Festiwale

Sopot Molo Jazz 2016

Stanisław Danielewicz


Kąpielisko Morskie Sopot, które od 20 lat organizuje przywrócony do życia festiwal sopocki, zadbało w sposób szczególny, by umieścić imprezę w historycznym kontekście, co skutkowało wśród młodych pytaniami „Skąd taki pomysł? Naprawdę tak było?” Wśród tych, którzy pamiętali przełom roku 1956 w Polsce, dźwięki tradycyjnego jazzu, dosłownie wybuchające z ciężarówki, na której zmieściło się kilkunastu muzyków (w ramach „nowoorleańskiej” parady): Alexander’s Ragtime Band, Down By the RiversideWhen the Saints Go Marchin’ In – ewokowały nostalgiczne wspomnienia.

Poziom wiedzy o „tamtych” czasach lub poziom nostalgii we krwi można było znacznie powiększyć, udając się wcześniej do Muzeum Sopotu, gdzie właśnie otwarto wystawę poświęconą sopockim festiwalom 1956-57.

Wróćmy jednak do licznej grupy, ciągnącej za ciężarówką z muzykami 6 sierpnia 2016 roku, czyli w drugim dniu festiwalu. Pojazd z noworleańskim jazzem poprzedzony był trzema świetnie odrestaurowanymi osobówkami Citroen CV2, czyli kultowymi „blaszankami”. Ponieważ nie wszyscy muzycy, którzy stawili się na pochód, zdołali się na platformie ciężarówki pomieścić, kilku maszerowało za nią, dmąc w trąbki i puzony. By odwołać się do barwnej historii festiwali z lat 1956 i 1957, niesiono transparenty z „prowokacyjnymi”, jak na tamte czasy, treściami, nie mogło też zabraknąć słynnych czterech liter D U P A, które w roku 1956 spowodowały spore zamieszanie medialne. Pochód dotarł do muszli koncertowej przy molo, gdzie odegrano Swanee River i po raz kolejny mistrz ceremonii, trójmiejski klarnecista i bandleader Jerzy Detko (jeden z tych którzy z otwartymi z zachwytu ustami chłonęli jazz w Sopocie lat 1956-57) przypomniał, jakie było znaczenie tych dwóch pierwszych festiwali, dlaczego i w jaki sposób pamięć o nich przywróciło przed dwudziestu laty kilku decydentów z Kąpieliska Morskiego.

Nostalgię, reminiscencje i splot wielkiej historii z mniej formalną historią jazzu w Polsce wspomagali muzycy, których zaproszono do udziału w tegorocznym festiwalu. Wśród nich zaś wspomniany wcześniej Dave Burman, który tym razem przywiózł do Sopotu dwunastoosobową The London Vintage Jazz Orchestra. Innym uczestnikiem I Festiwalu z roku 1956 był Jan Ptaszyn Wróblewski, którego występ stanowił cream of the cream finałowego koncertu 7 sierpnia.

Sopot Molo Jazz Festival jest jednym z kilku zaledwie polskich festiwali, których publiczność nie płaci biletów wstępu. Czas i miejsce (Sopot, sierpniowy szczyt sezonu) wyraźnie określają rodzaj publiczności: przypadkowi wczasowicze, zwabieni do muszli koncertowej przy molo dźwiękami muzyki, której na co dzień raczej nie słuchają. I to, czy przez kilka godzin pozostaną słuchaczami każdego z trzech koncertów, jest wypadkową zarówno pogody (pierwszego dnia lało jak z cebra i słuchaczy było niewielu), jak poziomu wykonawców, lecz przede wszystkim stylistyki kolejnych prezentacji. Organizatorzy zdają sobie z tych uwarunkowań sprawę i chętnie zapraszają na scenę wykonawców hołdujących stylom tradycyjnym (dixieland, swing), mainstreamowych, czy ewentualnie jazz-rockowych – i to się świetnie sprawdza. Nieliczne wyjątki, gdzie kryterium artystyczne przeważyło nad stylistycznym, potwierdziły regułę, że muzyka wymagająca od słuchaczy pewnego przygotowania do słuchania jazzu – tu się raczej nie sprawdza. Stąd znakomita i wręcz natchniona muzyka w wykonaniu tria Sławka Jaskułke (lider - p, Max Mucha - b, Krzysztof Dziedzic - dr) czy wielowarstwowy przekaz znakomitego technicznie kwartetu Macieja Grzywacza (lider - g, Jakob Danielsen - ts, Daniel Frank - b, Hakon Mjaset Johansen - dr) nie były propozycjami adekwatnymi do ludycznego charakteru imprezy i przypadkowej publiczności. Co do (mocno przeważającej) reszty wykonawców – zestaw był idealny.

Pewnym zaskoczeniem był mocno amatorski charakter orkiestry Dave’a Burmana, w repertuarze swingowym z pogranicza lat 20. i 30. XX wieku. Miałem
nawet chwilowe podejrzenie, że niektórzy muzycy grają z orkiestrówek w stroju B, gdy inni korzystają z nieprzetransponowanych wersji w stroju C. Nie zawsze równo, nie zawsze czysto, ale zabawa była przednia, zaś luz wykonawców udzielił się publiczności, więc i deszcz za mocno nie przeszkadzał. Pozostali reprezentanci jazzu tradycyjnego byli już muzykami klasy profesjonalnej. Ryszard Podgórski, niegdyś trębacz gdańskiego zespołu Flamingo, a potem Akwareli Niemena, przywiózł ze Szwecji (gdzie mieszka) Sir Bourbon Dixieland Band, do którego gościnnie dołączył na chwilę Jerzy Detko - cl, voc. Bardzo dobrze przyjęto Jazz Band Ball Orchestra, do której w końcu trafił godny następca
Jana Kudyka – trębacz Bogdan Wysocki, przed laty grający w gdańskim Seaside Dixieland. Wokalista Stanley Breckenridge raczej drugorzędny…

A w innej stylistyce? Wszystkie bossa novy świata (no, prawie) w eleganckich opracowaniach zagrali Włodzimierz Nahorny - p i Janusz Strobel - g, a Detko sprytnie wymusił od Nahornego na bis wersję Jej portretu. Najbardziej lubimy to, co znamy – ale i tak Nahorny za każdym razem delikatnie niuansuje harmonię swego evergreenu. Marcin Wądołowski - g, Adam Czerwiński - dr i Piotr Lemańczyk - bg tym razem stworzyli grupę prawie heavy-metalową w programie „My Guitar Therapy”. Gdyby tylko znalazł się wokalista równie genialnie jak oni łączący elementy rocka i jazzu, plus stylowe teksty, byłby to komercyjny sukces na skalę międzynarodową, co tym trzem dżentelmenom poddaję pod rozwagę.

Kolejne dwa projekty: czterech wibrafonistów na scenie w programie „Tribute to Milian” (Dominik Bukowski, Karol Szymanowski, Bernard Masel, Irek Głyk) plus w sekcji Paweł Tomaszewski - p, Michał Barański - b, Marcin Jahr - dr; wreszcie „Illinois Jacquet In Memoriam” (saksofoniści Przemek Dyakowski, Maciej Sikała, Tomasz Grzegorski, Darek Herbasz, Irek Wojtczak, Piotr Chęcki, Michał Ciesielski, Wojciech Staroniewicz, Jan Ptaszyn Wróblewski, w sekcji: Eric Allen - dr, Wojciech Karolak - org, Marcin Wądołowski - g), przebił wszystko Ptaszyn, z pamięci odgrywając oryginalną solówkę Jacqueta we Flying Home.

A’FreAk KomEdA Project Staroniewicza słyszałem wcześniej kilkakrotnie – i za każdym razem jest trochę inaczej, a zawsze z aplauzem publiczności. Obok lidera zagrali: Dyakowski, Marcin Janek, Herbasz - ts, Do­mi­nik Bukowski - marimba, Janusz Mackiewicz - bg, Roman Ślefarski - dr, Larry Okey Ugwu - perc.

Global Schwung Quintet zagrał jako laureat corocznego przeglądu młodych zespołów bluesowych i jazzowych w Gdyni, ale entuzjazm i szacunek dla sprawności, pomysłowości i formy wzbudził 80-letni jubilat Jan Ptaszyn Wróblewski - ts, z towarzyszeniem zespołu w składzie: Henryk Miśkiewicz - as, Robert Majewski - tp, Wojciech Niedziela - p, Sławomir Kurkiewicz - b, Marcin Jahr - dr. Mam nadzieję, że tak jak współtwórcy tej imprezy Jerzy Detko i Przemek Dyakowski, Ptaszyn dożywotnio i corocznie będzie gościem sopockiego festiwalu, w formie równie wspaniałej jak obecna.

Stanisław Danielewicz



Zobacz również

Jazz Forum Showcase

Pierwsza edycja Jazz Forum Showcase powered by Szczecin Jazz odbyła się w dn. 1-3… Więcej >>>

Jazz & Literatura 2017

Trzecia edycja śląskiego festiwalu odbyła się w dn. 6 - 15 października. Więcej >>>

Ad Libitum 2016

11. edycja Festiwalu Muzyki Improwizowanej odbyła się w Warszawie w dn. 19… Więcej >>>

Jazzbląg 2016

Trzy dni, od 22 do 24 września, trwał zeszłoroczny festiwal w Elblągu.  Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu