Książki

MAREK KAREWICZ: This Is Jazz

Andrzej Dąbrowski


Redaktor naczelny krótko i stanowczo powiedział:  „Napiszesz dla Jazz Forum o albumie Karewicza”. „Dlaczego ja?” – zapytałem. „Jesteś perkusistą, wokalistą, od lat robisz zdjęcia, miałeś swoje wystawy... Można by rzec, propozycja nie do odrzucenia”.  „OK” –  zgodziłem się. Następnego dnia ogarnęły mnie wątpliwości. Trzeci dzień utwierdził mnie w przekonaniu, że podjąłem się karkołomnego zadania.

Każdy szanujący się polski muzyk, a w szczególności jazzowy, od pół wieku wie  doskonale kim jest Marek Karewicz. Sympatycy jazzu, czytelnicy JAZZ FORUM tym bardziej. Wielu zna nawet muzyczną drogę życia Marka, jego barwne epizody, osiągnięcia, nie tylko w dziedzinie
fotografii. I teraz ja mam napisać o jego twórczości? Nie łatwe to zadanie. Ale skoro chodzi o najnowszy album jego fotografii, to podobnie jak zaczynają nasi politycy: ja powiem tak... 

Na 160 zdjęciach oglądamy swoich idoli, legendy światowego formatu, najlepszych z najlepszych. To przecież ci, którzy byli dla nas wzorem. To ich improwizacje spisywali z analogowych płyt nasi muzycy, nuta po nucie. Piękne lata 60. Dave Brubeck, Stan Getz, Art Farmer, Don Ellis, Miles Davis, Elvin Jones. To była prawdziwa fascynacja. Kiedy teraz oglądam album Marka, patrzę na portrety sław jazzu, wykrzywione twarze, uchwycone sprytnie podczas improwizacji, powracają wspomnienia. Wracają emocje. Właśnie wiele zdjęć tego albumu, fantastycznie oddaje ten jeden krótki, sekundowy moment grania, zadęcia, oddechu, pauzy, który tak trudno byłoby uchwycić komuś nie związanemu z muzyką jak Karewicz.

On wie jak to jest. Sam grał na trąbce, basie. Wie gdzie i kiedy kończy się temat, zaczyna improwizacja. Wie, kiedy nacisnąć spust migawki.  Złapać ten jeden, niepowtarzalny moment. Zna klimat tej muzyki. To właśnie jest jego atut. To, że był czynnym muzykiem, grał jazz, daje mu przewagę nad innymi. To właśnie widać w jego zdjęciach, 1500 okładkach płytowych, których był autorem. Dwa miliony negatywów to kolosalny dorobek artysty. Wiele autorskich wystaw na całym świecie. Można by tak dalej ciągnąć wątek sukcesów i osiągnięć, ale czas zaglądnąć do albumu...

Już pierwsze dwa zdjęcia zachwycają. Wayne Shorter i ten stojący na podstawce tenor, Betty Carter. Potem Stuff Smith, Andrzej Kurylewicz, czekający na swą „kolej” Archie Shepp, J.J. Johnson, Nancy Wilson, „uduchowiony” Krzysztof Komeda, Sonny Rollins, Joe Williams, Art Blakey, Wojtek Karolak, Ula Dudziak, Dave Brubeck, Miles Davis i wiele innych w których zastosował także technikę kilkakrotnej ekspozycji. Ciekawy efekt połączenia portretu, zbliżenia twarzy, z całą postacią grającą na instrumencie. Bardzo interesujące ujęcia. Nie wszyscy wiedzą, że Marek gardzi osiągnięciami fotografii cyfrowej. Kiedy dwa lata temu chciałem pochwalić się nowo nabytym Canonem G7 (taki „muzyczny” model) spojrzał na mnie z dezaprobatą i ledwie zerknął na aparat. On nadal fotografuje na negatywach filmowych najlepszej jakości. Jest doskonałym laborantem. Całą obróbkę zdjęć robi zawsze sam. Stara, dobra szkoła.  

Dodatkową wartością albumu są opisy i osobiste komentarze Marka do każdego zdjęcia. To także historia jazzu, przekazywana często z typowym i znanym poczuciem humoru autora. To chwile, jakie towarzyszyły krótkim sekundom, godzinom, spędzonym z fotografowanymi postaciami. Jest też kilka prześmiesznych anegdotek, ot choćby opisującą zdjęcie Nancy Wilson. Nie zdradzę...

Marek Karewicz podobno nie może sobie wybaczyć, że nie udało mu się sfotografować jednego z największych, Louisa Armstronga. Tak jakoś się mijali na europejskich festiwalach. Zawsze liczył na jego wizytę w Polsce. Do koncertu nie doszło... Wybacz już sobie Marku tę wpadkę. Nie Twoja wina. Masz miliony znakomitych negatywów. W Twoich rękach cała historia polskiego jazzu. Zaglądnij do archiwum. Poszperaj, wybierz, odkurz i wydaj jeszcze jeden album, dodaj komentarze. Tomek Tłuczkiewicz wspaniale to przetłumaczy, a jazz polski i jego historia z pewnością na to zasługuje. Gorąco zachęcam.     

Trudno dociec, dzięki którym przyjaciołom Karewicza wydanie tego albumu doszło do skutku. Za to, że doszło, należą się jego promotorom i współpracownikom wielkie słowa uznania. To przecież także historia polskiego jazzu. Tak, podkreślam słowo „polskiego”! Bo przecież twarze i postacie światowego jazzu można oglądać w innych albumach fotograficznych wydawanych czasem na świecie. Wartość historyczna albumu Marka jest więc ogromna. Prawdę mówiąc, każdy muzyk i sympatyk jazzu w Polsce powinien mieć ten album.

Gratuluję albumu i dłoń ściskam              

Andrzej Dąbrowski



 


Zobacz również

Coltrane według Coltrane’a

Stanisław Danielewicz recenzuje książkę, którą opracował Chris DeVito, a przełożył na polski Filip Łobodziński. Więcej >>>

Lady Day śpiewa bluesa

Autobiografię Billie Holiday recenzuje Stanisław Danielewicz. Więcej >>>

DŽEZAKY

Festiwal Bratislava Jazz Days dla słowackich melomanów jest, jak dla nas Jazz Jamboree. Więcej >>>

TWARZE MUZYKI

W części poświęconej jazzowi szczególną uwagę przykuwają ekspresyjne portrety Tomasza Stańki. Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu