Wywiady
Esbjörn Svensson Trio
fot. Jim Rakete

ESBJÖRN SVENSSON: Muzyka to nie religia

Marek Romański


Wywiad opublikowany w JAZZ FORUM nr 7-8/2004

Czy jazzowa improwizacja może dziś znaleźć swoje miejsce na komercyjnej liście przebojów? Jeśli jest połączona z rockowymi brzmieniami, popową melodyką i wywiedzioną z muzyki klasycznej harmonią, to odpowiedź brzmi – tak.
Esbjörn Svensson, Magnus Öström i Dan Berglund czyli trio E.S.T. to przykład na to, jak znaleźć receptę na spektakularny sukces bez daleko idących kompromisów artystycznych.

Zespół, który ma na koncie szereg prestiżowych nagród, wciąż tworzy muzykę bogatą formalnie, po części improwizowaną i intrygującą brzmieniowo.
Kariera Skandynawów jest pouczająca także z innych powodów. E.S.T. jest oczkiem w głowie szwedzkiego rządu, muzycy traktowani są niemal jak kulturalni ambasadorowie tego kraju. Dobrze to świadczy o elitach politycznych Szwecji, które wolą inwestować w twórczość nie tylko atrakcyjną komercyjnie, ale również nie pozbawioną ambicji.
Kolejna nauka płynie z medialności zespołu. Svensson i jego koledzy udzielają dziesiątków wywiadów, występują w programach telewizyjnych, często spotykają się ze swoimi fanami – słowem ciężko pracują na swoją popularność.

JAZZ FORUM: Zacznijmy od początku.

ESBJÖRN SVENSSON: Moja matka grała na fortepianie. To były moje najwcześniejsze wspomnienia związane z muzyką. Z jazzem zetknąłem się za pośrednictwem ojca. Miał sporą kolekcję płyt i często z jego pokoju dobiegały synkopowane dźwięki.
Jednak, wiesz jak to jest, w pewnym wieku każdy buntuje się przeciwko wszystkiemu co kojarzy się z rodzicami. Ja też się zbuntowałem, odrzuciłem muzykę rodziców i znalazłem własną – pop i rock.
Sam zacząłem uczyć się gry na fortepianie, trochę pomagała mi w tym matka. Miałem w szkole swój zespół, graliśmy covery popularnych przebojów, rockowych kawałków, a także rock-and-rollowe standardy z lat 50. Później zacząłem komponować własne utwory, z początku posługując się formą bluesa. Stopniowo ewoluowało to w stronę jazzu. Na początku moja muzyka była utrzymana w nurcie fusion. Z bluesa czerpałem szkielet utworu i dodawałem do tego jazzowy koloryt. Wtedy też powróciłem do płytoteki mojego ojca. Wśród zarejestrowanej tam muzyki największe wrażenie zrobił na mnie wtedy Charlie Parker.

Później wydarzyły się dwie rzeczy, które zmieniły wiele w moim życiu. Pierwsza z nich to koncert Wayne’a Shortera. Nigdy wcześniej nie sądziłem, że można w ten sposób podchodzić do aranżacji utworów, do improwizacji i kompozycji. To było coś zupełnie nowego i zaskakującego. Druga niesłychanie ważna dla mnie rzecz to odkrycie muzyki Keitha Jarretta. Pierwszą płytą jaka wpadła mi w ręce była „Facing You”. Miałem wrażenie, że otwiera się przede mną cały nowy świat dźwięków.
Oczywiście słuchałem wówczas i innych pianistów jak Chick Corea, czy Herbie Hancock. Naśladowanie ich było wtedy bardzo modne bo przecież na scenie muzycznej dominowało wówczas fusion. Grałem wtedy w kilku zespołach jednocześnie – miałem skład jazz-rockowy m.in. z Magnusem Öströmem, jazzowe trio, udzielałem się też w zespołach popowych i rockowych. Nasze trio złożone jest z muzyków czerpiących inspirację z różnych terytoriów muzycznych. Ja i Magnus wyszliśmy od jazzu, ale Dan Berglund jest fanem rocka. Na co dzień słucha ciężkiego, heavy-metalowego łojenia.

JF: Opowiedz historię twojego tria.

ES: Ten zespół powstał w 1993 r. Wcześniej grałem z Magnusem, wtedy dołączył do nas Dan. Prawdziwy przełom w naszej karierze, a może co ważniejsze, w naszym myśleniu o sobie, o naszej muzyce przyszedł w Ameryce Południowej. Mieliśmy tam krótka trasę koncertową i podczas koncertu w Chile była tak wspaniała atmosfera, ludzie reagowali tak gorąco, że uwierzyliśmy w siłę naszej muzyki. Wkrótce potem zarejestrowaliśmy pierwszą płytę, odbyliśmy trasę europejską. Pojawiły się bardzo dobre recenzje i tak to wszystko się zaczęło. Zawsze chcieliśmy dotrzeć do szerszej publiczności, niż tylko jazzowa. Dlatego pierwszą płytę wydała szwedzka firma znana z realizacji popowych.

Ten pierwszy album sprzedał się bardzo dobrze, prasa również pisała o nim ciepło.
Dzięki temu sukcesowi podpisaliśmy kontrakt z pewnym klubem w Sztokholmie, gdzie graliśmy raz w tygodniu przez pół roku. To znacznie poprawiło naszą sytuację finansową. Stopniowo coraz więcej ludzi zaczęło przychodzić na nasze koncerty. I niekoniecznie byli to fani jazzu. Myślę, że dzisiaj zespoły jazzowe zdecydowanie za mało starają się zdobyć niejazzową publiczność. A czasy są takie, że ludzie najczęściej są niezdecydowani w swoich gustach, poszukują po prostu dobrej muzyki i nie interesuje ich, jaki to jest gatunek.
Nie zastanawiamy się nad tym, czy to, co gramy to jazz, czy coś innego. Myślę, że trudno określić to, co robimy jako czysty jazz. Ja bardzo lubię go lubię, ale nasza muzyka jest wypadkową różnych wpływów. Sądzę, że bliżej jej do ambitnego popu, czy rocka, są w niej także elementy klasyki. Interesuje nas, by brzmiało to oryginalnie, by mieć wewnętrzne poczucie, że tworzymy najlepszą muzykę na jaką nas stać. Etykietki zostawiamy dziennikarzom.

JF: Słuchając waszych nagrań mam wrażenie, że w zespole panuje prawdziwa demokracja.

ES: No cóż, cały czas pełnię funkcję lidera. Masz jednak rację, staram się by nie było to trio pianisty w tradycyjnym rozumieniu. Chcę, by był to zespół. Każdy z muzyków jest bardzo wyrazistą indywidualnością artystyczną, każdy wnosi ze sobą bogaty bagaż doświadczeń i muzycznej wrażliwości. Myślę, że nasza siła polega właśnie na wykorzystaniu tych wszystkich możliwości. Dzięki temu w naszych utworach stale coś się dzieje, muzyka nie jest nudna. Z pewnością, gdyby wymienić któregoś z muzyków ta grupa brzmiałaby zupełnie inaczej.

JF: Nie kusi cię, by zmienić otoczenie, sprawdzić się w nowym muzycznym kontekście?

ES: Czasami myślę o tym, ale wciąż jest dużo nowych możliwości, które stoją przed tą grupą, terytoriów, które czekają na eksplorację. Z pewnością długo jeszcze będzie można czerpać z tego źródła. Staram się jednak wzbogacać muzykę Tria i czasem zamieniam go w Kwartet. Na przykład niedawno graliśmy razem z Patem Metheny – to było fascynujące doświadczenie dla każdego z nas. Być może częściej będziemy eksperymentować z innymi muzykami, na przykład z saksofonistami. Robiliśmy już takie próby. Jestem otwarty na inne gatunki muzyczne i na innych artystów. Obce mi jest stawianie sobie jakichkolwiek ograniczeń artystycznych. Muzyka to nie religia, tu można mieć wiele wyznań równocześnie.

JF: Skandynawia jest znana dziś przede wszystkim z popularnego, elektronicznego nu-jazzu. Co sądzisz o tej scenie?

ES: E.S.T. to przede wszystkim trio akustyczne. Jednak wykorzystujemy w nagraniach i na koncertach elektroniczne brzmienia. Bywa też, że tworzymy na instrumentach akustycznych dźwięki kojarzące się z syntezatorami. Czasem też bas brzmi jak w rockowych zespołach.

Nu-jazz, o którym mówisz tworzony jest przede wszystkim w Norwegii. Jest tam wielu doskonałych muzyków grających w tym nurcie. Jazzmani wykorzystują tam nowe brzmienia, didżejów itp. Bardzo lubię takich artystów, jak Bugge Wesseltoft, czy Nils Petter Molvaer.
Scena szwedzka jest trochę inna. W naszym kraju nie ma tak wiele elektronicznych grup, natomiast jest sporo zespołów łączących jazz z muzyką etniczną. Jest wielu świetnych muzyków grających klasyczny jazz. Moim ulubionym szwedzkim artystą, który miał na mnie ogromny wpływ był i jest saksofonista Joakim Milder. Nie tylko wspaniale gra, ale pisze znakomite kompozycje, aranżuje je i pewną ręką prowadzi swoje kolejne zespoły.

JF: Masz dużą szansę, by wygrać w tym roku Europejską Nagrodę Jazzową. Co sądzisz o tym trofeum?

ES: Czy jesteś pewny, że to ja jestem w czołówce? Ktoś powiedział mi, że największe szanse ma Louis Sclavis.

JF: Nie, w finale pozostałeś tylko ty i Bojan Z z Bośni i Hercegowiny.

ES: Oczywiście bardzo się cieszę, że tak mnie cenią w Wiedniu. Wolałbym jeszcze nie dzielić skóry na niedźwiedziu, ale jeśli wygram to będzie to dla mnie ogromny zaszczyt. Dla muzyka zawsze jest bardzo ważne by doceniali go ludzie z branży. Szczególnie, że dotychczas wygrywali tą nagrodę naprawdę znakomici artyści. Bardzo lubię Tomasza Stańkę. Wiem, że często współpracował ze szwedzkimi muzykami takimi jak Bobo Stenson. Niestety nie miałem zbyt wielu okazji by go słyszeć na żywo.
Znacznie mniej wiem o Wolfgangu Muthspielu, choć słyszałem o nim bardzo pozytywne opinie.

JF: Czy zgadzasz się z tezą Bugge Wesseltofta, że najciekawsze rzeczy w jazzie dzieją się dziś w Europie?

ES: Nie zastanawiałem się nad tym. Zresztą w ogóle nie myślę na temat sytuacji jazzu. Interesuje mnie raczej kondycja całego muzycznego uniwersum. Prawdę mówiąc, nie zgadzam się z tym zdaniem. Z Ameryki przybywa do nas naprawdę mnóstwo świetnej muzyki. Oczywiście jeśli chodzi o mainstream jazz to Amerykanie nie mają sobie równych. Z drugiej strony jest tam wielu bardzo oryginalnych, nowocześnie myślących artystów, jak choćby Matthew Shipp. Słucham go uważnie, bo to też pianista łączący wiele różnych stylistyk i uważam, że robi fantastyczną muzykę. Bardzo też lubię trio Bad Plus. W Europie trochę inaczej podchodzimy do muzyki, więcej w tym nabożeństwa, wyrosłego z klasycznej tradycji poczucia sacrum. W Stanach potrafią bardziej niż my bawić się dźwiękami, grać na emocjach.

 Rozmawiał: Marek Romański

 

WYBRANA DYSKOGRAFIA TRIA ESBJÖRNA SVENSSONA

When Everyone Has Gone – Dragon (1993)
EST Live ’95 – ACT 9295-2 (1995)
EST Plays Monk – ACT 9010-2 (1996)
Winter In Venice – ACT 9007-2 (1997)
From Gagarin’s Point Of View – ACT 9005-2 (1999)
Good Morning Susie Soho – ACT 9009-2 (2000)
Mr & Mrs Handkerchief – PCD 028 (2001)
Strange Place For Snow – ACT 9011-2 (2002)
Seven Days Of Falling – ACT 9012-2 (2003)
EST Live In Stockholm – DVD ACT 9900-9 (2003)
Viaticum – ACT 9015-2 (2005)
Tuesday Wonderland – ACT 9016-2 (2006)
Live In Hamburg – ACT 6002-2 (2007)
Leucocyte – ACT 9018-2 (w przygotowaniu)

 


Zobacz również

Tadeusz Federowski – archiwalny wywiad

Z legendarnym perkusistą rozmawia Jerzy Bojanowski, Jazz Forum 2/1993 Więcej >>>

Grzegorz Grzyb atomowy

Archiwalny wywiad z perkusistą, który zginął tragicznie 23 lipca 2018 w wypadku na ulicy… Więcej >>>

Eryk, syn Eryka

Z wybitnym perkusistą Erykiem Kulmem rozmawia Marek Gaszyński. Więcej >>>

Kuba Więcek: another raindrop

Urodzony w Rybniku 21 października 1994 roku saksofonista i kompozytor Kuba Więcek jest chyba… Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu