Coda

fot. Elena Carminati

Ornette Coleman
(1930-2015)


Ornette Coleman

Paweł Brodowski


Ojciec free jazzu, wielki innowator, wybitny amerykański saksofonista, kompozytor i lider, zmarł na zawał serca 11 czerwca 2015 roku w Nowym Jorku. Miał 85 lat. Odszedł jeden z najważniejszych muzyków jazzu nowoczesnego i najważniejszych artystów w całej historii tej muzyki. Ornette Coleman stworzył zupełnie nowy język wypowiedzi, zainicjował nowy kierunek jazzu, był jednym z przywódców awangardy, która pół wieku później nie przestaje być awangardą i wciąż jest impulsem dla kolejnych pokoleń muzyków. Pod koniec życia stał się ikoną, uosobieniem niezależnego ducha Ameryki.

Był artystą kontrowersyjnym, nie przez wszystkich rozumianym, przez jednych uważany za geniusza, przez innych za szarlatana, muzykiem nie w pełni docenianym, ale szeroko komentowanym, uhonorowanym najwyższymi nagrodami. Otrzymał Nagrodę Pulitzera (za „Sound Grammar”), stypendium dla geniuszy Fundacji MacArthura, dwie nagrody Guggenheima, nagrodę Grammy za całokształt, doktoraty honorowe amerykańskich uczelni.

Randolph Denardo Ornette Coleman przyszedł na świat 9 marca 1930 roku w Fort Worth w Teksasie. Wychowywany przez samotną matkę (jego ojciec zmarł, gdy Ornette miał siedem lat), uczył się muzyki w szkole. W wieku 14 lat otrzymał od matki pierwszy saksofon. Grał na alcie i tenorze w zespołach bluesowych i rhythm and blue­sowych, które akompaniowały wokalistom, jego pierwszymi wzorami byli Illinois Jacquet, Arnett Cobb i Charlie Parker.

W 1949 roku w Nowym Orleanie przyłączył się do wędrownej grupy minstreli, z której został wyrzucony za to, że próbował uczyć jednego z saksofonistów grać bebop. W Baton Rouge został pobity przez gang bluesowych muzyków, a jego saksofon zrzucono ze skały. Wcześnie poznał gorycz braku akceptacji, słuchał Parkera, ale słyszał tę muzykę inaczej niż inni, szukał własnej ścieżki. Jego koledzy sądzili, że Ornette fałszuje, że nie stroi, że nie rozumie harmonii, nie zna funkcji, nie trzyma rytmu, wypada z frazy.

W 1953 roku przeniósł się do Los Angeles. Tam rok później poślubił poetkę Jayne Cortez (rozwiedli się w 1964 roku). W 1954 kupił biały plastykowy saksofon altowy, który stał się jego znakiem rozpoznawczym. Otoczył się gronem młodych artystów, z którymi znalazł wspólny język i zaczął pracować nad wizją nowej muzyki. Byli wśród nich pianiści Paul Bley i Walter Norris, trębacze Bobby Bradford i Don Cherry, kontrabasista Charlie Haden, perkusiści Ed Blackwell i Billy Higgins.

Na początku roku 1958, jeszcze w Kalifornii, Coleman nagrał swoją pierwszą autorską płytę dla wytwórni Contemporary: „Something Else!!!” To rzeczywiście było coś innego, rozkrzyczana, dysonansowa, kolektywnie improwizowana muzyka, jakiej nikt wcześniej nie słyszał. Grali tu razem z nim Don Cherry - tp, Walter Norris - p, Don Payne - b, Billy Higgins - dr. Na kolejnej płycie „Tomorrow Is the Question!” nie było już fortepianu, instrumentu harmonicznego, który by ograniczał swobodę pozostałych muzyków. Z rekomendacji Johna Lewisa i Gunthera Schullera (zmarłego niedawno twórcy Trzeciego Nurtu) w połowie 1959 Coleman i Don Cherry uczestniczyli w kursach Szkoły Jazzu w Lenox w stanie Massachussets. Kwartet Colemana nagrał pierwszą z sześciu płyt dla wytwórni Atlantic, które przeszły do historii. Na proroczo zatytułowanym albumie „The Shape Of Jazz To Come” grali: Cherry, Charlie Haden i Billy Higgins. Wykonując wyłącznie własne kompozycje Coleman dystansował się od standardów, które były podstawą repertuaru większości ówczesnych zespołów.

W listopadzie 1959 roku z całym zespołem przeniósł się do Nowego Jorku. 10-tygodniowa rezydencja Kwartetu Colemana w klubie Five Spot wzbudziła ogromne zainteresowanie, ale i kontrowersje, podzieliła tamtejsze środowisko jazzowe na wyznawców i przeciwników. Ten ważny w historii jazzu epizod doczekał się nawet książki: „The Battle of the Five Spot, Ornette Coleman and the New York Jazz Field” (2006).

W kwartecie Colemana grali Cherry, Haden, na perkusji Higgins, a podczas kolejnej, czteromiesięcznej rezydencji w 1960 roku Ed Blackwell. Było o nich głośno. Oto w mieście pojawił się kwartet, który prezentował radykalną koncepcję jazzu. Wszyscy ciągnęli do Five Spot, by sprawdzić zagrożenie: John Coltrane i Miles Davis, Leonard Bernstein, Norman Mailer, James Baldwin. Niektórzy wychodzili z klubu oburzeni, zdegustowani. Jeszcze w Los Angeles saksofonista Dexter Gordon nakazał Colemanowi zejść z estrady. W Five Spot, gdy Coleman próbował dołączyć do zespołu Maxa Roacha, wszyscy muzycy opuścili scenę, a po wyjściu z klubu Roach uderzył Colemana pięścią w twarz.

Dzisiaj, po upływie ponad pół wieku, ówczesna muzyka Colemana nie brzmi tak radykalnie i obrazoburczo, jak się wtedy zdawało. Jego linie melodyczne wywodzą się z prostych pieśni amerykańskiej muzyki ludowej, z tradycji bluesa i bebopu, niektóre jego utwory weszły do księgi standardów: When Will the Blues Leave?, Turnaround, Una Muy Bonita, a przede wszystkim – przejmująca, tragiczna ballada Lonely Woman. Nowatorski charakter miały frenetyczne, kolektywne improwizacje, Ornette Coleman i Don Cherry rozumieli się w solówkach w sposób niemal telepatyczny, głęboki bas Hadena dawał silne tonalne centrum, a spajał to wszystko luźny puls perkusji Higginsa.

Przełom dokonujący się wtedy w muzyce oznajmiały tytuły kolejnych płyt Colemana: „The Shape Of Jazz To Come”, „Change Of The Century”, „This Is Our Music”. Album „Free Jazz: A Collective Improvisation” z 1960 roku dał nazwę nowemu nurtowi, który wciąż uchodzi za synonim awangardy, wywarł olbrzymi wpływ, zwłaszcza na scenę europejską. Na tej sesji grał „podwójny kwartet” ze zdublowaną obsadą instrumentów: Coleman (as)  i Eric Dolphy (bcl), Cherry i Freddie Hubbard (tp), Charlie Haden i Scott LaFaro (b), Ed Blackwell i Billy Higgins (dr).

Niestety Kwartet Colemana rozpadł się. On sam wycofał się na dwa lata ze sceny, powrócił w 1965 roku grając nie tylko na saksofonie, ale także na skrzypcach i trąbce. Rok później nagrał album „The Empty Foxhole” ze swoim 10-letnim synem Denardo na perkusji. Pod koniec lat 60. przejął loft w nowojorskiej dzielnicy SoHo, który nazwał Artists House (kilka lat później pod tym szyldem założy własną wytwórnię płytową), powołał do życia nowy kwartet, w którym na saksofonie tenorowym grał Dewey Redman („New York Is Now”, „Love Call”).

W projekcie „ Skies Of America” towarzyszyła Colemanowi London Symphony Orchestra. W 1973 Ornette wybrał się w podróż do Maroka, tam nawiązał współpracę z The Master Musicians of Jajouka. Ta zjawiskowa grupa pojawiła się na płycie Colemana „Dancing In Your Head” w 1977. To był początek nowej fazy w jego karierze, próby wpisania się do elektrycznego nurtu fusion z zespołem Prime Time. W tym okresie lansowana była i szeroko analizowana jego (nie do końca rozszyfrowana) koncepcja harmolodyczna.

W latach 80. Coleman nagrywał dla wytwórni Caravan of Dream w rodzinnym Fort Worth w Teksasie. Sensację wywołała jego kolaboracja z Patem Methenym na płycie „Song X”. Dwa lata później ukazał się album „In All Languages” (po jednej stronie płyty elektryczny Prime Time, po drugiej oryginalny Kwartet). Na „Virgin Beauty” pojawił się gitarzysta Jerry Garcia z grupy Grateful Dead. W 1991 Coleman napisał ścieżkę dźwiękową do filmu „Naked Lunch” opartego na powieści Williama S. Burroughsa.

Szerokim echem odbiły się cztery wieczory w nowojorskim Lincoln Center, gdzie w 1997 roku Coleman prezentował swoje symfoniczne dzieło „Skies of America” z orkiestrą pod dyrekcją Kurta Masura. W 2004 Ornette założył nowy kwartet z dwoma basistami i Denardo na perkusji. Za nagraną w tej obsadzie płytę „Sound Grammar” otrzymał nagrodę Pulitzera.

W Polsce gościliśmy Colemana kilkakrotnie: na Jazz Jamboree w 1971 (Dewey Redman, Haden, Blackwell), w 1984 (Prime Time) i 1993 (w ramach Ornette Coleman Historic Tour: Don Cherry - tp, Charnet Moffett - b, Denardo Coleman - dr), na Warsaw Summer Jazz Days 2007 (Tony Falanga - b, Charnett Moffet - b, Al MacDowell - bg, Denardo - dr), po raz ostatni na Bielskiej Jesieni Jazzowej 2008 (Tony Falanga - b, Al MacDowell - bg, Denardo - dr).

Wizjoner jazzu miał u nas wielu zwolenników, a największym jest Tomasz Stańko – jego debiutancka grupa Jazz Darings z 1962 roku uchodzi za pierwszy po tej stronie Atlantyku freejazzowy zespół, który przeszczepił na grunt europejski idee Ornette’a Colemana.



Zobacz również

Andrzej Mitan – pożegnanie

Awangardowy wokalista, performer i promotor sztuki zmarł 4 listopada 2018 w swoim domu w… Więcej >>>

Tadeusz Federowski

Nestor polskich perkusistów jazzowych zmarł w Warszawie 31 sierpnia 2018 roku.  Więcej >>>

Aretha Franklin

Królowa soulu zmarła na raka trzustki 16 sierpnia br. w Detroit. Miała 76 lat. Więcej >>>

Grzegorz Grzyb

Wybitny perkusista zginął w wypadku drogowym na ulicy w Warszawie 23 lipca 2018 roku. Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu