Coda

fot. Krzysztof Wojciechowski

Sławomir Piwowar
(1953-2015)

Sławomir Piwowar

Michał Wilczyński


Rok 2006. SBB otrzymuje zaproszenie do występu jako gość Deep Purple w katowickim Spodku. Józef Skrzek decyduje, że na specjalną okazję potrzebny jest specjalny skład i zaprasza ponownie do grania Sławka Piwowara. Ten pojawia się na próbach w Piekarach Śląskich, podłącza gitarę do wzmacniacza i bezbłędnie zaczyna grać wszystkie partie z utworów, które grał z SBB ostatni raz... wiosną 1980 roku. Dla Sławka nie było rzeczy niemożliwych.

Biorę do ręki stary numer miesięcznika „Jazz” z września 1971 roku, z Louisem Armstrongiem na okładce. Obok pożegnania Satchmo, recenzji Dżambli oraz obszernej dyskusji na temat związków jazzu z polską muzyką ludową, dwa łamy zajmuje rubryka „Ci, na których liczymy”, a w niej – osiemnastoletni Sławomir Piwowar. Z tekstu można się dowiedzieć o muzykalnym dziadku-mandoliniście, prywatnych lekcjach gry na fortepianie w wieku lat sześciu i fascynacji The Beatles w wielu lat czternastu. Kilkunastoletni Sławek prowadził swoje gitarowe trio, z którym dostał się do finału warszawskiej imprezy „Piękny Brzeg 1969”. Niestety, przed finałem zespół się rozpadł, a uparty gitarzysta przerzucił się na odkupioną od Henryka Albera gitarę klasyczną i niebawem zasilił Paradox, jeden z najoryginalniejszych polskich składów jazzowych.

To właśnie w Paradoksie, pod czujnym okiem Andrzeja Brzeskiego, Piwowar wykonał niezwykłą pracę nad doskonaleniem własnego warsztatu. A to zaowocowało wieloma sukcesami zagranicznymi grupy, m.in. I miejscem na festiwalu jazzowym w San Sebastian, gdzie Sławek czarował wszystkich solówką w utworze Malageña powtórzonym później na jedynej płycie zespołu, „Drifting Feather”. Paradox regularnie nagrywał, występował w telewizji i objeżdżał sporą część Europy, koncertując m.in. w Holandii, Czechosłowacji, ZSRR, czy w Niemczech.

Potem Sławek dryfował w kierunku ambitnego rocka. Pojawił się w składzie Niemen Aerolit i czarował swoją grą w takich utworach jak Kamyk, Daj mi wstążkę błękitną, czy Smutny Ktoś i biedny Nikt. Pojawił się na dwóch płytach Niemena – oprócz „Niemen Aerolit”, jego grę można usłyszeć na „N.AE. Idee Fixe”. W 1979 roku został zaproszony przez Apostolisa Antymosa do SBB. Nie było im jednak dane wspólnie działać zbyt długo – SBB zawiesiło działalność pod koniec 1980 roku. Udało im się jednak zagrać kilka wyjątkowo dobrych tras koncertowych i zarejestrować album „Memento z banalnym tryptykiem”, opus magnum grupy z autorskim Trójkątem radości Sławka. 

W czasach współpracy z SBB miała też miejsce nietypowa sytuacja, gdy na jeden z koncertów w Czechosłowacji nie dojechał Józef Skrzek. Utknął na granicy, a pozostałe trio zdecydowało, że koncert się odbędzie. Za potężną baterią instrumentów klawiszowych Skrzeka posadzono Sławka, który z zadania wywiązał się wybornie, ściągając SBB na jazz-rockowe tory z pomocą soczystych solówek Minimooga i gęstych faktur piana Fendera. Nic dziwnego, że ten pianistyczny talent Sławka w kolejnych latach brał górę nad gitarą – w latach 90. Piwowar okazał się rozchwytywanym muzykiem sesyjnym, pracującym m.in. z Urszulą i Kasią Kowalską. Dwukrotnie wracał do SBB – ostatni raz grał z nimi w ubiegłym roku na festiwalu Jazz nad Odrą.

W grze Sławka – dotyczy to zarówno gitary, jak i instrumentów klawiszowych – były smak i elegancja. To był muzyk obdarzony niespotykaną wyobraźnią. I nie chodziło bynajmniej o techniczne, karkołomne popisy, ile o najdrobniejsze zagrywki, pojedyncze akordy, prowadzone harmonicznie głosy... Wszystko to, co w tle decyduje o wielkości utworu – to była domena Sławka.

Bardzo żałuję, że nie udało się tej niezwykłej wyobraźni wykorzystać w większym stopniu. W pył obróciły się plany nagrania autorskiej, solowej płyty Sławka. Szkoda, bo obmyślona kilka lat temu koncepcja jazz-rockowego składu z gościnnym udziałem Adama Bałdycha na skrzypcach zapowiadała się wyśmienicie. W programie miały się znaleźć kompozycje lidera (które nie zostały niestety nigdzie uwiecznione czy spisane) oraz powrót do własnych korzeni – Komedowa kołysanka z „Rosemary’s Baby” w aranżacji na gitarę klasyczną. Pewnie nagra tę płytę w końcu tam, na górze. Tylko my musimy poczekać jeszcze trochę, by jej posłuchać. Dobranoc Jaśko, dziękujemy za wszystko!



Zobacz również

Andrzej Mitan – pożegnanie

Awangardowy wokalista, performer i promotor sztuki zmarł 4 listopada 2018 w swoim domu w… Więcej >>>

Tadeusz Federowski

Nestor polskich perkusistów jazzowych zmarł w Warszawie 31 sierpnia 2018 roku.  Więcej >>>

Aretha Franklin

Królowa soulu zmarła na raka trzustki 16 sierpnia br. w Detroit. Miała 76 lat. Więcej >>>

Grzegorz Grzyb

Wybitny perkusista zginął w wypadku drogowym na ulicy w Warszawie 23 lipca 2018 roku. Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu