Festiwale
Nnenna Freelon
fot. Marek Romański

Tanjazz Festival 2009

Marek Romański


Afrykańskie Maroko wydaje się być najmniej odpowiednim miejscem na jazzowy festiwal. A jednak od dziesięciu lat dzięki Fundacji Lorin w Tangerze działa duży, czterodniowy festiwal grupujący artystów amerykańskich, europejskich, z udziałem także młodych, marokańskich nadziei. W tym roku odbył się w dniach 10 -13 czerwca.

Tanger jest specyficznym miejscem. W latach 40. i 50. XX w. był strefą międzynarodową otoczoną marokańskim państwem, Atlantykiem i Morzem Śródziemnym. Niskie podatki, swoboda obyczajowa, neutralność powodowały, że w tajemniczych zaułkach arabskiej Medyny odbywały się podejrzane transakcje handlowe na wielką skalę, rozmaite przekręty i oszustwa. Przed II Wojną Światową Tanger stał się bardzo modny. Wśród europejskiej i amerykańskiej elity rozpowszechniła się opinia, że wypada tam bywać, a nawet mieszkać. Egzotyczne miasto, w którym spotyka się Orient, Afryka i Andaluzja oferowało cały wachlarz rozrywek – od tych niewinnych, jak występy zespołów arabskich czy muzyki Gnawa po różne gatunki narkotyków i wyrafinowany seks.

Dzięki temu przybywali tam pisarze, malarze, muzycy, niespokojne duchy, a wreszcie zblazowani milionerzy, którzy szukali niecodziennych doznań. Stałymi bywalcami tangerskiej Medyny byli pisarze: Paul Bowles, Tennesee Williams, czy Jean Genet. William S. Burroughs stworzył właśnie w Tangerze swoją najbardziej znaną powieść „Naked Lunch”, w której opisuje z chirurgiczną dokładnością powolne pogrążanie się w narkotykowej otchłani. Wymyślone przez niego na potrzeby powieści określenie „interzone” szybko stało się synonimem międzynarodowej strefy Tangeru.

Bywali tam Eugene Delacroix, Henri Matisse, Jack Kerouac. To tam uroki Islamu poznawał piosenkarz Cat Stevens, który wreszcie przyjąwszy nazwisko Yusuf Islam przeszedł na religię Mahometa. W tamtejszej kawiarni Le Detroit (istniejącej do dzisiaj) gitarzysta The Rolling Stones Brian Jones usłyszał po raz pierwszy zespół z marokańskich gór Rif – The Master Musicians of Jajouka. Zachwycił się tak bardzo jego muzyką, że w 1969 r. (miesiąc przed własną śmiercią) nagrał i wyprodukował album tej formacji wprowadzając ją na światowe sceny. W Tangerze zresztą pomieszkiwali wszyscy Stonesi, podobnie jak Jimi Hendrix i inne sławy złotej ery rocka.

Z Polski nie jest łatwo dostać się do tego miasta. Podróżnika czeka wiele godzin spędzonych w samolotach i na lotniskach. Pierwszy etap to w miarę komfortowy lot do Paryża. Stamtąd z pewnym opóźnieniem wystartował samolot do legendarnej Casablanki. Dzisiejsza wielomilionowa metropolia niczym nie przypomina tej z filmu Michaela Curtiza, gdzie Rick Blaine grany przez Humphreya Bogarta miota się między miłością do Ilsy Lund (Ingrid Bergman) a lojalnością wobec swej nonkonformistycznej młodości (w filmie symbolizowanej przez przywódcę ruchu antynazistowskiego Victora Laszlo). Dziś Casablanca to hałaśliwe, przeludnione miasto, w którym nie ma już miejsca na prawdziwą Rick’s Cafe (choć nawiązujących do niej nazwą lokali jest tam kilka). Stąd samolot leci już bezpośrednio do Tangeru.

*       
Po wyjściu z hotelu od razu dostałem się w wir życia arabskiego miasta. Tuż obok zaczynał się suk, czyli gwarny bazar, na którym można było kupić niemal wszystko – od tradycyjnych naczyń, berberyjskiej biżuterii, przez przyprawy, owoce, dywany, wzorzyste tkaniny po żywe kurczęta, kozy, czy króliki.

Medyna to prawdziwy labirynt wąskich uliczek, które często kończą się ślepymi zaułkami. Wszędzie atakują zapachy, kolory, dźwięki, a wreszcie miejscowi „przewodnicy”, którzy oferują swoje „przyjacielskie” usługi w oprowadzaniu po mieście, co kończy się zwykle próbą wyłudzenia pieniędzy.

Większość wydarzeń związanych z festiwalem zorganizowano w pałacu sułtana Moulaya Hafida zamienionym na Centrum Włoskie (Palais des Institutions Italiennes). Mieści się tam kilka sal koncertowych różnej wielkości, restauracja, duże patio wysadzane tropikalną roślinnością i wreszcie spora estrada na świeżym powietrzu (scena Comarit). Inne miejsca związane z festiwalem to duża scena na jednym z głównych placów Tangeru Place des Nations, a także liczne kawiarnie i restauracje rozsiane po mieście, wśród ich oczywiście także Le Detroit. Koncerty często odbywały się jednocześnie w kilku miejscach, dlatego nie sposób było być na nich wszystkich.

W Centrum Włoskim imprezę rozpoczął występ kwartetu Milano Swingtet. Kierowany przez gitarzystę Stana Caracciolo zespół zaprezentował zestaw stylowo wykonanych standardów dixielandowych i z epoki swingu. W występie Włochów było coś z klimatu Hot Club de France, a widok tańczących par na otoczonym palmami podeście przypominał czasy „Interzony”.

Na scenie BMCI mieszczącej się już w pałacu Moulaya Hafida śpiewały trzy urocze damy – Martineke Kooistra, Amanda Fahey i Deborah Benasouli tworzące międzynarodowy tercet wokalny Sweet System. W ich wykonaniu ponownie zabrzmiał repertuar z epoki swingu – standardy Ellingtona, Goodmana, Basie’ego zostały zaśpiewane z wdziękiem, werwą i odrobiną sex appealu.

Wieczorem występowały jeszcze w mniejszych salach o klubowym charakterze młode zespoły Trio Martinez & Dominique Rieux oraz Le Gros Tube.

Dzień następny (11 czerwca) upłynął pod znakiem swingu, sinatrowskiego szarmu i bluesa. A rozpoczął go Ray Gelato ze swoim zespołem The Giants na otwartej scenie Comarit. Lider – jedna z kluczowych postaci brytyjskiej sceny neoswingowej i jump – dziś łączy z powodzeniem atomową energię jump bandów ze swingowym rozkołysaniem i elegancją Sinatry. Radził sobie równie dobrze na saksofonie tenorowym, jak i w roli wokalisty. W wykonaniu jego septetu usłyszałem szeroki wachlarz standardów – od Basin Street Blues, przez As Time Goes By po kompozycje Donalda Fagena.

W pałacu Moulaya Hafida, w wysadzanym palmami patio rozbrzmiały pierwsze dźwięki koncertu Janice DeRosy, amerykańskiej wokalistki zamieszkałej w Paryżu. Janice obdarzona jest silnym, lekko matowym głosem, który znakomicie pasuje do przesyconego bluesem i rhythm ’n’ bluesem repertuaru. Wśród wielu utworów wykonanych przez zespół Amerykanki znalazła się także surowa, bluesowa i niezwykle intrygująca wersja Little Wing Hendriksa. W przyjętej konwencji grupa czuła się znakomicie, zwłaszcza na ciepłe słowa zasługiwała precyzyjna, często przemycająca funkową pulsację sekcja rytmiczna.

Po zakończeniu płatnych koncertów w licznych zakamarkach labiryntowego Centrum Włoskiego odbywały się jam sessions, w których brylowali młodzi muzycy – zarówno miejscowi, jak i przybysze z Francji (m.in. zespoły Tzwing, Trio Martinez & Dominique Rieux, Massilia Jazz Quartet, Ayoka). Czasem do tego towarzystwa dołączali także bardziej doświadczeni artyści – jam sessions, mocno zakrapiane miejscowym winem i piwem trwały aż do rana (Włoskie Centrum było jednym z nielicznych miejsc, gdzie można było nabyć alkohol, generalnie w tym muzułmańskim kraju trudno dostępny).

12 czerwca wybrałem się na krótką wycieczkę, do oddalonego o niespełna 100 km Tetuanu. To miasto o porównywalnej wielkości do Tangeru ma jednak zupełnie inny charakter – zbudowane kaskadowo na zboczach gór Rif zamieszkane jest głównie przez miejscowych, a w tym sporą mniejszość berberyjską. Dzięki temu łatwo tam podpatrzeć elementy miejscowej kultury, usłyszeć charakterystyczną dla górali z Rifu suficką muzykę religijną, a nawet pieśni Gnawa – społeczności wywodzącej się z czarnych mieszkańców północnej Afryki. Ich muzyka pełna jest bólu i cierpienia, w czym przypomina amerykańskiego bluesa, choć brzmieniowo łączy w sobie wpływy orientalne z afrykańskimi.

Wieczorem znów koncerty Tanjazzu – na jednym z centralnych placów tangerskiego Nouvelle Ville (nowego miasta) Place Des Nations wystąpiła legenda amerykańskiego funku Mandrill. Formacja ta, założona w 1968 r. przez pochodzących z Panamy braci Rica - sax, voc, Lou - tp, voc i Carlosa - tb, voc Wilsonów na nowojorskim Brooklynie, zyskała status niemal kultowy na Wschodnim Wybrzeżu. Łącząc funk z psychedelią, wpływami takich zespołów jak Parliament czy Funkadelic, muzyką karaibską, afrykańską, czy wreszcie jazz-rockiem, stała się jednym z najoryginalniejszych zespołów lat 70.

Dziś nadal trzon zespołu stanowią wspomniani bracia Wilson (dołączył jeszcze najmłodszy Wilfredo na basie i perkusjonaliach), a oprócz nich jeszcze sporo nowych nabytków jak Gemi Taylor - g, Arlan Schierbaum - p, keyb, Keith Barry - viol, czy atomowy perkusista Lamont Sydor. Była to ostra, funkowa jazda ubarwiana latynoską i afrykańską rytmiką, jazzowymi solówkami instrumentów dętych i skrzypiec. Nie zabrakło hitów z całej kariery zespołu.

Wieczorem już w pałacu Moulaya Hafida po wstępie grającej na świeżym powietrzu grupy perkusyjnej Batucada Bandana (pochodzi z Lyonu, ale tworzą ją muzycy z całego niemal świata) wystąpiła Nnenna Freelon. Amerykańska wokalistka zaprezentowała głównie repertuar z poświęconej Billie Holiday płyty „Blueprint Of A Lady” – przejmujące interpretacje utworów wykonywanych ongi przez Lady Day – God Bless the Child, Lover Man, Don’t Explain i wiele innych. Mnie najbardziej przypadły do gustu budząca ciarki na plecach wersja Strange Fruit i rozmarzona, orientalna Caravan.

Największą gwiazdą ostatniego dnia festiwalu Tanjazz była obdarzona potężnym głosem i niesłychaną charyzmą sceniczną wokalistka Shakura S’Aida. Dziś jest to jedna z najciekawszych postaci amerykańskiego bluesa. Urodzona w Nowym Jorku, większość życia spędziła w Kanadzie i Europie. Jej wzory to wielkie wokalistki bluesowe Big Maybelle, Memphis Minnie, czy Big Mama Thornton. Większość repertuaru, który znalazł się na jej debiutanckiej płycie „Blueprint” (2008), i który zabrzmiał w sali BMCI Włoskiego Centrum, był także śpiewany przez te damy.

Shakura to prawdziwy wulkan energii, którą porwała gorącą tangerską publiczność do tańca. Oczywiście nikt nie chciał jej zbyt szybko ze sceny wypuścić, dlatego jej koncert zakończył się późnym wieczorem.

Do hotelu wracałem więc już dawno po ostatniej modlitwie rozlegającej się z licznych minaretów Medyny. Pomimo tego ulice Tangeru pełne były ludzi, bo to afrykańskie miasto nigdy tak naprawdę nie zasypia.

Marek Romański


Artykuł opublikowany w JAZZ FORUM 7-8/2009


 


Zobacz również

Jazz Forum Showcase

Pierwsza edycja Jazz Forum Showcase powered by Szczecin Jazz odbyła się w dn. 1-3… Więcej >>>

Jazz & Literatura 2017

Trzecia edycja śląskiego festiwalu odbyła się w dn. 6 - 15 października. Więcej >>>

Ad Libitum 2016

11. edycja Festiwalu Muzyki Improwizowanej odbyła się w Warszawie w dn. 19… Więcej >>>

Jazzbląg 2016

Trzy dni, od 22 do 24 września, trwał zeszłoroczny festiwal w Elblągu.  Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu