Książki

TOMASZ STAŃKO, RAFAŁ KSIĘŻYK: Desperado

Marcin Waligóra


Kupiłem sobie kiedyś, na początku lat 90., kasetę magnetofonową z dość obleśną, trzeba przyznać, okładką. Była to „Music For K” (wydana przez Power Bros). Nie słyszałem nigdy wcześniej takiej muzyki. Później zresztą też nie. Nie wiedziałem też, kim jest Tomasz Stańko. Trudno mi dziś samemu uwierzyć, że nie miałem też skąd zdobyć jakichkolwiek informacji na jego temat (pre-internet era!). Przez pewien czas nie wiedziałem nawet jak wygląda. Od początku był dla mnie dość mistyczną postacią bez twarzy. I muszę powiedzieć, że kiedy powoli zacząłem dowiadywać się kim był, kim jest, jak niemal nigdy, nie zawiodłem się. Latami zdobywałem coraz więcej informacji, przesączających się powoli wraz z kolejnymi słuchanymi płytami. Widziałem go na koncertach.

Dawniej dość bezkrytycznie myślałem o nim chyba jako o „wcieleniu prawdziwego artysty”. Dzisiaj niewielu wybaczyłbym taką bezpośrednią, czasem pozbawioną dystansu, retorykę, w której mówi się nieco wzniośle „o sztuce”, „inspiracji”, „emocjach”. Ale kiedy mówi o tym Stańko, wciąż słucham go jak nastolatki słuchają idoli. Spijam jego każde słowo. Czekam nawet na każde „kurwa” i „pierdolę”.

Tomasz Stańko ma 68 lat. Przeprowadzony przez Rafała Księżyka, wydany przez Wydawnictwo Literackie wywiad-rzeka „Autobiografia. Desperado” bez wątpienia jest formą podsumowania. Stańko mówi wiele o swoim życiu, którego część można zapewne zamknąć w wypowiedzianym przez niego samego zdaniu: „byłem upierdolony non-stop”. Zdziwiłem się, prawdę mówiąc. Czasem dochodziły mnie jakieś słuchy o uzależnieniach, narkotykach i wódzi, ale skala jest porażająca.

Przeczytawszy odstraszającą, pretensjonalną zajawkę na czwartej stronie okładki: „Wybrałem życie desperado. Na granicy. Tuż przy śmierci”, obawiałem się, że będzie trochę nazbyt patetycznie. Na szczęście jednak ten wywiad świetnie się broni przed kiczem. Stańko potrafi dobrze mówić. A fragmenty, w których opowiada o autodestrukcyjnych zapędach pozwalają i na takie podsumowania. Jego życie, muzyka, światopogląd składają się w zamkniętą, archetypiczną formę. Ten rodzaj dogłębnej, czasem autentycznie ryzykownej, autokreacji obejmującej życie i muzykę sprawia, że Stańko jawi mi się jak jakaś pełnia, symbol.

Osobiście za najważniejsze uważam wypowiedzi Stańki, które dotyczą samej muzyki. Zarówno w odniesieniu do konkretnych albumów, jak i do natury improwizacji i muzyki jako takiej. Znakomite, przemyślane wypowiedzi praktyka, bez nadmiernego teoretycznego wymądrzania się. Stańko dostarcza jakiegoś klucza do słuchania tej muzyki. Tak chyba dobrze jest zresztą czytać tę książkę – słuchając sobie płyt.

Ta książka jest świetna także ze względu na profesjonalizm i erudycję Rafała Księżyka, który subtelnie dba o strukturę, umiejętnie wracając do wątków zgubionych gdzieś na chwilę w toku wypowiedzi.

Desperado. Wgniata w fotel.

Marcin Waligóra


Opublikowane w JAZZ FORUM 7-8/2010


Zobacz również

Coltrane według Coltrane’a

Stanisław Danielewicz recenzuje książkę, którą opracował Chris DeVito, a przełożył na polski Filip Łobodziński. Więcej >>>

Lady Day śpiewa bluesa

Autobiografię Billie Holiday recenzuje Stanisław Danielewicz. Więcej >>>

DŽEZAKY

Festiwal Bratislava Jazz Days dla słowackich melomanów jest, jak dla nas Jazz Jamboree. Więcej >>>

TWARZE MUZYKI

W części poświęconej jazzowi szczególną uwagę przykuwają ekspresyjne portrety Tomasza Stańki. Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu