Coda

Franciszek Lipowicz

Krzysztof Lipowicz, syn


Odszedł jeden z animatorów i nestorów polskiego ruchu jazzowego, współzałożyciel magazynu „Jazz”, współorganizator pierwszych festiwali jazzowych w Sopocie, wielki miłośnik i znawca tej muzyki – Franciszek Lipowicz.
    Ojciec Franciszka, prof. Roman Lipowicz, był przed wojną jednym z polskich studentów Technische Hochschule Danzig i członkiem polskiej korporacji „Wisła” , do której – jak w swojej książce „Przystanek Politechnika” pisze Barbara Szczepuła – mógł należeć każdy student, o ile był Polakiem i człowiekiem etycznym. Tę cechę przelał na syna. Franciszek wychował się w obu tradycjach polskiej i niemieckiej, posługiwał się oboma językami. Urodził się w Poznaniu, ale wczesne dzieciństwo spędził w Warszawie i Wolnym Mieście Gdańsku. W Gdańsku też, jako kilkunastoletni chłopiec, przeżył koniec wojny.
    Po wojnie małżeństwo Lipowiczów pozostało z dziećmi na Wybrzeżu. Tutaj Franciszek ukończył naukę w Gdańskich Technicznych Zakładach Naukowych (GeTeZaNa), a później studia ze specjalizacją teletransmisji przewodowej na wydziale łączności Politechniki Gdańskiej.
    Na długo przed odwilżą 1956 roku zafascynował się jazzem, choć sam muzykiem nie był. Po wojnie muzyka ta była traktowana przez ówczesne władze jako „wytwór burżuazyjny”, nie można było jej upowszechniać na koncertach i w środkach masowego przekazu. Jazzu słuchano więc z płyt, a grano i tańczono do niego na szkolnych potańcówkach, prywatkach i w piwnicach, stąd pojęcie: „zejście jazzu do katakumb”. Po śmierci Stalina, jazz powoli z nich wychodził, zaczynał być – choć ciągle jeszcze bardzo powściągliwie i z niekłamaną odrazą – akceptowany przez władzę i media. Rozpoczęto organizowanie publicznych koncertów jazzowych, a środowiska jazzowe zaczęły się scalać, bo fascynacja tą muzyką, będącą antidotum na dotychczasowo obowiązujące kanony, była ogromna. Słuchanie jazzu było modne, było odpowiedzią na szarzyznę życia. Jazz oznaczał postępowość i nowo¬czes¬ność, a nawet w jakiś sposób światowość i manifestację przynależności do kultury zachodniej. Był wolnością.
    Dom rodziny Lipowiczów przy ulicy Krętej we Wrzeszczu był otwarty dla gdańskich elit intelektualnych, pełnił rolę prywatnej instytucji kulturalnej. Tutaj spotykało się pokolenie kataryniarzy, studenci, naukowcy, muzycy, plastycy, aktorzy teatrzyku Bim-Bom. Swoją wiedzą i zamiłowaniem do jazzu Franciszek Lipowicz zaczął dzielić się z innymi, organizując i prowadząc spotkania oraz prelekcje w wypełnionej po brzegi sali gdańskiego Klubu Dziennikarza przy Targu Drzewnym. W marcu 1955 roku gdański Klub Pracowników Kultury „Rudy Kot” rozpoczął prezentacje koncertów muzyki mechanicznej. W swojej książce „Obywatel Jazz” Jerzy Radliński wspominał: „(...) Duży wkład w ich powodzenie wnieśli dwaj znawcy jazzu – inżynierowie Jan Sitkowski i Franciszek Lipowicz”.
    W lutym 1956 roku ukazał się w Gdańsku pierwszy numer miesięcznika „Jazz” redagowany przez dziennikarza Józefa Balceraka przy współpracy Jana Sitkowskiego i Franciszka Lipowicza. W pierwszych wydaniach przedstawiono m.in. cykl artykułów znanego niemieckiego krytyka i znawcy jazzu Joachima-Ernsta Berendta pt. „Style jazzowe” i „Co nazywamy muzyką jazzową” w tłumaczeniu i opracowaniu Franciszka Lipowicza. W 1956 i 1957 roku Franciszek wziął czynny udział w organizacji pierwszych festiwali jazzowych w Sopocie. Popularyzował polski jazz także zagranicą. Wspólnie z Bolesławem Facem – znanym później poetą, prozaikiem, publicystą i tłumaczem, opublikował m.in. w 1959 roku w czasopiśmie „Schlagzeug” artykuł w języku niemieckim pt. „Jazz in Polen”. W latach 60. przeprowadził się z drugą żoną i jej córką do Szczecina. Pracował w stoczniowym biurze konstrukcyjnym.
    W latach 70. był doradcą technicznym przy ambasadzie norweskiej w Warszawie, a w latach 80. przeniósł się do Berlina Zachodniego, gdzie podjął pracę w firmie Knitter GmbH, specjalizującej się w elektronicznych urządzeniach nawigacyjnych na statki. Nie uczestniczył już wówczas czynnie w ruchu muzycznym, ale swojej pasji i umiłowania jazzu nigdy nie porzucił. W prasie i w audycjach radiowych chętnie dzielił się swoimi wspomnieniami o początkach tej muzyki w powojennej Polsce, utrzymywał rozliczne kontakty z przyjaciółmi sprzed lat. Na emeryturze pozostał aktywny zawodowo i zajmował się tłumaczeniami tekstów technicznych i historycznych z języka niemieckiego i na język niemiecki. 
    Nie krył wzruszenia, gdy w numerze JAZZ FORUM 7-8/06 ukazał się przedruk recenzji z festiwalu sopockiego, napisanej przez Niego do 3 numeru „Jazzu” – 50 lat wcześniej. Postanowił, że napisze i opublikuje wspomnienia z tamtego czasu. Nie zdążył. W grudniu zeszłego roku uległ poważnemu wypadkowi.
    Kiedy w jego następstwie walczył w szczecińskim szpitalu ze śmiercią, w berlińskiej klinice na świat przyszedł oczekiwany wnuk Julian. Tak się to jakoś dziwnie zazębiło. Dziadek nie doświadczył wnuka. Minęli się w ciemnym korytarzu łączącym byt z niebytem, pomiędzy zaczynającym się i kończącym życiem. 
                                                                                               Krzysztof Lipowicz, syn, Berlin


Zobacz również

Damian Niewiński

Znakomity perkusista zmarł 5 listopada br. w Warszawie, w wieku 35 lat.  Więcej >>>

Zbigniew Bernolak

Legendarny gitarzysta basowy, jeden z pionierów polskiego big-beatu zmarł 17 października 2021 w Chicago Więcej >>>

Maciej Strzelczyk

Wybitny skrzypek zmarł nagle 28 września 2021 w Warszawie Więcej >>>

Paweł Tartanus

Znakomity bandżysta, gitarzysta i wokalista zmarł w Warszawie 17 września 2021 Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu