Książki

Jazzowisko Trójmiasta

Bogdan Chmura


W wydawaniu książek jazzowych prym wiedzie PWM, oficyna z klasą i tradycjami, to właśnie ona firmuje pracę Stanisława Danielewicza. Autor jest dziennikarzem, tłumaczem, wykładowcą Akademii Muzycznej w Gdańsku; w latach 1964-81 był aktywny jako pianista w zespołach jazzowych Trójmiasta. „Jazzowisko” jest jego debiutem książkowym.

Od strony edytorskiej dzieło przedstawia się  imponująco; wydano je na  dobrym papierze, w twardych okładkach (z obwolutą), ozdobiono gustowną szatą graficzną, a jego objętość liczy, bagatela, prawie 800 stron. „Jazzowisko” składa się z przedmowy i 21 rozdziałów; w pierwszym autor
definiuje termin „jazzowisko”: „Jazzowisko to ludzie. Muzycy, organizatorzy imprez, fani jazzu,  uczestnicy koncertów, publicyści i dziennikarze”.

Oprócz „litego” tekstu, w książce znajdujemy mnóstwo unikalnych fotografii, reprodukcji plakatów, okładek pism, artykułów; na końcu autor zamieścił zestawienia wyników ankiet czytelników pisma „Jazz” (Jazz na szczycie) i JAZZ FORUM (Jazz Top), z wyeksponowaniem (tłusty druk) muzyków z Trójmiasta. Książka zawiera także bibliografię, wykaz skrótów oraz indeks nazwisk – jest w niej więc niemal wszystko to, co powinno się znaleźć w pracy o charakterze historycznym. Zabrakło wydzielonej dyskografii, ale niektóre płyty pojawiają się w tekście, np. przy okazji omawiania festiwali w Sopocie, czy postaci Włodzimierza Nahornego, Leszka Możdżera i Sławka Jaskułke.

W rozdziale II („Pionierzy”) autor opisuje dzieje jazzu od momentu ustania działań wojennych na Wybrzeżu („W Gdyni, piętnaście minut po wojnie”), sięga też do czasów przedwojennych. Bardzo szczegółowo analizuje okres największej chwały jazzu w Trójmieście – lata 50. i 60. To właśnie wtedy odbyły się festiwale w Sopocie, pojawił się miesięcznik „Jazz” (wydawano go w Gdańsku w latach 1956-62), powstały kluby jazzowe (Żak, Kwadratowa, Rudy Kot), wielką popularnością cieszyli się Aleksander Musiał i Marek Tarnowski, wg autora – pierwsi giganci jazzu na Wybrzeżu.

W kolejnych rozdziałach pojawia się cała plejada dobrze znanych postaci, m.in. Czerwińskiego, Wendta, Staroniewicza, Sikały, Lemańczyka, Kułakowskiego, Walickiego, Krystyny Stańko, Kowalskiego, Paciorka i Grzywacza. Lata 90. to czas ekspansji yassu, który „wymyślili” młodzi, utalentowani, ale i krnąbrni muzycy, m.in. Tymański, Mazzoll, Trzaska, Olter, Możdżer.

Autor doprowadza historię do dnia dzisiejszego, omawiając dokonania czołowych artystów najmłodszego pokolenia, m.in. Dominika Bukowskiego i Sławka Jaskułke, pisze też o najnowszych festiwalach i jazzie w radiu. Całość zamyka rodzaj podsumowania, gdzie Danielewicz, sygnalizuje czytelnikowi, że książka, choć udana, wymaga jeszcze pewnych uzupełnień – czekamy zatem na „appendix”.

„Jazzowisko” można czytać na wiele sposobów. Albo „od deski do deski”, albo „losowo”, tj. tam, gdzie się akurat otworzy. Ta druga metoda wydaje się całkiem sensowna, gdyż narracja opowieści nie ma struktury linearnej; niby zachowuje chronologię, ale często wybiega w przyszłość, cofa się wstecz, lub brnie w szczegółowe dygresje (np. rozdział „The Great Smooth Swindle”). Wszystko to nie ułatwia życia czytelnikowi, ułożenie w logiczną całość „kłębowiska” faktów, dat i nazwisk jest nie lada wyzwaniem.

Osobnym problemem utrudniającym przebrnięcie przez pracę są wszechobecne cytaty. Autor przytacza obszerne fragmenty wywiadów, recenzji i artykułów prasowych, a więc źródeł historycznych, które powinny być traktowane raczej jako baza dla konstruowania własnych wniosków. Sytuacja staje się dość kuriozalna, gdy Stanisław Danielewicz nie tylko cytuje, ale też analizuje swoje dawne teksty, słowem, zachowuje się tak, jakby było mu szkoda „marnować” wcześniejszego dorobku. Gazetowy język i gawędziarski ton przenosi się z cytatów na oryginalny tekst, co nie wszystkim musi się podobać. Czytając książkę, często miałem wrażenie, że obcuję nie z rzetelną dokumentacją pewnego okresu, ale z literaturą lekką, złożoną z anegdot i wycinków prasowych, skierowaną do bardzo szerokiego odbiorcy. Cóż, może właśnie takie było założenie autora.

Na pewno zaletą pracy jest przypomnienie mało znanych lub zapomnianych faktów, miejsc, nazwisk (Marek Tarnowski wciąż jest bardziej kojarzony z rock and rollem niż z jazzem). Z przyjemnością śledziłem wątek poświęcony Helmutowi Nadolskiemu, który był postacią wybitną, ale mocno niedocenianą. Książka ogromnie wzbogaca naszą wiedzę o jazzie na Wybrzeżu, pokazuje też, jak silnie tworzona tam muzyka oddziaływała na inne ośrodki w Polsce i na poziom naszego jazzu.

Niestety, jako osoba spoza Jazzowiska, nie jestem w stanie ocenić, na ile przedstawiony przez autora obraz jazzowego Gdańska, Gdyni i Sopotu jest zgodny z rzeczywistością, czy zachowana została hierarchia dat, faktów i nazwisk; już od samego początku odnosi się wrażenie, iż wiele ocen i sformułowań autora ma charakter mocno subiektywny. Zatem ostateczną ocenę książki pozostawiam fanom jazzu, czytelnikom i artystom związanym (bardziej lub mniej) z życiem muzycznym Wybrzeża.

Bogdan Chmura


Stanisław Danielewicz „Jazzowisko Trójmiasta – Historia jazzu w Gdańsku, Gdyni i Sopocie 1945-2010”, Polskie Wydawnictwo Muzyczne 2011


 


Zobacz również

Coltrane według Coltrane’a

Stanisław Danielewicz recenzuje książkę, którą opracował Chris DeVito, a przełożył na polski Filip Łobodziński. Więcej >>>

Lady Day śpiewa bluesa

Autobiografię Billie Holiday recenzuje Stanisław Danielewicz. Więcej >>>

DŽEZAKY

Festiwal Bratislava Jazz Days dla słowackich melomanów jest, jak dla nas Jazz Jamboree. Więcej >>>

TWARZE MUZYKI

W części poświęconej jazzowi szczególną uwagę przykuwają ekspresyjne portrety Tomasza Stańki. Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu