Festiwale

fot. Jan Granlie

Artykuł został opublikowany w numerze 7-8/2013 Jazz Forum

Moers Festival 2013

Monika Okrój


Niemiecki festiwal w Moers na swoją 42. edycję przyciągnął rekordową 15-tysięczną publiczność. Od 17 do 20 maja niewielkie miasteczko stało się muzyczną mekką, w której rozbrzmiewały dźwięki wszelkiej maści jazzu, funku, rocka, fusion, noise’u, elektroniki i folku.

Historia festiwalu zaczyna się w 1971 roku, kiedy to w stutysięcznym miasteczku, 10 km od Duisburga, Burkhard Hennen postanawia stworzyć enklawę dla współczesnego jazzu. Początkowo na scenie zamkowej, później w pobliskim parku, pod nazwą International New Jazz Festival Moers, odbyło się wiele iskrzących konfrontacji największych europejskich legend free jazzu, powstały liczne nagrania koncertowe, m.in. Anthony’ego Braxtona, Johna Surmana i Davida Murraya, a od 1979 roku niezwykłym zainteresowaniem cieszą się poranne sesje improwizowane. Festiwal przeszedł transformację, a wielu z tęsknotą wspomina dawne czasy, kiedy każdy występ miał niepomierne znaczenie artystyczne i kulturowe, muzycy tworzyli swoistą mieszankę wybuchową i ich energia przenikała atmosferę festiwalu. Teraz jest inaczej – jego formuła rozszerzyła się na tereny komercyjne, ograniczając się przy tym do trzech dni głównych koncertów. Dawne założenia na szczęście przetrwały.

Urok Moers tkwi w jego Starym Mieście, XIII-wiecznym zamku i kompleksie parkowym, w którym mieści się scena festiwalowa, wznoszona w formie cyrkowego namiotu na 2500 osób. Teren festiwalu otoczony jest gęstwiną jarmarków powstających rokrocznie na dzień Zesłania Ducha Świętego, lecz te przywołują bardziej odległe klimaty w zapachu kadzideł, orientalnego jedzenia, w mozaice intensywnych kolorów, unikatowych kształtów, w muzyce bębnów i śpiewach. Rozhuśtana pogoda w tym roku sprawiła, że ludzie uciekali do wielkiego namiotu, gdy padało, kiedy indziej w tumanach kurzu wychodzili chwytać na trawie promienie słońca.

Polski Power
Poranne i nocne improwizowane sesje zdominowali polscy muzycy z kolektywu Power of the Horns: lider Piotr Damasiewicz, Maciej Obara, Dominik Wania, Jakub Mielcarek, Wojciech Romanowski, Adam Pindur, Paweł Niewiadomski, Max Mucha, Dawid Fortuna, Marek Pospieszalski i Qba Janicki. Przez trzy wieczory w różnych konfiguracjach (Maciej Obara International Quartet, Art Escape Quintet, Power For Unit 4) zawojowali sławnym klubem Die Röhre, a gorące reakcje stłoczonej publiczności mówiły same za siebie.

Również podczas kultowych Morning Sessions młodzi artyści mieszali się z innymi muzykami występującymi podczas festiwalu. Cztery półgodzinne przedpołudniowe sety aleatorycznie przemieszanych osobowości były tak świeże, esencjonalne, jak i odkrywcze. Przyznam osobiście, że to one stanowiły dla mnie meritum tego weekendu, pakiet najszczerszych emocji, transowych doznań i nieziemskich dźwiękowych progresji.

All stars
Głównymi wydarzeniami były popołudniowe i wieczorne koncerty. Program był niezwykle przekrojowy, tak samo jak różnorodnie zestawione ze sobą zespoły. Największym zainteresowaniem cieszył się piątkowy Zorntag – jak zgrabnie nazwali Niemcy maraton koncertowy z okazji nadchodzących 60-tych urodzin Johna Zorna. Wszystkie siedem odsłon kręciło się wokół amerykańskiego awangardzisty, był to przegląd muzyki, którą przez ostatnie trzy dekady tworzył, inspirował i której był częścią. W siedmiu setach zaprezentowali się artyści z różnych muzycznych światów, a konferansjerkę podjął sam jubilat. Wieczór otworzył Song Project z wokalnym przewodnictwem Mike’a Pattona i Sofii Rei. Inspirowaną poezją kompozycję Illuminations zaimprowizowało trio Steve Gosling - p, Trevor Dunn - b, Kenny Wollesen - dr. Holy Visions na wokalny zespół kobiecy, poświęcone twórczości Hildegardy von Bingen, było natomiast magicznym zwrotem, subtelnym wprowadzeniem do dynamicznego The Alchemist, w którym zaprezentował się doskonały, światowej sławy kwartet smyczkowy Arditti. Moonchild/Templars to reminiscencja wieloletniej współpracy Zorna z Pattonem, Joeyem Baronem, Johnem Medeskim i Trevorem Dunnem, których muzyka natchniona jest zarówno historią XIII-wiecznych templariuszy, jak i możliwościami wyrazowymi głosu Mike’a Pattona. Ostatnimi, gorąco przyjętymi, setami były Dreamers oraz najznamienitsze spośród Zornowskich przedsięwzięć – Masada w wersji elektrycznej, z udziałem takich muzyków, jak Marc Ribot - g, Jamie Saft - keyb, Trevor Dunn - b, Kenny Wollensen - vib, Joey Baron - dr, Cyro Baptista - perc, Ikue Mori - electronics. Pod koniec temperatura osiągnęła swoje apogeum, gdy gospodarz wieczoru z roli dyrygenta przesiadł się na saksofon i z klezmerskim namaszczeniem cytował wersety słynnego songbooka w nieustannym duchowym dialogu z Ribotem i niespożytym Baronem.

 


Je Suis! ze Szwecji

 

Sobota zdominowana była przez duże składy. Niemal 30-osobowy niemiecki zespół The Dorf, prowadzony przez Jana Klare, swoją masą wyrafinowanego, międzyinstrumentalnego rezonansu podniósł poziom słuchowej wytrzymałości. Gdy muzyka The Dorf zdominowana była długimi progresjami i dość ociężała, to szwedzki sekstet młodych freaków z Je Suis! zaskoczył niebanalnymi, pełnymi mocnych cięć i uderzeń aranżacjami i kompozycjami trębacza Niklasa Barnö. Ich siła tkwi w improwizacyjnej żywiołowości, a przede wszystkim w masywnie brzmiącej sekcji dętych, której tembr nadaje puzonista Mats Äleklint. Inna duża grupa to Lenine & Martin Fondse Orchestra, która połączyła w tanecznych rytmach tradycję europejską i brazylijską. Ciekawym przerywnikiem tej dźwiękowej zawiesiny był występ norweskiej popowo-eksperymentalnej wokalistki Jenny Hval o naturalnie jasnym głosie wspieranym „własnoręcznie” elektroniką i gitarowo-perkusyjnym duetem. Kontrastów ciąg dalszy zapewniła międzynarodowa formacja Blixt w składzie z Raoulem Björkenheimem na gitarze, Billem Laswellem na basie i Morganem Agrenem na perkusji. Ten nieszczęśliwie nagłośniony rockowy szturm był mimo wszystko błyskotliwym pokazem niebagatelnych, gitarowych sztuczek.

 


Stian Westerhus i Sidsel Endresen

Gwiazdy błyszczały tego wieczoru dla norweskiego duetu Sidsel Endresen & Stian Westerhus. To oni swoją prostotą porozumienia, chłodną przestrzenią ze skrupulatnie tkanymi, impulsywnymi afektami, zaczarowali publiczność. Była w tym jakaś namacalna pierwotność, szorstkie piękno. Siedząca na krześle stonowana postać Endresen jawiła się jako wieszczka samozaklinająca się w dramatyczną osnowę gitarowych zrywów, tym głębiej, im pełniej swoim niesamowitym, altowym głosem wchodziła z nimi w reakcję. Po tym wspaniałym występie potrzebny był oddech, lecz ten dopiero można było zaczerpnąć po koncercie nowojorskiego Dafnis Prieto Proverb Trio, który sprężystym i soczystym funkiem poderwał publiczność.

Tak jak niedzielne słońce nadało ostrości miastu, tak i muzyka pod cyrkowym namiotem rzucała blask i mrok, czasem i niestety cień. Takim blaskiem jaśniał duet brytyjskiej perkusjonistki Evelyn Glennie i amerykańskiego gitarzysty Freda Fritha. Ich dźwiękowy świat to baśniowa kraina tajemnic, gdzie rozbrzmiewają zdumiewające głębie marimby, melodyjnie wystrojone kotły, uderzane pałkami pudło fortepianu i abstrakcyjne, meandrujące po perkusyjnych bezdrożach gitarowe frazy. Intergalaktyczny duet wydała wytwórnia Johna Zorna Tzadik na albumie „The Sugar Factory”. Natomiast właśnie w Moers w 2005 roku powstał dokument o tej niesłyszącej, genialnej artystce, pt. „Touch The Sound”.

Bez większego drżenia ziemi zaprezentowały się niemieckie zespoły: Katri Scherer’s The Bliss i Michael Schiefel’s Platypus Trio. Również francuski Caravaggio ze skrzypkiem Benjaminem de la Fuente dał niezbyt przekonujący, choć dosyć ekstremalny stylistycznie koncert. Ziemia zatrzęsła się podczas boleśnie intensywnego występu Nohome z gitarzystą Casparem Brötzmannem (synem Petera) w składzie. Tylko pełne skupienie i poddanie się ferworowi ich masywnej noise’owo-dronowej masakry mogło zagwarantować dogłębne oczyszczenie.

Ostatni koncert festiwalu prawdopodobnie miał być swego rodzaju deserem, niestety Terri Lyne Carrington z Mosaic Project wypadła blado i rutynowo. Klasyczne, osadzone w bluesowej tradycji granie rozświetlały od czasu do czasu solówki Geri Allen oraz gościnny udział Lizz Wright i to właśnie ta ostatnia była gwiazdą tego koncertu.


Zobacz również

Ad Libitum 2016

11. edycja Festiwalu Muzyki Improwizowanej odbyła się w Warszawie w dn. 19… Więcej >>>

Jazzbląg 2016

Trzy dni, od 22 do 24 września, trwał zeszłoroczny festiwal w Elblągu.  Więcej >>>

Jamie Cullum: Finał Zadymki

Finał Zadymki miał miejsce w sali koncertowej NOSPR w Katowicach.  Więcej >>>

Jazz Jantar: edycja wiosenna

Skompletowanie „band of dreams” i nagranie z takim zespołem zaproponowanego przez siebie repertuaru –… Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu