Festiwale
Joe Lovano
fot. Henryk Malesa

The Hague Jazz 2009

Jan Minkiewicz


Kiedy North Sea Jazz przeniósł się do Rotterdamu, niektórzy w Hadze nie chcieli tego zaakceptować. Postanowili organizować okrojony festiwalik w okrojonym haskim centrum Congresgebouw. W weekend 22 i 23 maja br. odbył się już czwarty The Hague Jazz Festival w World Forum – czyli byłym Congresgebouw. Dwa dni, 12 scen, 91 zespołów, to mini-wydanie North Sea. Tylko zdecydowanie mniejszy tłok, więc prawie każdy koncert łatwo dostępny.

Pod kilkoma względami The Hague Jazz przypomina North Sea. Dzienne programy drukowane są w podobnych bloczkach.
Podział koncertów na poszczególne sceny jest kopią dawnego festiwalu. Na przykład duże koncerty odbywają się w tej samej co dawniej dużej sali teraz zwanej „Chez Ella”, a w tych samych co kiedyś salach w piwnicy gra się prawdziwy jazz, bebop i późniejsze kierunki. Tylko dawniej były to sale „Paulus Potter” i „Jan Steen”, a teraz nazywają się „Louis’ Basement” i „Nina’s Overnight”.

Właśnie w „Louis’ Basement” słuchałem najciekawszych koncertów. W piątek jako pierwsza wystąpiła szara eminencja holenderskiego jazzu, pianista Jasper van’t Hof – na rozgrzewkę przed niesamowicie energiczną grupą Dizzy Gillespie All Stars. James Moody na saksofonie, Slide Hampton na puzonie i Greg Gisbert na trąbce pokazali, jak nie do zdarcia są genialne kompozycje Dizzy’ego. Z brawurą zagrano Groovin’ High, a Salt Peanuts w wykonaniu Slide’a Hamptona zabrzmiało, jakby sam Gillespie krzyczał do mikrofonu. W sekcji rytmicznej grali: John Lee - b, Cyrus Chestnuta - p i Vincenta Ectora – dr.

Dave Holland Quintet
(Chris Potter - tp, Robin Eubanks - tb, Steven Nelson - vib i Nate Smith - dr) to jak zwykle idealna otoczka dla melodyjnej i klarownej gry lidera na basie. Zespół wykonał głównie materiał z ostatnich płyt wydanych przez własną wytwórnię Hollanda, Dare2 Records.

Joe Lovano również przemieszcza się z jednego festiwalu na drugi. W Hadze wystąpił z młodą gwiazdą Esperanzą Spalding na basie. Raz spoglądając nieśmiało, raz wyzywająco, wydaje się ona grać z ogromną łatwością. Z dwoma perkusistami, Francisco Melą i Otisem Brownem III oraz Jamesem Weidmanem na pianinie solidny koncert zagrała grupa Joe’ego Lovano US5.

Nie wszędzie z kolei można spotkać Klausa Doldingera. Ten 73-letni niemiecki weteran saksofonu wystąpił w Hadze ze swoim zespołem Passport. Przechadzając się nerwowo po scenie dopingował muzyków do zwiększania tempa. Rezultatem był melodyjny, pulsujący koncert jazzu z elementami rocka. Muzyka zachęcająca do tańca. Pozostając przy fusion, Syndicate, już niestety bez Zawinula, ale stale z Alegre Correą na gitarze, zagrał koncert poprawny. Yellowjackets natomiast, w żelaznym, nieodmiennym składzie, jak zawsze rozkręcił publiczność swoją dynamiką. Należy jeszcze wymienić trio Geri Allen z Darrylem Hallem na basie i z dwoma gośćmi: tap-dancerem Mauricem Chestnutem i Tineką Postma na saksofonie. I jeszcze Sabrina Starke, młoda rotterdamska śpiewaczka soul i bluesa. Uchodzi za wielki talent, o czym świadczy konkretne zainteresowanie nią firmy Blue Note. Głos ma dobry, ale jeszcze niedoszlifowany. Ponadto akompaniowała jej raczej mało zgrana zbieranina muzyków. 

Przy wyjściu z podziemia World Forum znajduje się na parterze sala „Chez Ella” dla większych i bardziej spokojnych koncertów. Takich jak na przykład występ 91-letniego, ale wciąż „nie do zdarcia” pianisty Hanka Jonesa z holenderską Metropole Orchestra. Słuch, sprawne palce i lekkość grania jakoś go nie opuszczają. Albo ambasadorka kultury Dee Dee Bridgewater z koncertem muzyki z różnych krańców świata.

Ekwilibrysta trąbki Hugh Masekela z RPA zagrał koncert z okazji swoich 70 urodzin. A zaczął karierę jako 15-latek otrzymując pocztą trąbkę od Satchmo, który wówczas miał oczywiście do RPA wstęp wzbroniony. Masekela wiele lat przebywał na wygnaniu, a teraz wrócił do swego kraju i przeżywa drugą młodość. Jego mieszanka rytmów afrykańskich i jazzu jest porywająca.

Na zakończenie dwa koncerty wokalne, ale jak różne. Zespół Take 6 zaserwował huczny, wesoły i głośny koncert gospelsów i bluesów. Natomiast Ron McKuen zaśpiewał cichym, ale niebywale czystym głosem evergreeny. Ta chodząca encyklopedia piosenek amerykańskich niewiele ma wspólnego z jazzem, ale warto było zobaczyć go i posłuchać.

Na koniec kilka refleksji. W porównaniu z molochem North Sea Jazz, haski festiwal jest przyjemną i dostępną imprezą. Program wyglądał jednak na trochę niezrównoważony, bowiem większość gwiazd wystąpiła już w piątek, przez co sobota stała się mniej atrakcyjna. Zabrakło też katalogu i solidnej informacji o składach zespołów. Te pojawiły się dopiero po festiwalu na stronie internetowej. Rozczarowaniem były również jam sessions, na które nie przyszły żadne gwiazdy. The Hague Jazz rozmiarowo należy do sieci małych festiwali jazzowych. Jeśli chodzi o styl, stara się może zbytnio imitować North Sea zamiast szukać własnej kameralnej atmosfery i przybliżać muzyków i publiczność do siebie. Ale kto wie, jak będzie w przyszłym roku.

Jan Minkiewicz


 


Zobacz również

Jazz Forum Showcase

Pierwsza edycja Jazz Forum Showcase powered by Szczecin Jazz odbyła się w dn. 1-3… Więcej >>>

Jazz & Literatura 2017

Trzecia edycja śląskiego festiwalu odbyła się w dn. 6 - 15 października. Więcej >>>

Ad Libitum 2016

11. edycja Festiwalu Muzyki Improwizowanej odbyła się w Warszawie w dn. 19… Więcej >>>

Jazzbląg 2016

Trzy dni, od 22 do 24 września, trwał zeszłoroczny festiwal w Elblągu.  Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu