Festiwale

fot Bogdan Chmura

Opublikowano w JAZZ FORUM 9/2016

Letni Festiwal Jazzowy w Piwnicy pod Baranami cz. 2 2016

Bogdan Chmura


Niedziela Nowoorleańska

Choć Festiwal rozpoczął się 7. czerwca, jego oficjalny start nastąpił 3. lipca, kiedy to na krakowskim Rynku odbyła się Niedziela Nowoorleańska. Najbarwniejszą częścią Niedzieli była oczywiście Parada – w tym roku jej pełna nazwa brzmiała: Piwniczna Parada Nowoorleańska, bowiem XXI edycja Letniego Festiwalu zbiegła się z 60. rocznicą powstania Kabaretu Piwnicy pod Baranami; Letni Festiwal jest w pewnym sensie kontynuacją jazzowej historii Piwnicy, miejsca uznawanego za kolebkę krakowskiego jazzu.

Parada ruszyła spod Barbakanu, by przejść przez Rynek i zatrzymać się przy scenie pod Ratuszem. W muzycznym korowodzie pomaszerowali krakowscy jazzmani, tłum fanów i turystów; nie zabrakło kawalkady zabytkowych samochodów. Kiedy muzycy znaleźli się na scenie, dołączył do nich dyrektor Festiwalu Witold Wnuk i Piwniczny bard Leszek Wójtowicz. Po powitaniu publiczności oddali głos aktorom Kabaretu Maciejowi Półtorakowi, Rafałowi Jędrzejczykowi i Mikiemu Obłońskiemu, ci zaś odśpiewali przezabawną Leokadię, jeden z hymnów Piwnicy. W końcu mikrofon trafił w ręce Konsula Generalnego USA w Krakowie Waltera Braunohlera: „Pochodzę ze stanu Michigan, gdzie jazz jest tak samo popularny, jak tutaj. To stamtąd wywodzą się m.in. Areta Franklin, Dinah Washington i Tommy Flanagan. A teraz głos ma jazz, zapraszam na scenę Jazz Band Ball Orchestra i Stanleya Breckenridge’a!”.

Niedzielny koncert miał kilka odsłon, oprócz JBBO wystąpiły: Boba Jazz Band, Old Metropolitan Band, pionierzy Piwnicznego jazzu Przemek Dyakowski i Wojtek Karolak oraz artyści Kabaretu.

Następnego dnia w Piwnicy i w klubie Harris Piano Jazz Bar ruszył cykl „Codziennych koncertów”, które trwały do końca Festiwalu. Zagrała tam czołówka polskiego jazzu (m.in. Wojtek Karolak, Grażyna Auguścik, Marek Bałata, Dorota Miśkiewicz, Adam Pierończyk, Marek Napiórkowski, Jan Ptaszyn Wróblewski, Piotr Baron, Piotr Wyleżoł), goście z Francji oraz gwiazdy światowej sceny – Michael Patches StewartTrio VeinDave’em Liebmanem (który ponoć grał na tenorze Janusza Muniaka).

Solo Piano Weekend

W tym roku odbyły się tylko dwa koncerty tego ciekawego cyklu – oba w Sali Błękitnej Filharmonii Krakowskiej. 8. lipca zagrał Włodzimierz Nahorny, który wykonał repertuar wypełniony własnymi kompozycjami. Usłyszeliśmy tematy filmowe, opracowania klasyków (Szymanowskiego, Chopina, Karłowicza), jazzowe wersje muzyki kurpiowskiej i klezmerskiej. Artysta szczegółowo opowiadał o każdym utworze – był to bardziej wieczór autorski, spotkanie z twórcą, niż typowy koncert. Z zaprezentowanych kompozycji najbardziej zapadła mi w pamięć I Remember December, poświęcona wydarzeniom 13 grudnia 1981, utwór łączący jazz z elementami awangardy XX wieku, muzyka poruszająca, pełna dramatyzmu.

10. lipca wystąpił Adzik Sendecki, który od pięciu lat regularnie pojawia się na Solo Piano i zawsze czymś zaskakuje. Rozpoczął od standardu Over the Rainbow; po chwili nastąpił wysyp jego utworów z różnych okresów twórczości, także tych z czasów Extra Ballu. Świetnie zabrzmiał Taniec MarynyBlues for Everybody; ja odpłynąłem przy temacie Szczęśliwy nieszczęśliwiec, pięknej balladzie z delikatnymi wpływami McLaughlina. Adzik grał jak w transie i chyba bez przygotowanego wcześniej planu – czysta improwizacja, tak w zakresie formy recitalu, jak i sposobu rozwijania tematów. Jego instrument raz brzmiał delikatnie, impresyjnie, innym razem „symfonicznie” – można było odnieść wrażenie, że gęste akordy i krańcowy poziom dynamiki były generowane przez dwa fortepiany. Adzik „zszedł na ziemię” dopiero podczas owacji na stojąco. „Grałem aż półtorej godziny?” – spytał z niedowierzaniem fanów, stojących w kolejce po autografy.

Noc Jazzu

X edycja Nocy Jazzu odbyła się na Małym Rynku, a rozpoczął ją niemiecki Frankfurt Swing All Stars. Ten sympatyczny zespół kierowany przez tenorzystę Gustla Mayera okazał się klasycznym kwintetem (saksofon, trąbka, sekcja), specjalizującym się w muzyce Ellingtona. To było solidne, stylowe granie, a postawa dość już wiekowego lidera budziła respekt. Na koniec usłyszeliśmy Caravan, utwór wykonany w szybkim tempie i ozdobiony solówkami wszystkich muzyków. 

Po konkretnej dawce swingu – kompletna „zmiana dekoracji”, na scenie pojawił się zespół francuskiego basisty Hadriena FeraudaGrzechem Piotrowskim, Markiem Napiórkowskim, Michałem Dąbrówką Michaelem Lecoqiem (klawisze, wokal). niespełna 32-letni Feraud swoją pozycję ugruntował, współpracując z takimi tuzami jak Chick Corea, Billy Cobham i John McLaughlin – ten ostatni okrzyknął go nowym Jaco.

koncert miał dość długi rozbieg, co wynikało z charakteru kompozycji Lecoqa zbudowanych wokół mało wyrazistych tematów opartych na prostym planie harmonicznym (zaburzanym niekiedy przez nieśmiałe modulacje), umiarkowanych tempach i regularnym metrum. Ta prostota miała jeden spory walor – dawała  wykonawcom szansę „bezstresowego” rozwijania obszernych improwizacji we wszystkich kierunkach. Być może zostanę posądzony o „patriotyzm lokalny”, ale moim zdaniem najlepiej wypadli nasi frontmani – Piotrowski i Napiórkowski. To oni wypełniali muzyczną treścią formę utworów i zagrali najlepsze sola. Całość zamknął dynamiczny kawałek Lecoqa, w którym członkowie zespołu, w tym lider i pianista, pokazali pełnię swoich możliwości.

Koncert na małym rynku zakończył występ amerykańskiej formacji Brooklyn Funk Essentials, zespół gościł na festiwalu kilka lat temu i narobił wówczas niezłego rabanu – w tym roku było podobnie. Na pierwszym planie szalał wokalista i raper Papa Dee wspierany przez ekipę złożoną z gitarzysty, basisty, saksofonistki, perkusisty i klawiszowca-trębacza – emitowana przez nich mieszanka funku, jazzu, hip-hopu, electro i etno oraz transowe rytmy, wbijające się w ucho riffy i kosmiczna energia kompletnie zniewoliły publiczność; wielu fanów zerwało się z miejsc i ruszyło w tany. Dobrej zabawy nie popsuł nawet deszcz, który z różnym nasileniem padał przez cały wieczór.

Tej nocy muzyka rozbrzmiewała aż na dziewiętnastu scenach w różnych punktach Krakowa. Grały tam m.in. zespoły takich muzyków jak  Milo Kurtis, Maurizio Rolli & Jacek Pelc, Piotr Wójcicki, Aldo Joshua, Mag Balay, Mateusz Gawęda oraz French Jazz Ensemble i Laboratorium.

Yellowjackets

22. lipca w Kijów Centrum wystąpiła, po raz pierwszy w Krakowie, supergrupa Yellowjackets. Na przestrzeni 35 lat działalności (licząc od daty wydania pierwszej płyty) w zespole nastąpiły liczne zmiany – obecny skład tworzą: Russell Ferrante - fortepian, instr. klawiszowe; Bob Mintzer - saksofon tenorowy, EWI; Will Kennedy - perkusja; w 2015 dołączył basista Dane Alderson, zajmując miejsce genialnego Jimmy’ego Haslipa.

Yellowjackets wykonał obszerny repertuar, którego trzon stanowiły kompozycje z najnowszej, bardzo udanej płyty „Coherence”. Słuchając kolejnych utworów zastanawiałem się, kto jest liderem; będąc niemal dekadę temu na ich koncercie uznałem, że taką rolę pełnił Haslip – teraz odniosłem wrażenie, że jest to grupa w pełni „demokratyczna”. Na pewno wiele do powiedzenia miał Bob Mintzer, który wprowadzał tematy i zagrał sporo solówek, z drugiej strony, uderzało mocne eksponowanie Aldersona – to świetny basista, choć do klasy Haslipa wciąż mu daleko. Z przyjemnością śledziłem poczynania Ferrantego, grającego na fortepianie akustycznym i niewielkim syntezatorze Novation, z którego wydobywał bajeczne barwy. Moją uwagę zwróciła stosowana przez niego technika – nazwijmy ją umownie motoryczno-punktualistyczną – polegająca na budowaniu przebiegu harmonicznego utworu przy użyciu pojedynczych, wyizolowanych dźwięków lub motywów, trochę tak, jak czynią to muzycy, grający solo na instrumentach monofonicznych (np. Adam Pierończyk czy Steve Lacy). W ten sposób działał we własnych kompozycjach Golden StateCoherence, których interpretacje były dla mnie prawdziwym objawieniem.

Yellowjackets nie jest kapelą złożoną z wirtuozów, to grupa stawiająca na współdziałanie, słuchanie siebie nawzajem (tytuł płyty nie jest przypadkowy) i zdyscyplinowana pod każdym względem. Zespół wciąż brzmi rewelacyjnie, a uprawiana przez niego stylistyka lekkiego fusion z elementami smooth, klasycznego jazzu (Eddie’s in the House) i pewnymi wpływami Steps Ahead, Weather Report, a nawet Coltrane`a (Trane Changing), nie zestarzała się ani trochę.

Adam Bałdych i przyjaciele

Bez wielkiej przesady można stwierdzić, iż jednym z głównych bohaterów Festiwalu był Adam Bałdych – to on rozpoczął tę imprezę i on ją zakończył w wielkim stylu. Finałowy koncert (23 lipca) miał miejsce na dziedzińcu Pałacu pod Baranami i składał się z dwóch części.

W pierwszej Adam zagrał w duecie z Pawłem Kaczmarczykiem, po obszernym intro Adama solo usłyszeliśmy dwa utwory pochodzące z jego przedostatniej płyty „The New Tradition” – RiverendingsJune. Powstał piękny, liryczny i w pełni improwizowany dialog dwójki artystów, muzyka bogata w detale kolorystyczne, dynamiczne, artykulacyjne, zawieszona w przestrzeni i spowita tajemniczą aurą. Sytuacja zmieniła się radykalnie wraz z pojawieniem się trzeciego wykonawcy, saksofonisty Macieja Kocińskiego. Ich wspólna interpretacja Mirrors okazała się regularnym free – w takiej wersji słyszałem Adama po raz pierwszy, i muszę przyznać, że było to doświadczenie szczególne. Ten set zakończył duet Bałdych-Kaczmarczyk, wykonując mocno przetworzoną i zagraną w szalonym tempie wersję Quo Vadis Seiferta. W drugiej części Adamowi towarzyszyli muzycy jego Kwartetu: Paweł Tomaszewski, Michał Kapczuk, Paweł Dobrowolski oraz, „z doskoku”, Maciej Kociński. Popłynęły dźwięki dobrze znanych hitów (Polesie, Letter for E.) oraz dwiezupełnie nowe kompozycje, które, jak się później dowiedziałem od Adama, znajdą się na jego nowej płycie. Mocnym podsumowaniem wieczoru był wykonany brawurowo Village Underground z klasycyzującym solem lidera, ostrym graniem Kocińskiego i fajerwerkami Dobrowolskiego; na bis zespół zagrał kompozycję Dreamer z płyty „Bridges”. Koncert uświadomił słuchaczom, jak wspaniale rozwija się talent naszego wybitnego skrzypka. Artysta wciąż poszukuje, eksperymentuje, skłaniając się ku otwartym formom, improwizowaniu bez ograniczeń i poszerzaniu środków wyrazu, szczególnie w zakresie brzmienia. Wielkie brawa, czekamy na płytę!

Bogdan Chmura



Zobacz również

Jazz Forum Showcase

Pierwsza edycja Jazz Forum Showcase powered by Szczecin Jazz odbyła się w dn. 1-3… Więcej >>>

Jazz & Literatura 2017

Trzecia edycja śląskiego festiwalu odbyła się w dn. 6 - 15 października. Więcej >>>

Ad Libitum 2016

11. edycja Festiwalu Muzyki Improwizowanej odbyła się w Warszawie w dn. 19… Więcej >>>

Jazzbląg 2016

Trzy dni, od 22 do 24 września, trwał zeszłoroczny festiwal w Elblągu.  Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu