziś jeszcze raz, to zrobiłbym tak samo.

JF: Twoje spotkanie z trębaczem El Saffarem również było ekspresowe. Ile mieliście czasu przed wyjściem na scenę? Jak pracował twój nowy zespół?

DB: Spotkaliśmy się dwa dni przed koncertem. Materiał powstawał wcześniej, bez Amira. Spotykaliśmy się na próbach z Patrykiem Doboszem, Adamem Żuchowskim i trębaczem Emilem Miszkiem, z którym też gramy koncerty. Przynosiłem materiał i wspólnie go ogrywaliśmy, dodawaliśmy ciekawsze rozwiązania itd. Amir dostał nuty mailem. Mam wrażenie, że wcale nie potrzebowaliśmy ani dnia więcej. To jest sprawny muzyk. Szybko zrozumiał ideę projektu, czyli połączenie naszego folkloru, jego maqam i oblanie całości jazzowym sosem. Już na pierwszych próbach czułem, że ten materiał będzie tylko pretekstem do naszego dialogowania, do wspólnej wizji muzycznej. Zaprosiłem do projektu Patryka Dobosza, którego odkryłem parę lat temu siedząc w jury jednego z konkursów. Grał wtedy z zespołem High Definition i zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Patryk daje dużo młodzieńczej energii, a jeśli chodzi o umiejętności technicznie to nie ma dla niego żadnych wyzwań nie do wykonania. Kontrabasista Adam Żuchowski to mój wieloletni kolega, jeszcze z czasów liceum muzycznego. Razem zakładaliśmy pierwsze projekty, grał w moim pierwszym zespole – Blue Mind Quartet. Myśląc o muzyce etnicznej, arabskiej od razu wiedziałem, że Adam będzie idealnie pasować. Jest fantastycznym sonorystykiem, co było potrzebne do zrealizowania mojej wizji muzycznej.

JF: Wspomniałeś, że będziecie koncertować również z Emilem Miszkiem na trąbce. W którą stronę skręci ten projekt, kiedy na trąbce będzie grał Emil?

DB: Z pewnością inne rzeczy będą uwypuklone, pójdziemy trochę innym torem, ale my nie gramy muzyki arabskiej, nie gramy też polskiego folku. Gramy muzykę jazzową, która inspiruje się tymi dwoma światami. Bez Amira tego świata arabskiego będzie znacznie mniej, bo on studiował tę muzykę, rewelacyjnie gra ćwierćtonami, bardzo dobrze ją rozumie. Wiem, że będę zadowolony z pracy z Emilem, bo pamiętam jak przebiegały nasze próby.

JF: Nie chcę recenzować tej płyty, ale pierwsze wrażenia po przesłuchaniu tego materiału są takie, że Ty nie jesteś muzycznym egoistą, czy autorytarnym liderem. Dajesz dużo miejsca pozostałym muzykom.

DB: Moje poprzednie projekty są podobne jeśli chodzi o ten aspekt. Nigdy nie chciałem zrobić płyty dla wibrafonistów, czy mocno eksponować roli mojego instrumentu. Jeśli zaczynam tworzyć jakiś projekt i wyobrażam sobie muzykę w głowie, to wibrafon jest jednym z instrumentów, które będą budować całą akcję muzyczną. Wibrafon nie ma tylu środków wyrazu, co stojąca koło mnie trąbka. To byłoby wręcz nienaturalne wychodzić przed szereg i chować trąbkę. Tworząc nowy projekt staram się myśleć jako producent, a nie jako lider-wibrafonista. Traktuję siebie jako sidemana we własnym zespole. Brzmienie mojego instrumentu ma swoją konkretną rolę i taką spełnia.

JF: Choć współpracujesz z wieloma muzykami, nie tylko jazzowymi, to przyznam szczerze, że zawsze twoje dokonania kojarzyły mi się z mainstreamem. Współpraca z Kasią Kadłubowską, Wacławem Zimplem, zainteresowanie minimalizmem i jednocześnie bardziej otwartymi formami pokazują, że podziały muzyczne przestają mieć dla ciebie znaczenie. Teraz współpraca z przedstawicielem jednej z najwspanialszych oficyn – nowojorskiej Pi Recordings… To jest jakiś proces?

DB: Dla mnie nie istnieje jakiś sztywny podział na rzeczy mainstreamowe i niemainstreamowe. We współpracy z Wackiem Zimp­lem, Amirem ElSaffarem, czy z zespołami, z którymi na co dzień współpracuję, chodzi mi o to samo. Oczywiście, są to różnie wyrażane emocje, ale w gruncie rzeczy jest to kolejny projekt, w którym mam do zrealizowania muzyczne zadanie. Nie mam poczucia, żebym teraz wypływał na jakieś niebezpieczne wody. Staram się budować uniwersalny język muzyczny, być może dlatego widać mnie w różnych projektach. W ten sposób się rozwijam, czerpię z każdej współpracy co tylko mogę i poszerzam świadomość muzyczną.

JF: A jeśli chodzi o Trójmiasto – twoją bazę tych wszystkich poszukiwań – Trójmiasto – powiedz proszę, co w tym środowisku jest wyjątkowego? Po studiach w Katowicach wróciłeś na północ i wydaje się, że muzycznie jest to dobre dla ciebie miejsce.

DB: Rzeczywiście, większość płyt na których się udzielam pochodzi z Trójmiasta, choć moje autorskie przeważnie są mieszane. Miałem duże szczęście, że trafiłem właśnie tutaj. Tuż po studiach zastanawiałem się czy nie wybrać Warszawy z oczywistych względów, jednak wróciłem do korzeni, do miasta, w którym się urodziłem, w którym poznałem swoją żonę, w którym studiowałem jeszcze przed Katowicami. Myślę, że to był bardzo mądry wybór. Jest to muzyczna rodzina, w której czuję się dobrze. Mój udział w wielu projektach trójmiejskich to nie tylko przyjemność z grania, ale również pewna więź. Mieszkają tu świetni muzycy, którzy jednocześnie są moimi przyjaciółmi. Muzyczne korzenie są ważne, a kiedy wracam do miejsca, w którym żyję, to wiem, że mogę się z tymi ludźmi spotkać i wspólnie pograć. Tutaj nawet co roku organizowana jest wigilia, na której pojawia się większość jazzmanów. Nie dla pieniędzy, ale żeby porozmawiać, wspólnie spędzić czas. Bardzo to sobie cenię, mimo że większość koncertów gram poza Trójmiastem. Jednak wszędzie jest teraz blisko, więc życie na północy bardzo mi odpowiada.

JF: Mimo że pretekstem do naszego spotkania jest premiera nowej płyty, to chciałem już spytać o przyszłe pomysły. Czy ponownie będziesz chciał rejestrować koncert, czy wrócisz do studia? Masz już pomysł na kolejną płytę, kolejny skład osobowy?

DB: Raczej będzie to płyta studyjna. Myślę o wyeksponowaniu marimby, bo jest to instrument mało odkryty w muzyce jazzowej. Wiele jednak wyjaśni się podczas prac, później podczas prób…



Zobacz również

Kuba Więcek: another raindrop

Urodzony w Rybniku 21 października 1994 roku saksofonista i kompozytor Kuba Więcek jest chyba… Więcej >>>

Wacław Zimpel: Wystarczy mi samo free, nie muszę…

Artysta nietuzinkowy o wielu twarzach muzycznych, uwielbia eksperymentować, odkrywać, kreować. Więcej >>>

Joachim Kuhn: ucieczka do wolności

Niemiecki wirtuoz fortepianu jest legendą jazzu europejskiego, jednym z pierwszych muzyków, którzy w tej części świata… Więcej >>>

Piotr Lemańczyk: otwieranie drzwi

Głównym powodem naszego spotkania i rozmowy jest wydanie – i to zarówno w formacie CD, jak i w wersji… Więcej >>>

JAZZ FORUM 12/2017

Aktualnie w sprzedaży
Więcej >>>

Parallax Error

Leszek HeFi Wiśniowsk

Płyta miesiąca

Leszek Możdżer & Holland Baroque

Earth Particles

  • Ocena - 5
Linki
Z galerii

Leszek Możdżer

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu