Książki

Ikar. Legenda Mietka kosza

Stanisław Danielewicz


Weźcie do ręki „Ikara”, książkę Macieja Pieprzycy. To się czyta!

Tragedia, farsa, moralitet? Film nie jest z gumy. Znalazły się w nim najwyżej dwie trzecie z tego, co zostało zapisane w scenariuszu i nakręcone na planie. Do scenariusza weszła z kolei może jedna trzecia historii i anegdot, jakie udało mi się zgromadzić o Mietku Koszu podczas rozmów z osobami, które go znały. Na szczęście są książki. Powieść daje szansę, by ocalić to co nie znalazło się w scenariuszu i filmie”.

W taki sposób reżyser filmu i autor książki Maciej Pieprzyca opisuje relacje między filmem, scenariuszem (swojego autorstwa) i powieścią, na kanwie której, pod tym samym tytułem, zrealizowano obsypany nagrodami na festiwalu w Gdyni film. Jednocześnie jest to przekonujące uzasadnienie swego rodzaju „ocalenia” materiału, którego oceny możemy dokonać ponownie. Oceniamy „my”, czyli ci, którzy film obejrzeli i sięgnęli teraz po powieść.

Sytuacja jest nietypowa o tyle, że z reguły relacje między dziełem literackim a powstałym na jego kanwie scenariuszem, bądź wynikłym z takiego scenariusza filmem, oparte są na innej sekwencji wydarzeń. Idziemy bowiem do kina, by obejrzeć np. szóstą z kolei w swoim życiu „Annę Kareninę”, by ponownie odnieść filmową realizację do wymowy i urody powieści, przy okazji jedynie dokonując porównań między kompetencją i jakością kolejnych ekranizacji. W przypadku „Ikara” kolejność, zamierzona czy nie, jest inna: najpierw zaistniał i przebojem wszedł do kanonu wybitnych „biopics” film reżysera Pieprzycy, by zaraz potem pojawiła się w księgarniach książka. W obu przypadkach demiurgiem jest ten sam Maciej Pieprzyca, co nie znaczy, że w powieściowej postaci mamy do czynienia z zawoalowaną formą scenariusza. To jest faktycznie powieść, o przemyślanej strukturze, posługująca się świadomie dobranymi środkami literackimi!

Najciekawszym zabiegiem, pozwalającym przy pomocy elementów językowych stworzyć spójny i przekonujący wizerunek psychologiczny niewidomego pianisty, jest umocowanie samego bohatera przekazu, Mietka Kosza, w roli narratora. Jeśli jest rzeczywiście tak, jak to powyżej opisał sam autor, czyli sekwencja rozpoczyna się powieścią, a kończy filmem (via scenariusz), to uważny czytelnik, który tak jak ja wcześniej obejrzał film, doświadcza podwójnej przyjemności. Po pierwsze, obcuje ze światem opisywanym przez narratora tym razem nie poprzez obraz i akcję, lecz wnikając w specyficzny styl narracji, który może nie jest specjalnie odkrywczy (ja widzę tu nawiązania do klasycznej powieści amerykańskiej o zabarwieniu społecznym z połowy ub. wieku), ma szanse wniknąć w różne, nie za bardzo przystawalne do siebie światy, w których równolegle żyje bohater opowieści.

Drugie doznanie, któremu z przyjemnością się poddajemy, to refleksje nad szerokim wachlarzem różnorakich środków wykorzystanych w filmie, które są swoistymi etiudami na tematy, naszkicowane w kolejnych rozdziałach powieści. Porównanie świata przedstawionego, jaki konkretyzuje się indywidualnie w umyśle każdego z czytelników, ze światem obrazu i dźwięku, który jest zamknięty w filmowych kadrach znacznie bardziej (choć przecież nie do końca) jednoznacznych – to stawianie pytań o wizualizację zapisów słownych i granice aktorskiej intuicji.

Powieść w stopniu na pewno większym niż film identyfikuje bohaterów wydarzeń związanych z karierą i śmiercią Mieczysława Kosza. Ci, którzy na przełomie lat 60. i 70. XX wieku bywali w klubach, słuchali jazzu i żyli wśród paradoksów „najweselszego baraku obozu realnego socjalizmu”, nie mogą mieć cienia wątpliwości, że wiele postaci dzięki powieściowym charakterystykom nie jest, jak w filmie, wariacją na temat ludzi i ich wzajemnych relacji, lecz pokazuje konkretne osoby, uczestniczące w wydarzeniach sprzed lat. Wystarczy kilka słów czy zdań, by rozpoznać a to Jana Byrczka, a to Mariannę Wróblewską, a to Tomka Szukalskiego, a to kilka innych postaci (choć brak mi w tym gronie pociągającej za różne sznurki Zofii Komedowej – co konstatuję z pewnym zdziwieniem). Nie znaczy to jednak, by owe „dopowiedzenia”, obecne w powieści, a bardziej zawoalowane w filmie, miały dla narracji większe znaczenie. Są, owszem, ciekawostkami rozpoznawanymi przez coraz mniej licznych świadków tamtych czasów, ale nie wpływają na uniwersum świata przedstawionego.

Powieść Pieprzycy nie jest łatwa do zdefiniowania i oceny. Krytyk literatury na pewno miałby powód, by zarzucić jej drobne uchybienia formalne, psycholog skrzywiłby się nad niektórymi uproszczeniami w zakresie typologii postaci, badacz fenomenów XX-wiecznej popkultury zastanawiałby się, czy wybór smakowitych anegdot, z których w dużej mierze składa się powieść, nie powinien uwzględniać wydarzeń i postaci, na które tym razem miejsca zabrakło. Ja tych hipotetycznych rozdzielaczy włosa na czworo zapytałbym tak: czy znacie wiele dzieł, które równie bezpretensjonalnie fastrygują w jedną całość egzystencjalną tragedię, farsę z udziałem przypadkowych komików i moralitet bez morałów? Nie? W takim razie weźcie do ręki „Ikara”. To się czyta!

Stanisław Danielewicz

Maciej Pieprzyca, „Ikar. Legenda Mietka Kosza”, Warszawa 2019



Zobacz również

Alfabet Tyrmanda

Fascynujący zbiór wybranych przez Dariusza Pachockiego różnych tekstów Leopolda Tyrmanda.  Więcej >>>

Thelonious Monk. Geniusz inny niż inni

Polskie wydanie książki Robina D.G. Kelley’ego, dzieło prowokujące pytania Więcej >>>

Jedzie Pan Jazz

Książkę o fenomenie Małej Akademii Jazzu Bogusława Dziekańskiego recenzuje Andrzej Dorobek.  Więcej >>>

Ale musicale! Złote stulecie 1918 - 1018

Prawie 600 stron o światowych produkcjach musicalowych! Więcej >>>

JAZZ FORUM 6/2020

Aktualnie w sprzedaży
Więcej >>>

Orient Express

The Consonance Trio

Płyta miesiąca

Marcin Wasilewski Trio w/Joe Lovano

Arctic Riff

  • Ocena - 5
Linki
Z galerii

Slavonic Jazz Meetings

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu