Festiwale

Opublikowano w JAZZ FORUM 3/2016

Skrzyżowanie kultur 2016

Marek Garztecki


Tegoroczny, jedenasty już, warszawski festiwal Skrzyżowanie Kultur (21-27 września br.) zaczął się od mocnego akcentu. Kayhan Kalhor, mistrz tradycyjnego perskiego instrumentu smyczkowego kemancze, uraczył wypełniającą festiwalowy namiot widownię zapierającym dech w piersiach recitalem. Przez blisko dwie godziny, bez przerwy, wraz z towarzyszącym mu na santurze Ali Barhami Fardem, snuł instrumentalną opowieść, w której przeplatały się majestatyczne, uduchowione fragmenty z elektryzującymi pasażami granymi w zawrotnym tempie. Mistrz nie stronił też od niekonwencjonalnych – w rozumieniu tradycyjnej muzyki perskiej – efektów, jak perkusyjne traktowanie swego instrumentu, czy zarywanie strun palcami.

Po przerwie pojawił się następny słynny przedstawiciel muzyki perskiej, wokalista Alireza Ghorbani, wraz z towarzyszącym mu zespołem, w którego składzie również znalazł się muzyk grający na kemancze. I wtedy można się było przekonać na żywo, jaka jest różnica pomiędzy bardzo dobrym muzykiem zespołowym a znakomitym wirtuozem. W tradycji muzyki perskiej śpiew jest elementem najistotniejszym, a w praktyce wykonawczej niesłychanie istotny jest, podobnie jak w wykonywaniu rag hinduskich, element auralny. Niestety, po wielkim napięciu emocjonalnym pierwszego występu, chyba zabrakło tej aury, duchowego porozumienia wykonawcy z widownią, które uczyniłoby również i z tego występu coś niezwykłego. A gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości dlaczego w JAZZ FORUM recenzujemy festiwal World Music, wskazuję: wykonawstwo muzyki perskiej opiera się przede wszystkim na improwizacji.

Drugą gwiazdą Skrzyżowania Kultur był oczywiście Seun Kuti z zespołem Egypt 80, na którego występ, w oczekiwaniu większej ilość słuchaczy i intensywniejszego ruchowo odbioru, organizatorzy usunęli z widowni wszystkie krzesła. Można jednak było odnieść wrażenie, że publiczność oczekiwała muzyki o nieco bardziej tanecznym charakterze. Nigeryjski wokalista/alcista jest bowiem (wzorując się na swym ojcu, Feli Kuti, którego grupę odziedziczył) w równym stopniu działaczem politycznym, jak muzykiem. Fantastycznie zgrany zespół, wspaniałe rytmy, dwie wokalistki/tancerki sugestywnie poruszające tyłeczkami to wszystko była tylko oprawa sprawy dla niego najważniejszej, czyli politycznego przesłania, które skierowane jest głównie do jego rodaków. W samej muzyce można było już wyraźnie odczuć, że Seun wychodzi z cienia swego ojca. Egypt 80 brzmi dzisiaj dużo ostrzej, niemal rockowo, niż za czasów Feli. Gwoli kronikarskiej ścisłości dodajmy, że  niemal cały (z wyjątkiem utworu Opposite People) program koncertu opierał się na utworach z najnowszego albumu Seuna Kuti „A Long Way To The Beginning”.

Główne wrażenie, w odczuciu piszącego te słowa, jakie pozostawiła po sobie większość pozostałych wykonawców zagranicznych, to wielkie rozczarowanie. Mauretańska wokalistka Noura Mint Seymali i jej zespół padli ofiarą tego, co nazwał bym „klątwą Tinariven”. Chodzi tu o tuareski zespół, którego członkowie w końcu lat 90. wymienili instrumenty tradycyjne na gitary elektryczne, co przyniosło im uznanie międzynarodowe, z nagrodą Grammy włącznie. Od tego czasu nastała elektryczna moda wśród zespołów z Sahelu, liczących na powtórzenie sukcesu swego pierwowzoru. Problem w tym, że piękna, „przydymiona” barwa głosu i specyficzne frazowanie Noury Mint Seymali, zostały skutecznie zagłuszone jazgotem elektrycznych gitar.

Każdemu wolno mieć własne upodobania, recenzentowi również. Otóż niżej podpisany nie trawi muzyki koreańskiej. Jest to wyjątkowo prymitywna rytmicznie muzyka, gdzie niemal każdy utwór grany jest na dwa, a w dodatku obliczona na efekt wizualny, a nie audialny. Koreański „perkusista”, odpowiednio przyodziany, robi ceremonialny przysiad, wyciąga w górę jedną rękę, potem następną, robi zamach i buch pałką w gong. Podchodzi następny i apiać robi to samo. Litości! Można od biedy, jako ciekawostkę, zaprezentować jeden taki zespół na festiwalu, ale trzy, jak to uczynili w tym roku organizatorzy, to zdecydowana przesada. W dodatku aż cztery inne zespoły, niezależnie od ich bardzo zróżnicowanego poziomu, też wywodziły się z jednego, zbliżonego kulturowo, turecko-irańskiego obszaru geograficznego.

Z tureckiej tradycji mehter wywodzą się również cygańskie orkiestry dęte z Bałkanów. Na Skrzyżowaniu Kultur w 2008 roku gościliśmy już najsłynniejszą z nich, rumuńską Fanfare Ciocarlia, teraz usłyszeliśmy ich macedońską konkurencję, Kocani Orkestar. Jak wygląda porównanie? Rumuni mają bardziej zróżnicowane brzmienie, Macedończycy grają znacznie równiej i precyzyjniej. Oba mają ten sam problem – gdy na scenę wchodzą wokaliści rzecz zaczyna trącić z lekka knajpą.

O koncercie „Sounds Like Poland” im mniej, tym lepiej. Miejmy tylko nadzieję, że zagraniczni eksperci World Music, których licznie zaproszono na festiwal, nie wyrobią sobie na jego podstawie opinii, że tak rzeczywiście „brzmi Polska”, bo następnym razem zbiorowo odmówią przyjazdu. Na tym smutnym tle zdecydowanie wyróżniała się Banda Nella Nebbia, kierowana przez grającego na gitarze basowej Franciszka Szpilmana. Kompozycje, instrumentacja i prezentacja – wszystko tu było nietypowe, zadziorne, łamiące konwencje. Dla przybliżenia proszę sobie wyobrazić skład Nonetu, gdzie zamiast Milesa lideruje Jaco Pastorius, a młodzi punkowcy grają zaaranżowane przez Gila Evansa tematy wschodnioeuropejskie.

Dużym zaskoczeniem w sensie pozytywnym, okazał się też projekt Kolektyw Europa z udziałem ukraińskiego zespołu folklorystycznego Hulaihorod, białoruskiej wokalistki Nasty Niekrasavej, Etno-Tria Troitsa z Białorusi i naszego rodzimego zespołu R.U.T.A. Tego typu multi-narodowe i poli-zespołowe projekty często powstają „na zamówienie” z przyczyn pozamuzycznych, a ich wartość wyraża się bardziej w kategoriach ideowych niż artystycznych. Co prawda schemat koncertu tego projektu też był typowy: najpierw indywidualne występy poszczególnych wykonawców a potem numery zbiorowe, ale jego oryginalność polegała na tym, że część wspólna miała wyraźną koncepcję ideową (w tym wypadku zupełnie na miejscu) i artystyczną. Tworzył ją repertuar pieśni buntu narodów Europy Wschodniej. I tu zaczęło się dziać. Niekrasawa, która we własnym występie śpiewała a cappella białoruskie pieśni ludowe, w Kolektywie przemieniła się nagle w wokalistkę o niemal punk-rockowej ekspresji. Podobnie Ukraińcy w części zbiorowej dali czadu, którego trochę zabrakło w ich własnej produkcji.

Dość niespodziewanie – przynajmniej dla niżej podpisanego – Kolektyw Europa okazał się jedną z najjaśniejszych gwiazd 11. Skrzyżowania Kultur, przebijając swą oryginalnością i ekspresją większość gwiazd z importu.

Marek Garztecki



Zobacz również

Jazz & Literatura 2017

Trzecia edycja śląskiego festiwalu odbyła się w dn. 6 - 15 października. Więcej >>>

Ad Libitum 2016

11. edycja Festiwalu Muzyki Improwizowanej odbyła się w Warszawie w dn. 19… Więcej >>>

Jazzbląg 2016

Trzy dni, od 22 do 24 września, trwał zeszłoroczny festiwal w Elblągu.  Więcej >>>

Jamie Cullum: Finał Zadymki

Finał Zadymki miał miejsce w sali koncertowej NOSPR w Katowicach.  Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu