Wywiady

fot. Adam Adamowicz

Artykuł został opublikowany w numerze 1-2/2014 Jazz Forum.

Piotr Lemańczyk: Bass Top

Tomasz Rozwadowski


Bezpośrednim pretekstem do naszej rozmowy z kontrabasistą Piotrem Lemańczykiem jest wydanie jego najnowszego albumu „Amhran” nagranego w trio z Seamusem Blakiem i Jackiem Kochanem. Przy okazji przyglądamy się karierze muzyka związanego już od blisko dwudziestu lat z trójmiejską sceną jazzową. Lemańczyk objawił się jako jazzman w połowie lat 90., będąc laureatem kilku prestiżowych nagród i wyróżnień dla młodych muzyków (Jazz Juniors ’95 i ’96 w Krakowie – nagrodzony za indywidualność, kompozycje oraz najlepszy instrumentalista; Jazz nad Odrą 96 – nagroda za kompozycje oraz Pomorska Jesień Jazzowa 96, gdzie otrzymał Złoty Klucz do Kariery). Jego pierwszym znaczącym zespołem był działający od połowy lat 90., a niedawno reaktywowany Orange Trane, równolegle do którego rozpoczął współpracę z czołówką polskich jazzmanów, a wkrótce później z muzykami zagranicznymi.

JAZZ FORUM: Ostatni raz rozmawialiśmy cztery lata temu. Co w tym okresie najbardziej zaskoczyło Cię na plus, co na minus, a co poszło zgodnie z planem?

PIOTR LEMAŃCZYK: Od tego czasu ukazały się dwie płyty CD mojego autorstwa. Pierwsza z nich, zatytułowana „Guru”, została nagrana zDavidem Kikoskim, Maćkiem Sikałą, Czarkiem Konradem i Maćkiem Fortuną. To było fajne i szybkie doświadczenie, albowiem musieliśmy dokonać nagrań w jeden dzień. Lubię współpracować z Kikoskim, który jest tak „napalony” na granie, jak ja. Kolejna płyta to „Amhran”. Towarzyszą mi na niej saksofonista Seamus Blakei perkusista Jacek Kochan. Trio to mała forma, w której czuję się znakomicie. Szczerze mówiąc, myśl o stworzeniu własnego tria bez instrumentu harmonicznego dojrzewała gdzieś w zakamarkach mej duszy od dłuższego czasu. Uwielbiam ten wyraźny, ascetyczny kolor w muzyce, który mówi ludziom kim jestem i dokąd zmierzam. Jak widzisz, realizuję powoli swoje projekty, więc wszystko jest na plus bez zaskoczenia i wielkiego master planu.

JF: Patrząc z perspektywy trójmiejskiego słuchacza, ostatnio jest mniej okazji do słuchania jazzu na żywo. Jak ty to widzisz?

PL: W Trójmieście działa prężne środowisko jazzowe. Wielu z nas nagrywa nowe rzeczy i cały czas coś się dzieje. Są też festiwale, takie jak Jazz Jantar, Sopot Jazz Festival, na których pojawiają się światowe nazwiska. Kryśka Stańko, Przemek Dyakowski i Wojtek Mazolewski prowadzą jazzowe audycje radiowe. I choć brakuje mi klubu jazzowego z prawdziwego zdarzenia, to w porównaniu z innymi ośrodkami Gdańsk znajduje się w czołówce.

JF: Prowadzisz własne składy, grasz w zespołach kolegów, bywasz też klasycznym side­manem. Jesteś tak aktywny z konieczności, czy potrzebujesz różnorodnych prac do własnego rozwoju?

PL: Lubię współpracować z kreatywnymi muzykami. Każde spotkanie, rozmowa, wspólne słuchanie muzyki, cytat, czy próba mogą pozostawić jakiś ślad naprowadzający na coś, na co wcześniej nie zwróciłem uwagi. Potrzebuję też różnorodności stymulującej mnie do odnajdywania się w odmiennych sytuacjach. Ale konieczność, ta bardziej przyziemna część układanki, również odgrywa ważną rolę. To moja praca i musi opierać się także na rachunku ekonomicznym.

JF: Od lat grasz dużo z zagranicznymi muzykami. Wśród nich są tacy, jak Jerry Bergonzi, Tim Hagans, trębacz Avishai Cohen, Gary Novak, czy wspominani wcześniej Seamus Blake i Dave Kikoski. Które z tych doświadczeń są dla Ciebie najważniejsze?

PL: Każde spotkanie, czy to z zagranicznymi, czy polskimi muzykami jest jednakowo ważne. Jest jed­nak trochę inaczej, gdy współpracujesz z kimś, kto od najmłodszych lat był niedoścignionym wzorem i wywarł ogromny wpływ na to, gdzie teraz jesteś. Takie spotkania uświadamiają, ile pracy jest jeszcze przed nami. To wielkie szczęście, móc współpracować z muzykami, w moim przypadku polskimi przyjaciółmi, którzy mają twórcze podejście połączone z chęcią tworzenia. Ważne jest granie tras i nagrywanie. To taki nieustający workshop polegający na odkrywaniu samego siebie każdego dnia, jednocześnie ucząc się nieustannie. Dla przykładu, w zeszłym roku zagrałem kilkadziesiąt koncertów z triem Maćka Fortuny. Kiedy dołączył Krzysiek Gradziuk, muzyka zespołu stała się bardziej otwarta i spontaniczna. Nieomal namacalnie czułem wielki rozwój i potencjał tego teamu, oraz to, że możemy być grupą ludzi, którą stać na bardzo wiele, a przynajmniej żeby zaistnieć gdzieś dalej, poza naszym podwórkiem. Ostatnio więcej koncertuję z Kryśką Stańko, Dominikiem Bukowskim, moim triem oraz reaktywowanym niedawno Orange Trane. Wszystkie te zespoły poprzez swoją różnorodność dają mi dużo radości i swobody wypowiedzi i to są fantastyczne doświadczenia.

JF: Powiedz parę zdań o swoich pracach kompozytorskich. Co Cię interesuje jako autora muzyki, a co jako wykonawcę?

PL: Przede wszystkim zawsze kieruję się natchnieniem. Od tego uzależniam istnienie utworu muzycznego lub jego autentyczność. Lubię pisać muzykę na małe składy. Ubóstwo brzmienia jest dla mnie zaletą wyzwalającą intymność wypowiedzi, trudną do wyobrażenia w większych zespołach. Staram się pisać tak, aby stworzyć muzykom możliwość do nieskrępowanej improwizacji i dialogu. Jest też nawiązanie do tradycji, od której czasami uciekam, a później do niej powracam. Myślę, że bez poszanowania tradycji, nawet jeśli pragniesz od niej uciec na jakiś czas, nie uda się nikomu stworzyć niczego trwałego lub wartościowego. Ona jest odniesieniem do teraźniejszości naszych odczuć i poglądów. Jest gdzieś obok nas. Lubię grać te kompozycje kolegów, które mają cel, myśl, przekaz. Nawet, jeśli jest to tylko szkic, bo szkic także jest pełnym głębokich barw obrazem.

JF: Jakie widzisz główne różnice pomiędzy polskim jazzem z wczesnych lat 90., kiedy zaczynałeś, a dzisiejszym?

PL: Różnice są ogromne. Na początku swej drogi muzycznej byłem pod wielkim wrażeniem takich zespołów, jak Miłość, Kwintet Piotra Wojtasika z Tomaszem Szukalskim, Kwartet Zbyszka Namysłowskiego, Trio Adama Pierończyka, Trio Maćka Sikały, czy Sekstet Możdżera. Ci muzycy grali bardzo serio i bezkompromisowo. Dzisiejszy młody jazz jest bardziej łagodny, piosenkowy i folkowy. Trudno też doszukać się sekcji rytmicznych, a właściwie perkusistów, którzy umieją swingować na takim poziomie, jak Dziedzic, Olter, Ży­ta, Sowiński i Skolik. Oczywiście są wyjątki. Za­pewne przyczyna leży w wytycznych większych wytwórni muzycznych nastawionych na profity, a może to kwestia mody? Proszę nie doszukiwać się jakiejkolwiek oceny z mojej strony. To jest z pewnością oznaka naszych czasów.

JF: Czy trójmiejski jazz ma własną specyfikę? Jakie są jego najmocniejsze i najsłabsze punkty?

PL: Trójmiejski jazz jest bardzo różnorodny, a to oznacza, że każdy patrzy na muzykę inaczej. Są akademicy – ułożeni, poprawni, zgłębiający tradycję, są też muzycy eksperymentujący, niegrzeczni, szukający czegoś innego. Ale są też i tacy, którzy istnieją gdzieś pośrodku owych dróg, łącząc to wszystko w całość. Historia jazzowego Wybrzeża jest bardzo bogata i niejednokrotnie oddziaływała na pozostałą część środowiska. Powstało tu pismo Jazz, Festiwal Jazzowy w Sopocie w 1956 roku, a wypłynęli stąd m.in. Włodzimierz Nahorny, Helmut Nadolski, Janusz Strobel, Grażyna Łobaszewska, Miłość, Możdżer, yass itd. Można by pokusić się o stwierdzenie, że pewien powiew świeżości z Wybrzeża wnosi do polskiego jazzu coś istotnego z każdą dekadą.

Muzyka z Trójmiasta zawsze była wyrazista i mam nadzieje, że taką pozostanie.

JF: Od paru lat jazz zaistniał na Akademii Muzycznej w Gdańsku jako kierunek studiów. Miałeś jakieś artystyczne kontakty z jego absolwentami lub studentami?

PL: Oczywiście, że tak. To świetni młodzi muzycy. Spotykaliśmy się przy różnych okazjach np. po koncertach lub na jam sessions. Niektórzy z nich przyjeżdżali do mnie do domu i ćwiczyliśmy własne kompozycje lub standardy, czasem utrudniając je, jak tylko można. Było super, a moje drzwi są zawsze otwarte dla młodszych kolegów.

JF: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

PL: Przede wszystkim chcę więcej koncertować z moim nowym zespołem i promować płytę „Amhran”. Zagram też koncerty z zespołami, z którymi współpracuję na stałe. Mam też ciekawe propozycje koncertowe i nagraniowe z zagranicy. Myślę, że przede mną pracowity okres.



Zobacz również

Kuba Więcek: another raindrop

Urodzony w Rybniku 21 października 1994 roku saksofonista i kompozytor Kuba Więcek jest chyba… Więcej >>>

Wacław Zimpel: Wystarczy mi samo free, nie muszę…

Artysta nietuzinkowy o wielu twarzach muzycznych, uwielbia eksperymentować, odkrywać, kreować. Więcej >>>

Joachim Kuhn: ucieczka do wolności

Niemiecki wirtuoz fortepianu jest legendą jazzu europejskiego, jednym z pierwszych muzyków, którzy w tej części świata… Więcej >>>

Piotr Lemańczyk: otwieranie drzwi

Głównym powodem naszego spotkania i rozmowy jest wydanie – i to zarówno w formacie CD, jak i w wersji… Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu