Książki

STUART NICHOLSON: Ella Fitzgerald

Piotr Iwicki


Ella Fitzgerald. Te słowa najczęściej padają w recenzjach, które opisują znakomitą biografię Elli Fitzgerald pióra Stuarta Nicholsona, w Polsce wydaną dzięki wybornemu tłumaczeniu Andrzeja Schmidta. Premiera tej liczącej z przypisami ponad 300 stron książki miała miejsce kilkanaście lat temu w londyńskiej oficynie Victora Gollancza i już wówczas uznano ją za jedną z najciekawszych biografii jazzowych schyłku XX wieku. A w kontekście Elli Fitzgerald pozycją obowiązkową. Nic dziwnego, pozycja ta łączy w jedną lekką całość nutę biograficzną z obrazkami z życia, wypowiedzi współpracowników z opiniami krytyków.

Co najważniejsze, Nicholson napisał książkę w sposób, który nakazuje zdjąć czapkę z głowy. Z jakiego powodu? Mimo wyczuwalnego w publikacji tonu zachwytu, wręcz niekłamanego zauroczenia Ellą, nie zawahał się on wpleść słów krytycznych, zwłaszcza odnoszących się do schyłkowego estradowego rozdziału jej życia. Potrafił wyważyć między szacunkiem a uniknięciem pułapki pisania na klęczkach. A to szczególnie trudne. Na pewno istotnym jest fakt, że biografia została spisana na cztery lata przed śmiercią artystki. Niestety, to również jej wada, bowiem ten najbardziej bolesny fragment życia Elli Fitzgerald, tak skrzętnie pomijany we wszelkich opracowaniach, kiedy to ciężko schorowana, na wpół niewidoma, okaleczona gasła niemal w samotności. Czy doczekamy się wersji uzupełnionej o ostatnie cztery lata życia artystki?

Na razie cieszmy się tym, co mamy, tym bardziej że pozycja ta to dowód tytanicznej pracy autora. Dość wspomnieć, że same przypisy to dwanaście stron, wybrana dyskografia istotna dla treści literackiej tej biografii – stron osiemnaście. Jak by tego było mało, autor pokusił się o dziesięciopłytowy dekalog nagrań Elli, które winien znać każdy. Nicholson swoje dzieło budował we współpracy z najwybitniejszymi znawcami z całego świata, ale ten fakt nie dziwi, jeśli dodamy, że autor jest dziennikarzem muzycznym.

Ten angielski krytyk jazzowy, autor kilku książek o jazzie, m.in. „Jazz-Rock. A History of Jazz”, a także biografii Billie Holiday „Wishing on the Moon”, nominowanej (podobnie jak biografia Elli Fitzgerald) do tytułu Najlepszej Książki Roku przez „New York Timesa”, redaguje kolumnę poświęconą muzyce jazzowej we wpływowym „Observerze”, jak też współpracuje z „BBC Music Magazine” i „Jazzwise”, a ostatnio jego teksty coraz częściej goszczą również i w JAZZ FORUM.  I tę dziennikarską dociekliwość tutaj widać.

Strona dyskograficzna opiera się na bodaj najbardziej kompetentnej wiedzy samego Phila Schappa, zaś sam autor spędził wiele godzin na przesłuchaniu nagrań Elli dla wytwórni Decca, które udostępnił mu Ed Berger z Instytutu Studiów Jazzowych Rutgers University. Nagrania te w wielkiej części są dzisiaj niedostępne dla zwykłych jazz fanów, przez co stają się polem do spekulacji nad ich wartością. Nicholson rozwiewa plotki: „Gdy udało mi się przesłuchać sporą część tego materiału (…) byłem zdumiony spójnością i różnorodnością jej nagrań”. Autor dotarł później do licznych nagrań niepublikowanych (w tym rejestracje koncertowe), a entuzjaści jego pracy zaopatrzyli go w gigantyczną dyskografię z kilku katalogów kluczowych wytwórni z życia artystki.

Aby uniknąć subiektywizmu, wszelkie opinie (w miarę możliwości) starał się publikować na podstawie rozmów z tymi, którzy Ellę znali i z nią współpracowali. Część rozmów przeprowadził na jego prośbę Loren Schoenberg, on też pomagał organizować wywiady, jak i dokonywał wstępnej oceny tworzonego przez Nicholsona materiału, często obalając błędne teorie, nawracając z mylnych tropów. Jak wspomina autor w przedmowie, istotną osobą, z punktu widzenia merytorycznej zawartości książki, była Carolyn Williams, uznawaną za autorytet w kwestii dokonań Elli Fitzgerald w latach 40. Od strony redakcyjnej całość nadzorował Richard Wigmore.

Autor zdradza, że istotne w tworzeniu książki były opinie tych, którzy będąc przyjaciółmi i współpracownikami Elli posiadali wiedzę z pierwszej ręki – źródłową, mówi wręcz że zmieniał pod ich wpływem swoje uprzednie sądy, podążał w nowych kierunkach, często bardzo zaskakujących.

Nic więc dziwnego, że lektura „Elli Fitzgerald” wciąga. To kompendium wiedzy spisane językiem lotnym, barwnym, dogłębnym, wnikliwym. Przesłanie, a może wręcz pewne motto zawiera się w ostatnim akapicie dzieła:

Odyseja Elli wiodła ją od strasznej nędzy do luksusu Beverly Hills, przez sale tańca, mroczne nocne kluby, segregowane pomieszczenia w kraju, który ciągle był chwiejny w kwestii podziałów rasowych. Na swój własny spokojny sposób Ella stawiała czoło problemom,  jakie niosło życie czarnego człowieka w przeważająco białym społeczeństwie. Znosiła dyskryminację z godnością i oddała siebie jednakowo czarnej i białej publiczności, która w zamian przyjęła ją do serc. Była podejmowana przez najwyżej postawionych w kraju, obsypywana nagrodami, medalami, honorowymi tytułami, dowodami jej statusu występującej artystki. Uznano ją za legendę jeszcze za życia, legendę tak znaczącą, że w ostatnich latach publiczność szła nasycić się aurą fizycznej obecności jednej z największych i trwałych postaci muzyki dwudziestego stulecia.

„Nie ważne skąd przychodzisz, ważne dokąd zmierzasz” – powiedziała kiedyś. I jeżeli ktokolwiek może utrzymywać, że doszła tam, i zrealizowała Amerykańskie Marzenie, to jest to ta enigmatyczna, kryjąca się w cieniu czarna dama, zrodzona z nieprawego związku niemal osiem dekad temu w Newport News w Wirginii.
 

Mnie szczególnie intryguje słowo „enigmatyczna” bowiem wydaje się, że choć dostajemy tutaj wiele informacji z pierwszej ręki, to Ella Fitzgerald odeszła od nas jako postać nie do końca znana. Ale za to jak bardzo kochana! A niniejsza książka to pomnik dla niej, choć bez wątpienia jej pomnikiem są też miliony płyt w kolekcjach fanów na całym świecie.
Piotr Iwicki

Stuart Nicholson „Ella Fitzgerald”, tłum. Andrzej Schmidt, wyd. Pruszyński i S-ka
 


Zobacz również

Coltrane według Coltrane’a

Stanisław Danielewicz recenzuje książkę, którą opracował Chris DeVito, a przełożył na polski Filip Łobodziński. Więcej >>>

Lady Day śpiewa bluesa

Autobiografię Billie Holiday recenzuje Stanisław Danielewicz. Więcej >>>

DŽEZAKY

Festiwal Bratislava Jazz Days dla słowackich melomanów jest, jak dla nas Jazz Jamboree. Więcej >>>

TWARZE MUZYKI

W części poświęconej jazzowi szczególną uwagę przykuwają ekspresyjne portrety Tomasza Stańki. Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu