Coda

Jerzy Brize

Paweł Brodowski, Tomasz Tłuczkiewicz


Słynny menedżer i producent jazzowy zmarł 2 listopada 2019.

Urodził się w 1943 roku w Sarnach, ZSRR. W środowisku jazzowym pojawił się na początku lat 70., gdy rozpoczął pracę w Agencji Koncertowej Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego w Warszawie, która w tym okresie przeżywała okres bardzo dynamicznej działalności. Należał do ekipy dyrektora Stanisława Cejrowskiego, w której byli również m.in. Andrzej Kossowicz, Jan Szewczyk, Antoni Kołak, Andrzej Smereka, Andrzej Filipek, Jerzy i Wojtek Chrzanowscy, Wojtek Kwapisz. Większość z nich już nie żyje.

Jurek Brize pełnił funkcję kierownika sekcji jazzu, organizował koncerty zespołów m.in. Andrzeja Trzaskowskiego i Jana Ptaszyna Wróblewskiego. Współorganizował festiwale jazzowe w różnych miastach Polski. Na początku lat 80. wyjeżdżał z naszymi zespołami na wojaże muzyczne do Indii (Jazz Yatra) i – z Kwartetem Ptaszyna – do USA. Chyba już w pierwszej połowie tamtej dekady objął stanowisko najpierw z-cy dyrektora, a następnie dyrektora Agencji Koncertowej, będąc jednocześnie dyrektorem organizacyjnym festiwali Jazz Jamboree, których szefem artystycznym był prezes PSJ Tomasz Tłuczkiewicz.

Pod koniec lat 90. Jurek Brize współpracował jako menedżer ze Stanisławem Soyką – był wydawcą jego albumu „Tryptyk Rzymski” z muzyką do wierszy Jana Pawła II i współorganizatorem koncertu Soyki dla Papieża na Placu św. Piotra w Rzymie. Razem z Jackiem Sylwinem był, z ramienia Fundacji Polskiej Kultury, jednym z organizatorów dorocznej nagrody Złote Berło. Współpracował przez kilka lat z Agencją Koncertową Andrzeja Marca. Zmarł w Domu Opieki w Konstancinie, gdzie przybywał od trzech lat.

Przedsiębiorczy entrepreneur, pozostanie Jurek w naszej pamięci przede wszystkim jako człowiek bardzo ciepły, o pogodnym usposobieniu, lubiany przez kolegów (i koleżanki!).

Paweł Brodowski

Żegnaj, Jerzy!

O Jurku najpierw dowiedziałem od kolegów we wrocławskim „Pałacyku”, w połowie lat 1970-tych, przed kolejnym festiwalem Jazz nad Odrą: „W Agencji Koncertowej PSJ w Warszawie jest nowy człowiek, bardzo nam pomaga, życzliwy, uczynny, wiarygodny”. Takim poznałem Jurka kilka lat, zanim spotkaliśmy się twarzą w twarz na początku 1981, niedługo po tym, jak objąłem najwyższy urząd w PSJ, a on wrócił z trasy w USA z Kwartetem Ptaszyna, i wszystko to potwierdziło się z nawiązką.

Był dla mnie, nieopierzonego prezesa, darem losu: nie tylko był wytrawnym menedżerem, wyedukowanym przez mistrzów starej szkoły – Ryszarda Kozicza, Jerzego Bogdanowicza, Jana Szewczyka i przede wszystkim Stanisława Cejrowskiego oraz na wylot znał zarówno PSJ, jak i stołeczny show-biznes, o którym ja nie miałem jeszcze wielkiego pojęcia, ale przede wszystkim miał cechy charakteru, których mnie dramatycznie brakowało: był schludny, systematyczny i znakomicie zorganizowany. Trzeźwo i spokojnie oceniał sytuacje i ludzi, nie napalał się, trzymał emocje na wodzy. Miał własne tempo pracy, które zrazu wydawało się irytująco powolne, ale z czasem nabierało sensu – „tisze jedziesz, dalsze budiesz”. I Jurek, powoli, ale niezawodnie, trafiał tam, dokąd zmierzał.

Miał także tę niesamowitą pewność siebie ludzi skromnych. Najlepiej zapamiętałem, jak objawiła się, kiedy pertraktowaliśmy sponsorat na XXV Jazz Jamboree w 1983 roku z dżinsową formę Lee zainteresowaną upłynnieniem nadmiernych zapasów w polskich dewizowych sklepach Pewex. Po uzgodnieniach technicznych padło wreszcie pytanie, na ile wyceniamy swoje świadczenia, i Jurek bez zmrużenia oka i tonem nie znoszącym sprzeciwu rzucił kwotę, wręcz astronomiczną w mojej ówczesnej ocenie, za którą można było kupić w tym Peweksie 5,000 par tych dżinsów albo, w innym sklepie, trzy koncerty Milesa Davisa, gwiazdy tego jubileuszowego festiwalu. I tak właśnie ubiliśmy, choć po prawdzie to Jurek ubił, największy interes w dekadzie moich rządów w PSJ, a chyba także w całej jego historii.

Był dla mnie idealnym partnerem, na różnych stanowiskach w PSJ, w tym także jako dyrektor Agencji Koncertowej, absolutnie lojalnym, oddanym i niezawodnym. Czułem się dobrze i pewnie u jego boku, zawsze mogłem polegać na jego przenikliwej inteligencji, zniewalającym poczuciu humoru i serdecznej, dyskretnej życzliwości.

Żegnaj Jerzy, wierny druhu i towarzyszu broni, przeżyłem wraz z Tobą najlepsze lata swego życia i nigdy Ci tego nie zapomnę.

Tomasz Tłuczkiewicz




Zobacz również

Lothar Dziwoki

Puzonista, wokalista, aranżer, bandleader i pedagog zmarł 10 listopada 2019 w Żorach. Więcej >>>

Jan Byrczek

Założyciel i pierwszy redaktor naczelny JAZZ FORUM zmarł 10 listopada 2019.  Więcej >>>

Eryk Kulm

Wybitny perkusista i lider zmarł 3 listopada 2019 Warszawie.  Więcej >>>

Jan Erik Kongsgaug

Legendarny norweski inżynier dźwięku zmarł 5 listopada 2019.  Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu