Wywiady

LIZZ WRIGHT: Jestem wodą

Agnieszka Antoniewska


Ladies Jazz Festival is on the Wright track! Koncertem 10 lipca w Teatrze Muzycznym w Gdyni Lizz Wright otwiera tegoroczną edycję jedynego w Polsce festiwalu jazzowego kobiet na które zaproszone zostały również takie gwiazdy jak Karrin Allyson i Toshiko Akiyoshi. Z Miss Lizz rozmawia Agnieszka Antoniewska w wywiadzie, który został opublikowany w JAZZ FORUM 4-5/2008.

Małe miasteczko, zagubione pośród bagien. Hahira, Georgia. W miejscowym kościele mała dziewczynka śpiewa w chórze. Szczęśliwe dzieciństwo daleko od świata, który zna tylko z opowieści. Pewnego dnia już jako nastolatka opuszcza to miejsce i znika na wiele lat. Uniwersytet. Atlanta. Nowy Jork. Vancouver. I znowu Atlanta. Te miasta to szlak muzycznej edukacji, poszukiwania i zbierania doświadczeń. Muzyka od opery przez gospel, R&B, soul, pop, wreszcie jazz. Pierwsza płyta – „Salt”. Druga – „Dreaming Wide Awake”. A teraz – „The Orchard”.
Mała dziewczynka w sadzie.
Dorosła kobieta. Wraca do korzeni. I już wie, dlaczego wraca. Tak mówi. Lizz Wright.

JAZZ FORUM: Podobno pomysł, jak ma wyglądać i brzmieć twój nowy album,  został zainspirowany pewną podróżą, a raczej powrotem do miejsca, które jest dla ciebie ważne. Spróbuj mnie tam na chwilę zabrać.

LIZZ WRIGHT: Ocean ciszy, która aż boli. Nagle fala uderza o skały. Czujesz zapach czerwonej ziemi i schnącego tytoniu. Wraki ciężarówek, jałowe pola bawełny, walące się stodoły, które nie tak dawno były pełne. Widzisz ludzi. Cisi, religijni, życzliwi. Codziennie od nowa wykonują wciąż te same czynności. Nie od razu wyczuwasz, że w tym bujnym, z pozoru harmonijnym ogrodzie, kryje się tragedia, ból i niesprawiedliwość. W oparach bagien czekają krokodyle aż nastanie zmierzch. Zbierają się wtedy na brzegu... Oto Hahira, Georgia.

JF: Opowiedz mi, w jakich okolicznościach podjęłaś decyzję, by opuścić Hahirę.

LW: Dorastanie w małym, spokojnym miasteczku miało pewne korzyści. Moja wyobraźnia była moim placem zabaw, a także świątynią. Opowieści mojego taty przed snem, historie z książek, które czytali rodzice, słuchowiska radiowe, programy jazzowe pobudzały wyobraźnię i ciekawość świata. Już jako dziecko przeczuwałam, że ten świat poza Hahirą ma duszę, którą warto odkryć, nawet jeśli nikt nie wierzył w to, w co wierzyłam ja. Nikogo nie pytałam o zgodę. Odwróciłam się i zniknęłam. Wtedy potrzebowałam ucieczki, teraz powrotu. Podróż ta była przywołaniem wspomnień, zapachów, smaków, ale też bolesnych tematów. Pomogła mi znaleźć w sobie odpowiedź na kilka ważnych pytań… Wróciłam do swojego domu. Zrozumiałam, kim jestem. I teraz to akceptuję.

JF: Od pierwszej płyty nagrywasz dla Verve. Jak przekonałaś tak renomowaną wytwórnię, że warto dać ci szansę?

LW: Nie bardzo byłam na to przygotowana. Zaczęło się to od zwyczajnego wysłania demo i przesłuchania. Okazało się, że jest nam po drodze i siedem lat temu podpisaliśmy kontrakt. Zależało im na moim artystycznym rozwoju. Czułam to. Pozwolili mi skoczyć od razu na głęboką wodę. Nie utonęłam... Na szczęście!

JF: Czego oczekiwałaś po nagraniu swojego pierwszego albumu „Salt”?

LW: To był dla mnie czas wielkich niewiadomych. Byłam tak mile zaskoczona, że został on dostrzeżony, ponieważ stanowił rzadkie jak na płytę jazzową połączenie pomysłów i dźwięków tak, że właściwie nie można go tak nazwać. Kiedyś powiedziałam o nim „stół szwedzki”, czyli wszystkiego po trochu. Wtedy dla mnie też było niezbyt jasne, kim jestem jako artystka. I w jakim kierunku chciałabym pójść. Czekałam na reakcje...

JF: Inspiruje cię jazz, blues, muzyka chóralna, folkowa, nawet operowa, ale przede wszystkim gospel (popraw mnie, jeśli jestem w błędzie). Mówisz, że chciałaś się od nich uwolnić i stworzyć własny muzyczny język, swój styl. Czy udało ci się osiągnąć to, co zaplanowałaś na starcie?

LW: W szkole fascynowała mnie głównie współczesna muzyka gospel, która rzeczywiście miała w sobie odcienie bluesa, R&B oraz jazzu. I czuję się z tymi wszystkimi gatunkami po trosze związana. Chciałam jednak uciec od obowiązku definiowania siebie przez pomysły innych. Chciałam sama siebie wymyślić. Dotrzeć do tego, czego oczekuję od swojej muzyki. Zadawać sobie pytania. I powoli szukać na nie odpowiedzi. Ale nie na siłę. Zaczęłam mieszać te wszystkie gatunki, bo to mi najbardziej odpowiada. Nie chcę żadnych etykietek. Jestem wokalistką i autorką piosenek. Teraz to ja wybieram projekty, w które chcę się angażować. Nie jestem już tak bardzo uwikłana w moją osobistą historię. Muzyka i jej Dusza są silniejsze ode mnie.

JF: Powiedziałaś kiedyś, że jazz trudno zdefiniować i dla każdego znaczy on coś innego. W takim razie opisz własnymi słowami, czym jest jazz dla ciebie.

LW: Zanim spróbuję to zrobić, chciałabym opowiedzieć pewną historię, która ma duży wpływ na mój związek z tą muzyką. Byłam kiedyś na jam session na Atlanta Jazz Festival. Stawiałam wtedy w jazzie pierwsze kroki. Usłyszałam, a potem poznałam tam zespół In The Spirit. Ot, tak zaśpiewałam coś dla nich. Spodobało im się to i w ten sposób dołączyłam do nich na całe trzy lata. Wszyscy byliśmy bardzo związani z Kościołem. Gdyby nie praca z nimi, może byłabym teraz zupełnie inną wokalistką... Jazz poznałam właśnie dzięki muzyce gospel. Przyniósł mi wolność. Był naturalnym pomostem między bluesem, gospel a popem. W jazzie znajduję radość, modlitwę i nadzieję, znane mi dobrze z muzyki gospel, ale nie w religijnym znaczeniu. Tak, jazz otworzył przede mną cały świat.

JF: Dzięki twojej muzyce można się zatrzymać, odpocząć od hałasu wielkiego miasta. Napić się zielonej herbaty i po prostu być. Sama tego doświadczyłam. Masz tego świadomość?

LW: No cóż... Jestem wielkim smakoszem herbaty. Na co dzień lubię posiedzieć w miejscach o magicznym klimacie, gdzie czas płynie leniwie i można pomyśleć o niczym. Wyłączyć się. Jeśli więc moja muzyka pasuje do takiego nastroju, pomaga się komuś wyciszyć – to wspaniale. Jestem szczęśliwa.

JF: Na tej płycie utwór I Idolize You autorstwa Ike’a Turnera poruszył mnie najbardziej. Ale jestem ciekawa, który jest tobie najbliższy…

LW: Każdy z nich był w jakiś sposób wyjątkowy, każdy wymagał mojej uwagi i innego rodzaju skupienia. To taki ciekawy proces, jak rodzi się piosenka… Jak z tak ogromnego zakresu słów i dźwięków powstaje coś tak osobistego, tak własnego. Nagle czujesz, że to twoje. Napisałam na tę płytę ponad połowę utworów. Dlatego nie oczekuj ode mnie, bym wybrała jeden. Znajdziesz tam nie tylko wspomnienie domu, ale też skrawki niespełnionej miłości, jakiś list, kilka refleksji, marzenia… Mnie. Kobietę. Po prostu się wsłuchaj... Jak się zastanowię, to dopiero teraz, dzięki tej płycie, całkowicie zaakceptowałam siebie w muzyce.

JF: Często czytając jakąś książkę, oglądając film, czy właśnie słuchając muzyki, która nas porusza, zaczynamy się zastanawiać, kim jest jej autor i na ile wyraża siebie w swoim dziele. Czy uważasz, że my, jako słuchacze, mamy w ogóle prawo pytać o to, co wkracza na prywatną przestrzeń artysty?

LW: Piękno tkwi w niedopowiedzeniach. W pozostawieniu pewnych odpowiedzi w przestrzeni tajemnicy i intymności.

JF: Gdzie jest twoje miejsce na ziemi? Gdy zamykasz oczy, do jakiego miejsca przenosisz się najchętniej?

LW: Na północno-zachodnie urwiste wybrzeża Pacyfiku. Do powietrza, wody, zapachu ziemi, uśmiechu dobrych ludzi, do zapisanych w pamięci obrazów i dźwięków.

JF: Czego się ostatnio nauczyłaś od siebie?

LW: Jestem kimś więcej niż swoją historią. Moja dusza dociera do innych światów. Wraca do domu, gdy pragnie powrotu. Jest wolna.

JF: Kim jest dzisiaj Lizz Wright?

LW: Wodą.


Agnieszka Antoniewska

 


Zobacz również

Eryk Kulm

Jeden z naszych czołowych perkusistów jazzowych zmarł 3 listopada 2019 roku. Więcej >>>

Tadeusz Federowski – archiwalny wywiad

Z legendarnym perkusistą rozmawia Jerzy Bojanowski, Jazz Forum 2/1993 Więcej >>>

Grzegorz Grzyb atomowy

Archiwalny wywiad z perkusistą, który zginął tragicznie 23 lipca 2018 w wypadku na ulicy… Więcej >>>

Eryk, syn Eryka

Z wybitnym perkusistą Erykiem Kulmem rozmawia Marek Gaszyński. Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu