Książki

Tomasz Zalewski „Harlem”, Warszawa,
Grupa Wydawnicza Foksal, 2014

Recenzję opublikowano w numerze 1-2/2015 Jazz Forum.


Tomasz Zalewski: Harlem

Andrzej Dorobek


Niniejsza książka ukazała się w serii „Terra incognita” (Ziemia nieznana) – czyli pod szyldem wydawniczym, który słusznie mógłby się wydać niezrozumiały wszystkim postrzegającym Harlem jako powszechnie znane i dokładnie, zdawałoby się, opisane afroamerykańskie getto Nowego Jorku. Historyczna prawda o tej dzielnicy jest jednak bardziej złożona – może nawet nieoczekiwana.

Trudno mianowicie tę centralną część Manhattanu, leżącą w samym sercu największej metropolii USA, uznać za typowy przykład getta, z którym kojarzymy na ogół wielkomiejskie ubóstwo, brud i niekontrolowaną przestępczość. Okazuje się, że nazwa „Harlem” pochodzi od holenderskich kolonistów – założycieli Nowego Amsterdamu, przemianowanego później na Nowy Jork. W neoklasycystycznym Jumel Mansion, w początkowej fazie wojny o amerykańską niepodległość, miał kwaterę George Washington – w The Grange, przy obecnej 140 Ulicy, mieszkał zaś inny ojciec-założyciel USA, Alexander Hamilton.

W XIX wieku powstał tu największy w Nowym Jorku teatr muzyczny, a na początku XX, kiedy to większość populacji stanowili Włosi, Irlandczycy i Żydzi z Europy Środkowej, dorastali w Harlemie tacy luminarze kultury amerykańskiej, jak bracia Marx albo Richard Rodgers, czy George Gershwin. Między I a II Wojną Światową, wtedy już zamieszkała głównie przez kolorowych, dzielnica stała się natomiast kolebką ruchu Harlem Renaissance, który uświadomił białym uniwersalne, autonomiczne wartości kultury afroamerykańskiej (dzięki poezji Langstona Hughesa albo inscenizacji „Makbeta”, dokonanej przez Orsona Wellesa w 1936 roku, a umiejscowionej w realiach Haiti z czarnoskórymi aktorami we wszystkich rolach). Po 1945 roku bywało różnie – najgorzej chyba w latach 70., kiedy to Harlem istotnie zaczął przypominać zrujnowane, wyludniające się getto – choć w ostatniej dekadzie XX wieku nastąpił ponowny rozkwit.

Wszystkie te etapy dziejów Harlemu obejmuje barwna, wielowątkowa narracja Tomasza Zalewskiego, amerykańskiego korespondenta „Polityki”. Na łamach macierzystego tygodnika zajmuje się on głównie problematyką społeczno-polityczną – toteż, relacjonując owe dzieje, szczególną uwagę poświęca segregacji rasowej w perspektywie historycznej, bojownikom o jej zniesienie w rodzaju Malcolma X, działalności czarnoskórych gangsterów (takich, jak Frank Lucas – bohater Oscarowego filmu Ridleya Scotta), czy też tak zwanej gentryfikacji i wynikającym z niej zagrożeniom dla afroamerykańskiej tożsamości tej dzielnicy. Podstawą jego wywodu jest w pewnej mierze obserwacja uczestnicząca, materiały czerpie bowiem zarówno ze źródeł drukowanych, jak i z licznych rozmów przeprowadzonych podczas wielomiesięcznego pobytu w Harlemie.

Wszelako historia rzeczonej dzielnicy to poniekąd historia amerykańskiego jazzu. Tutaj przecież znajduje się Swing Street (odcinek 133 ulicy między Lenox a Siódmą Aleją) i tutaj w latach 1923-36 działał słynny Cotton Club, skąd w 1927 roku nadano pierwszą radiową audycję jazzową. Autor, nie dysponując w tej mierze wiedzą specjalistyczną, często – i słusznie – odwołuje się do klasycznej pracy J.E. Berendta „Wszystko o jazzie...” (w przekładzie Stanisława Haraschina), dodaje też jednak wiele istotnych smakowitych szczegółów z innych źródeł. Dowiadujemy się zatem, że w 1933 roku, w klubie prowadzonym przez popularną piosenkarkę Monette Moore, zadebiutowała siedemnastolatka z gardenią we włosach. Wokalistka, znana wkrótce jako Billie Holiday, z miejsca usunęła w cień właścicielkę, zmuszoną tym sposobem do zamknięcia lokalu. Że do The Cotton Club, zgodnie z obowiązującą tam polityką segregacji rasowej, nie wpuszczono kiedyś W.C. Handy’ego, którego utwory grał tam akurat czarnoskóry zespół. Że gdy Dizzy Gillespie oznajmił komisji poborowej, iż nie wie, jak by się zachował, znalazłszy się z bronią w ręku wśród białych żołnierzy amerykańskich, uznano go za niezdolnego do służby z racji „zaburzeń umysłowych”.

Wędrujemy też na wierzchołek Sugar Hill, najbogatszej części Harlemu, gdzie pod numerem 555 mieszkał Count Basie. Zaglądamy do Bill’s Place, figurującego w Internecie na szczycie listy „Jazz clubs in Harlem”, którego gospodarzem jest saksofonista Bill Saxton, a gośćmi – głównie biali, albowiem, jak Bill gorzko konstatuje, czarna młodzież woli raczej hip-hop i heavy metal. Odwiedzamy wreszcie Abyssinian Baptist Church, gdzie odbył się ślub Nat King Cole’a i pogrzeb Counta Basie’ego, gdzie na organach grał Fats Waller, a na trąbce – Wynton Marsalis z towarzyszeniem swych braci. Bo też, jak twierdzi głowa ABC, pastor Calvin Butts, „jazz to sztuka prawdziwie boska” (s. 103) – choć książkę, w której znalazł się ten wymowny cytat, wypadałoby polecić nie tylko wyznawcom religii jazzu, lecz wszystkim zainteresowanym kulturą amerykańską sensu largo.

Andrzej Dorobek



Zobacz również

DŽEZAKY

Festiwal Bratislava Jazz Days dla słowackich melomanów jest, jak dla nas Jazz Jamboree. Więcej >>>

TWARZE MUZYKI

W części poświęconej jazzowi szczególną uwagę przykuwają ekspresyjne portrety Tomasza Stańki. Więcej >>>

JAZZ WE WROCŁAWIU 1945-2000

Mamy kolejne dzieło wzbogacające historię jazzu w Polsce. Więcej >>>

Zima w Lizbonie

Bohaterem powieści jest jazzowy pianista. Jednak jazz to wdzięczny pretekst, nie zaś temat wiodący. Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu