Wywiady

Artykuł opublikowany
w JAZZ FORUM 12/2012

KRYSTYNA STAŃKO: Kropla słowa

Grażyna Świętochowska


„Kropla słowa” – nowa płyta wokalistki, gitarzystki kompozytorki Krystyny Stańko – miała premierę koncertową podczas festiwalu Jazz Jantar, 28 października 2012 r., w gdańskim Żaku.

JAZZ FORUM: Co było najpierw – słowa czy muzyka?

KRYSTYNA STAŃKO: Słowa są ważne i muszą mieć swój czas. A słowa poetyckie mają w sobie niezwykłą czułość. Już od dłuższego czasu nosiłam w sobie projekt tej płyty. Wszystkie wiersze, które wybrałam do interpretacji, a właściwie opracowania, nazywają najważniejsze stany, uczucia, obserwacje za pomocą niedomówień, siły nieprzegadania. To cechy pokrewne muzyce. Jestem pokorną interpretatorką, pracuję z tekstem z szacunkiem i pilnuję granic odczytania. Pilnuję siebie, by nie zdeformować, nie nadużyć słowa. Tym bardziej, że w przypadku tej akurat płyty słowa przeważnie nie napisanego przeze mnie. Ważne jest też to, że są to słowa napisane w naszym ojczystym języku. Bez pośrednictwa w tłumaczeniu, które zawsze pociąga za sobą ryzyko zubożenia.

JF: Najważniejsze nazwisko na nowej płycie to Stańko czy Szymborska?

KS: To dobre pytanie. Na jednym z tegorocznych koncertów z materiałem z poprzedniej płyty („Secretly” z utworami Petera Gabriela) zagraliśmy też kilka premierowych utworów. Po koncercie podszedł do mnie jeden ze słuchaczy z pytaniem, czy to moje teksty. Było mi oczywiście niezwykle miło. Ja się w tych tekstach Szymborskiej przeglądam. Mó­wię nimi. Są szczególne, jedyne w swoim rodzaju. Mądre, ironiczne, zabawne. Jest mi trochę trudno, że płyta wychodzi po śmierci poetki, co może stworzyć zarzut podłączania się pod nie swoje dziedzictwo. Postanowiłam spróbować mimo ryzyka zarzutu komercjalizacji poezji naszej noblistki.

JF: Szymborska brzmi tu rzeczywiście jak u siebie. Słuchając Pani płyty przychodzi do głowy myśl, że wiersze Szymborskiej mają największy potencjał muzycznej ekspresji. Przyznam, że dla mnie najciekawsza jest interpretacja W zatrzęsieniu. Co podyktowało wybór tych akurat, a nie innych tytułów?

KS: Wszystkie wiersze, nie tylko Szymborskiej, stanowią opowieści o miłości, przemijaniu, tęsknocie za prawdziwymi uczuciami, które tak trudno odnaleźć we współczesnym świecie. To było chyba główne kryterium. Podobnie było z Poświatowską i z wierszem Doroty Szatters. W przypadku tej ostatniej kluczowy jest fakt, że „używam” na swojej płycie wiersza poety żyjącego, z którym w czasie powstawania płyty mogłam prowadzić stały, realny dialog, konsultować swoje pomysły. Ja poza tym lubię spotykać się z mądrymi ludźmi. Z Dorotą Szatters byłam w stałym kontakcie mailowym. Rozmawiałam z Tomaszem Jastrunem, czując nawet jakąś tremę, rodzaj onieśmielenia, uczucie dostąpienia zaszczytu kontaktowania się z nim.

JF: Skąd właściwie potrzeba mówienia nie swoimi słowami? Ma Pani za sobą duże doświadczenie „tekściarskie”, choćby z projektu „For Dee” czy „0-58”.

KS: Ja piszę słowa do piosenek, a poezja to już inny stopień wtajemniczenia, zagłębiając się w nią zamarzyłam o takim albumie, a Dominik Bukowski napisał do wybranych przeze mnie wierszy wspaniałą muzykę.

JF: Mimo deklarowanej estymy względem wielkich autorów, włącza Pani do materiału „Kropli słowa” dwa utwory swojego autorstwa.

KS: „Kropla słowa” to hołd złożony poetom.

JF: A jakie jest najważniejsze nazwisko wśród muzyków biorących udział w powstawaniu nowej płyty?

KS: To oczywiście Dominik Bukowski i jego instrumentarium. Dominik zabrał na naszą płytę nie tylko wibrafon, ale i marimbę, skomponował muzykę do większości utworów, jest niezwykle wrażliwym człowiekiem i świetnym instrumentalistą. Bez niego nie byłoby tej płyty. Mam do niego wielkie zaufanie i liczę się z jego zdaniem, dużo rozmawialiśmy o tym, jak ten album powinien brzmieć, kto miałby na nim zagrać. Myślę, że jego instrumenty nadają też wyjątkowe brzmienie naszej muzyce. Niewiele jest takich zespołów, w których głosowi towarzyszy wibrafon, czy marimba. Bywa, że tak jest, ale raczej okazjonalnie, tymczasem u nas stanowi to o charakterystycznym brzmieniu zespołu.

JF: Bukowski najwyraźniej brzmi w Zakochanych (Szymborskiej) i Przytul się do mnie (Jastruna), wchodząc w rolę równoważnego partnera, dialogisty.

KS: To prawda, jego rola jest bardzo ważna, muzyką interpretuje wiersze razem ze mną, Przytul się do mnie to jeden z moich ulubionych utworów, jest bardzo eteryczny. Jak to powiedział Tomasz Jastrun: „mój wiersz ze skrzydłami muzyki”. Marimbie towarzyszą pięknie napisane przez Irka Wojtczaka smyczki.

Ważni byli też inni muzycy, z którymi współpracuję już od dłuższego czasu. Lubię pracować ze swoim zespołem. To świetni ludzie, fantastyczni koledzy, pomimo ogromnych umiejętności, są bardzo skromni. Oprócz Dominika Bukowskiego „Kroplę słowa” tworzą inni wybitni artyści: kontrabasista Piotr Lemańczyk, perkusista Cezary Konrad oraz zaproszeni, wyśmienici goście, jak Maciej Obara (saksofon), Jacek Królik (gitara), Irek Wojtczak (saksofon), Sri Hanuraga (fortepian), Paul Rutschka (bas i produkcja płyty), Mirosław Hady (instr. perkusyjne), a także kwartet smyczkowy z Kasią Kowacz na czele.

JF: No właśnie jest jeszcze wkład Paula Rutschki, producenta płyty, ale i autora muzyki do tytułowej piosenki. Jest w niej największy rozmach.

KS: Paul nie tylko napisał piosenkę i wyprodukował płytę, pomaga mi też w wielu innych sprawach. Ma zdolności graficzne, dba o moją stronę internetową i zawsze mogę liczyć na jego pomoc. Wspiera mnie – to bardzo ważne, że mam wokół siebie życzliwych ludzi, a z nim łączą mnie więzy krwi, jest moim siostrzeńcem. Dzielimy się muzyką, której słuchamy, dyskutujemy. On mieszka w Amsterdamie, ale bardzo dużo rozmawiamy przez Internet.

JF: W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że lepiej pracuje się z mężczyznami.

KS: Tak, zdecydowanie. Nie ma konkurencji, zbędnych dyskusji, koncentrujemy się na pracy, a po koncercie wspólnie spędzamy czas, dużo się śmiejemy, oni mają rewelacyjne poczucie humoru.

JF: Czy zostało coś w Pani muzyce z etapu żeńskiego kwartetu For Dee?

KS: Zrodził się z marzenia o zespole grających dziewczyn (kontrabasistka, pianistka, flecistka i gitarzystka). A rozpadł z powodu odmiennie rozwijających się życiowych ścieżek. To był ważny i ciekawy rozdział w moim życiu.

JF: Wrzucenie do jakiej przegródki budzi Pani największy opór? Przed „0-58” i „For Dee” była przecież jeszcze przygoda z bluesowym zespołem Dekiel. Czy jest pani bliska jakiejś konkretnej stylistyki, sposobu aranżacji?

KS: Nie lubię przegródek i szuflad, myślę, że współczesne nurty w muzyce też tego nie lubią, artyści czerpią z różnych źródeł, najważniejsze są emocje. Tworzyłam autorskie piosenki, śpiewałam w bluesowym zespole, nagrywałam i koncertowałam z ciekawym kwintetem (0-58) z Trójmiasta, i to wszystko miało swój czas i znaczenie. Dzisiaj myślę o koncertach z „Kroplą słowa”. Trzymam kciuki za mojego męża, który organizuje moje życie koncertowe, a nie jest to łatwe zadanie, wymaga dużo pracy i poświęcenia.

JF: Jest Pani również pedagogiem – co daje Pani kontakt z młodymi ludźmi? Czy inspiruje Panią też muzycznie?

KS: Lubię pracę ze studentami, jest wśród nich kilka szczególnie uzdolnionych osób, staram się nie tworzyć szablonu, szanuję ich indywidualne cechy, mobilizuję do komponowania własnych utworów, bo to jest ich szansa na przyszłość, twórczość, a nie upodabnianie się do tego, co już jest lub było. Chciałabym, aby przynosili mi więcej nowej muzyki do słuchania, żebym mogła się od nich więcej dowiadywać.

JF: A czy pokutuje wśród nich dzisiejszy mit talentu do odkrycia, który da szybki i gwarantowany sukces? Do tego przekonują nas różne stacje telewizyjne.

KS: To trudny temat, talent shows na ogół promują jurorów, dobrze byłoby gdyby z tego więcej wynikało artystycznie. Jednak jest to także znak czasów i rozumiem młodych ludzi, którzy w tego typu programach chcą spróbować swoich sił.

JF: A Pani muzyczne autorytety?

KS: Oczywiście Ella. To zresztą praktycznie jedyna artystka, którą rozpoznają moi studenci na początku nauki w klasie jazzu. Uwielbiam Billie Holiday, Shirley Horn, Joni Mitchell, Cassandrę Wilson. Zasłuchuję się bez reszty w instrumentalistach, takich jak Dave Douglas, Uri Caine, Robert Glasper i wielu, wielu innych.

JF: Fitzgerald to też ulubione jazzowe nazwisko Szymborskiej. O czym cała Polska dowiedziała się z prasowych i telewizyjnych relacji z jej pogrzebu.

KS: To prawda, pytałam niedawno Pana Michała Rusinka, czy Pani Wisława słuchała też innych wykonawców muzyki jazzowej, ona jednak ukochała sobie Ellę. Z racji mojego muzycznego życia, tych nazwisk jest dużo więcej. To nie tylko ikony, ale też genialne artystki współczesne takie jak kontrabasistka i wokalistka Esperanza Spalding.

JF: Jakie jest pokrewieństwo między Krystyną Stańko i Tomaszem Stańko?

KS: Żadne. Zbieżność nazwisk w tej samej branży pociąga za sobą oczywiście pytania. Można powiedzieć, że zdarza się to ciągle. Zwłaszcza za granicą, gdzie Tomasz Stańko ma tylu zagorzałych fanów. Zdarza się, że po koncercie podchodzą i pytają o nasze koligacje. Czasem obracam to w żart.

Rozmawiała: Grażyna Świętochowska


 


Zobacz również

Kuba Więcek: another raindrop

Urodzony w Rybniku 21 października 1994 roku saksofonista i kompozytor Kuba Więcek jest chyba… Więcej >>>

Wacław Zimpel: Wystarczy mi samo free, nie muszę…

Artysta nietuzinkowy o wielu twarzach muzycznych, uwielbia eksperymentować, odkrywać, kreować. Więcej >>>

Joachim Kuhn: ucieczka do wolności

Niemiecki wirtuoz fortepianu jest legendą jazzu europejskiego, jednym z pierwszych muzyków, którzy w tej części świata… Więcej >>>

Piotr Lemańczyk: otwieranie drzwi

Głównym powodem naszego spotkania i rozmowy jest wydanie – i to zarówno w formacie CD, jak i w wersji… Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu