Książki

Jacek Niedziela-Meira, „Modrzewie siwieją na rudo”
Katowice 2014, s. 252

Recenzję opublikowano w numerze 6/2015 Jazz Forum

Jacek Niedziela-Meira: Modrzewie siwieją na rudo



Jacek Niedziela-Meira niewątpliwie erudytą jest. Ale to właśnie erudycja, kształtująca językową i faktograficzną warstwę powieści „Modrzewie siwieją na rudo” paradoksalnie staje się przekleństwem autora, gdy po frazach prozy wybrzmiewającej wyrafinowaniem języka i pięknem metafory autor eksponuje obserwacje ocierające się o publicystykę, z wysokiego drzewa literatury wpadając w pułapkę niepięknego świata po dziennikarsku opisywanego. 

Niedziela-Meira daje czytelnikowi, ciekawemu, co na literackiej niwie ma do zapisania wybitny muzyk, autor podręczników, eseista muzyczny – wybór wątków tematycznych i gatunków literackich chyba z niczym nieporównywalny. Mamy więc wątek romansowy, eseistykę historyczną (wspomnienie złotego wieku włoskich lutników z Cremony, wnikliwe glosy dotyczące historii jazzu w USA, zwłaszcza „roaring twenties” i lat późniejszych, a także mały wykładzik o naturze i formie bluesa. A przecież to nie wszystko. Autor, przedstawiający świat z pozycji wszystkowiedzącego komentatora, znajdzie miejsce dla obserwacji socjologicznych (np. w ramach quasi reportażu z podłej knajpy), ale i uwag z dziedziny psychologii. 

Nie jestem pewien, czy wszystkie wątki wymieniłem, ale nawet jeśli nie, to wniosek jest następujący: trudno w tym nienaganną frazą zapisanym chaosie doszukać się sensu. Nie, nie mam na myśli braku wyraźnego przekazu: „Co autor chciał przez to powiedzieć?” Od zadawania tego rodzaju pytania odstręcza chyba również językowa warstwa dzieła, które w niektórych fragmentach zadziwia wyrafinowaniem formy, pięknem długookresowych zdań i całych fraz, niebanalnymi przeważnie metaforami, którymi można by obdarzyć kilka roczników wszy­stkich edycji beletrystycznych w Polsce w ostatnich latach. Spotkałem porównania warstwy językowej prozy Niedzieli-Meiry z językiem powieści Márqueza – skądinąd słuszne. Tyle, że Meira „mówi Márquezem” na sposób uzasadniający podejrzenie, że treścią powieści w dużej mierze staje się jej forma. Ten sposób pisania, sięgający kilkadziesiąt lat wstecz, popularny zwłaszcza w beletrystyce francuskiej, ma swoje dobre i złe strony, a przewaga jednych nad drugimi wynika najczęściej z różnicy jakości rzemiosła językowego autorów. Niedziela-Meira ma słuch doskonały (jest wszak muzykiem), doprawia jeszcze wspomnianego Már­queza frazą innego noblisty, Portugalczyka Josè Saramago, a szukając kolejnych skojarzeń wspom­niałbym i innego wybitnego pisarza, Josè Donoso. Sposób wtapiania treści historycznych w powieściową formułę romansu przypomina z kolei prozę Józefa Mackiewicza. Owe fascynacje, skojarzenia, naśladowanie ani nie umniejszają, ani nie dodają wartości „Modrzewiom”. Dla mnie są ewidentne, ale czytelnik nie posługujący się narzędziami krytyki literackiej, nie musi ich dostrzegać. Co stawia owego hipotetycznego czytelnika przed oceną formy, defi­niowanej przez zastosowany zabieg formotwórczy. Zręczny chwyt, jakim jest swego rodzaju interpretacja obrazów pomieszczonych na plakacie w mieszkaniu bohatera powieści, stanowi osnowę powieści, uzasadniając wspom­niane wyżej fragmenty historycznego eseju, rozważań z pogranicza muzykologii, historii muzyki i historii sztuki, wreszcie historii jazzu. 

Wspomniałem wyżej również o braku sensu dzieła. Nie widzę go bowiem w zespoleniu luźno skorelowanych fragmentów poprzez skojarzenia wynikłe z wyimaginowanego plakatu. Autor jest demiurgiem świata przedstawionego. Jeśli są to strzępy, fragmenty, posklejane skojarzenia, to co prawda nie musimy pytać o sens takiego, a nie innego ich doboru – ale czytelnik albo taki wybór uzna za naturalny i uprawniony, albo porazi go on sztucznością. Moja lektura powieści była huśtawką nastrojów – od zachwytu piękną frazą danego fragmentu, poprzez uznanie dla metafory, do sprzeciwu wobec leseferyzmu formy. Idąc tropem autora, który poszczególne rozdziały obdarzył terminami muzycznymi w roli tytułów, powinienem, między lekką przyganą, a pochwałą dla swobody skojarzeń napisać: abbandonatamente, con noncuranza.

Stanisław Danielewicz



Zobacz również

Coltrane według Coltrane’a

Stanisław Danielewicz recenzuje książkę, którą opracował Chris DeVito, a przełożył na polski Filip Łobodziński. Więcej >>>

Lady Day śpiewa bluesa

Autobiografię Billie Holiday recenzuje Stanisław Danielewicz. Więcej >>>

DŽEZAKY

Festiwal Bratislava Jazz Days dla słowackich melomanów jest, jak dla nas Jazz Jamboree. Więcej >>>

TWARZE MUZYKI

W części poświęconej jazzowi szczególną uwagę przykuwają ekspresyjne portrety Tomasza Stańki. Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu