Coda
fot. Marek Karewicz

Włodzimierz Wander

Marek Gaszyński


Saksofonista legendarnych zespołów Niebiesko-Czarni i Polanie zmarł w Chicago 29 listopada 2020.

Włodek Wander miał 81 lat. Był jednym z prekursorów polskiego big-beatu. Grał w dwóch legendarnych zespołach lat 60. – rock and rollowych Niebiesko-Czarnych i rhythm and bluesowych Polanach, a także w efemerycznej grupie Nowi Polanie oraz Wanderpol.

Urodził się 19 kwietnia 1939 roku w Łodzi. Uczył się w dzieciństwie gry na skrzypcach i fortepianie, ukończył Średnią Szkołę Muzyczną w klasie fortepianu. Był dzieckiem jazzu – debiutował w 1959 roku w łódzkim zespole dixielandowym Tiger Rag, krótko grał w Modern Jazz Swing (w obu na klarnecie), by dołączyć do Niebiesko Czarnych. „W roku 1962 na wiosnę grałem w gdańskim klubie studenckim Żak – było to zastępstwo za Zbyszka Namysłowskiego. Jesienią dostałem telefon of Franciszka Walickiego, który zaprosił mnie na przesłuchanie saksofonistów do zespołu Niebiesko-Czarni. I zostałem tam na kilka lat”.

Drogą od jazzu do rock and rolla poszło wielu muzyków z Czerwono-Czarnych: pianista Józef Krzeczek i saksofonista Przemysław Gwoździowski grali wcześniej w nowohuckim Kolorowym Jazzie, saksofonista Mirek Wójcik debiutował w zespole Wicharego, trębacz Maciej Kossowski był najpierw członkiem zespołu Tralabomba Jazz, a gitarzysta Piotr „Pecia” Puławski najpierw grał na banjo, zajął pierwsze miejsce w Turnieju Wokalistów Jazzowych.

Również w Niebiesko-Czarnych grali ex-jazz­mani: gitarzysta Janusz Popławski przyszedł z Big Bandu Jana Tomaszewskiego, perkusista Andrzej „Nepek” Nebeski wcześniej grał z jazzowym pianistą Włodzimierzem Gulgowskim. Dzięki takim muzykom – na jazzie kształconym – niektóre wczesne nagrania naszych „kolorowych” zespołów, oparte na pulsującym swingu sekcji rytmicznej, brzmią do dziś niemal porywająco.

Wander grał w N-C pełnym tonem, wzorował się na chrapliwym stylu modnego wówczas amerykańskiego wirtuoza saksofonu Earla Bostika, który grał co prawda na alcie, ale brzmiał niezwykle efektownie. Wander „grał Bostikiem”, choć potrafił grać „pod” Bena Webstera lub Colemana Hawkinsa. Wolał jednak utwory szybkie i dynamiczne. Wander: „Saksofon w zespole rock­androllowym musiał wtedy grać w sposób agresywny, a nie jak w jazzie uspokajająco, trzeba było mieć opanowane do perfekcji staccato i poza tym instrument musiał chrypieć”.

Pierwsze nagranie studyjne Wandera z N-C to Mamo, nasza mamo. Ta mała płytka, tak zwana „czwórka”, pobiła wtedy wszelkie rekordy nakładu.

W połowie lat 60. rosła rola instrumentów dętych w rock and rollu. Franciszek Walicki, twórca i menedżer N-C, po odejściu Jerzego Kosseli do służby wojskowej powierzył rolę kierownika muzycznego właśnie Wanderowi. W tym okresie N-C odnosili swoje pierwsze wielkie sukcesy, głośny był ich wyjazd do Paryża na koncerty w słynnej Olympii (na jednej z pamiątkowych fotografii obok Włodka Wandera i jego kolegów z N-C stoi debiutujący na europejskich estradach, 13-letni… Stevie Wonder!).


fot. Marek Karewicz 

Włodek stał się jedną z pierwszoplanowych postaci zespołu. Do dziś wspominane jest jego ekspresyjne intro i solo w pierwszej autorskiej piosence Czesława Niemena Wiem, że nie wrócisz. Włodek nie był kompozytorem tak płodnym jak Niemen czy Podgajny, z N-C nagrał jedynie trzy swe kompozycje: Dominika, MgłaPodobni do mew.

Jego wielką zasługą było wprowadzenie do składu N-C dziewczęcej grupy wokalnej Błękitne Pończochy. O jej stworzenie prosił Czesław Niemen, który słuchał głównie czarnego rhythm and bluesa, gdzie grupa wokalna mocno wspierała śpiewającego solistę (jak np. u Raya Charlesa). Niemen szukał własnego stylu, swojej drogi, budował swój styl. A śpiewanie na tle chórku znacznie przyspieszyło pozytywny efekt tych poszukiwań. Dodajmy, że członkini chórku Ada Rusowicz została solistką N-C oraz muzą… Czesława Niemena.

Mimo przebojowych piosenek, udanych koncertów i pozytywnych recenzji, w N-C od 1963 nie działo się najlepiej. W dwugodzinnym koncercie każdy z solistów miał dla siebie nie więcej niż 15 minut na scenie. Majdaniec, Rusowicz, Korda, Burano, Niemen, Janczerski – chcieli śpiewać więcej, a soliści instrumentaliści: Podgajny, Popławski, Wander chcieli grać utwory solowe, nie tylko w akompaniamencie.


Polanie: Piotr Puławski, Zbyszek Bernolak, Włodzimierz Wander, Wiesław Bernolak, Andrzej Nebeski

Wander: „Postanowiliśmy zrobić nową grupę, mniejszą, lepszą muzycznie ciekawszą, nie sterowaną odgórnie”. Zafascynowani tą ideą dwaj Niebiesko- Czarni: Nebeski i Zbyszek Bernolak oraz dwaj muzycy z C-C, Puławski i Wiesław „Wienio” Bernolak, odłączyli w 1965 roku od grup macierzystych i stworzyli zespół Polanie. Wander: „Rodził się biały soul i biały rhythm and blues, i to – a nie łatwe piosenki – nas wtedy interesowało”. Włodek znów został kierownikiem muzycznym, nareszcie nie miał nad sobą żadnego decydenta, bo menedżer Ryszard Kozicz w sprawy artystyczne nie wnikał. Polanie często występowali w tzw. Europie Zachodniej, gdzie zarabiali „prawdziwe pieniądze”. W zdobywaniu kontraktów zagranicznych wiele dobrego zrobiły Polanom wspólne koncerty z Animalsami, którzy gościli w Polsce w 1965 roku. Muzycy obu zespołów zaprzyjaźnili się, a Piotr Puławski otrzymał od Erica Burdona piękną gitarę…

Na szczęście częste wyjazdy do RFN (występowali m.in. w Hamburgu w kultowym Star-Clubie, gdzie wcześniej rezydowali Beatlesi!), Danii, Francji, liczne i długie trasy po Związku Radzieckim nie doprowadziły do utraty popularności w Polsce. Może jedynie ograniczyły ilość nagrań, bo jeden longplay i kilka singli to na pewno za mało jak na tak dobry zespół. Wander w Polanach rozwinął swój talent kompozytorski, ale i tak w porównaniu do Poznakowskiego czy Krajewskiego, była to skromna garstka piosenek. Z Polanami nagrał cztery własne utwory: Naprawdę nie wierzę, Ciebie wybrałem, Niedziela na wsiJuż nie czekaj.

Komercyjne trasy po Związku Radzieckim niestety oznaczały początek końca zespołu. Były to serie koncertów typu estradowego, mające niewiele wspólnego z rock and rollem i rhythm and bluesem. Chodziło o to, by na estradę wpuścić własne żony. Wander Danę Lerską, a Zbyszek Bernolak – Reginę Pisarek. Panie śpiewały słodko albo dramatycznie. Po zakończeniu jednej z tras koncertowych żony powiedziały „dosyć”. Chciały mieć mężów w domach. I to był prawdziwy koniec zespołu. Było jeszcze kilka prób reaktywowania pod nazwą Nowi Polanie, ale żadna z nich nie była udana. Janusz Popławski, kolega z N-C, tak skwitował krótką historię Polan: „Czas pokazał, że wybujałe ambicje artystyczne szybko zaowocowały rozpadem tego nowoczesnego zespołu, który całkiem liczna grupa fanów wspomina po dziś dzień, jako jedną z najlepszych formacji w historii polskiego rocka”.

Ostatni zespół Wandera to Wanderpol, ze wszystkich, w których grał, najsłabszy muzycznie, w zasadzie bez własnego stylu, służący różnym celom zależnie od okoliczności: jako grupa akompaniująca solistom, jako zespół klubowy grający do tańca czy – gdy idą święta narodowe USA lub Polski – wykonujący hymny i pieśni religijno-patriotyczne. Zawsze w składzie tego zespołu byli Dana Lerska i Włodzimierz Wander, bo oni byli właścicielami tej nazwy.

Wanderpol powstał w Polsce w roku 1969, jego życie było burzliwe i pełne zmian, wyjazdów i powrotów, różnych życiowych „ups and downs”, a ustabilizowało się dopiero w USA, gdzie Wander osiadł w roku 1977. Całkowita normalizacja trwała od roku 1989 gdy kupił mieszczący się w Chicago klub muzyczny pod nazwą Cardinal. Kupując to miejsce Wander miał przed oczami dwa cele: pracę dla rodziny i przyjaciół oraz miejsce, w którym zatrudnienie znajdą polscy muzycy przebywający w USA na stałe lub tymczasowo.

Wiele razy byłem gościem w Cardinalu, za każdym razem występowali tam inni artyści: Klenczon, Krawczyk, Stan Borys, Kasia Sobczyk, Karin Stanek, Wojtek Korda. Jeszcze w poprzedniej dekadzie razem ze Zbyszkiem Bernolakiem grywał również w chicagowskim zespole jazzu tradycyjnego pianisty Włodzimierza Zuterka Dixie Kings (na saksofonie sopranowym!), wracając do muzyki swojej młodości.

Bez własnego zespołu Wander byłby w USA prawdopodobnie nikim, wraz z zespołem i muzyką znalazł zatrudnienie, mieszkanie i rodzinę. Niebawem te trzy pojęcia skupiły się pod jednym dachem: w Chicago, w klubie Cardinal.

Wander chodził w glorii dobrego muzyka, właściciela prosperującego klubu, człowieka sukcesu. Brakowało mu Polski, ale miał Polaków na co dzień u siebie, a gdy doskwierała chęć obejrzenia Starego Kraju, spotkań z siostrą Bogusią Wander-Baranowską (jej mąż to kapitan Krzysztof Baranowski), gwiazdą telewizji, wsiadał do samolotu i wracał na chwilę do kraju. Występował na koncertach Dinozaurów w roku 1986, na imprezie „Trzy dekady rocka” w 1991, w 1992 na koncercie „Gramy dla Ady” i na Balu Mistrzów Sportu w 1996.

Kilka razy widziałem się z Włodkiem w ostatnich latach. Wyraźnie gasł, tracił poczucie humoru, temperament, chwilami nawet kontakt z otoczeniem, nie odpowiadał na pytania. To nie był ten sam Włodek, który brylował na bankietach, żartował, uwodził kobiety, był głośny, ale przyjacielski, teraz siedział przy stole, ze spuszczoną głową, nie zabierał głosu. Był to początek choroby, która mentalnie izoluje ludzi od ludzi. Było coraz gorzej, na lotnisku zapominał o bagażu, wsiadał do taksówki, nie pamiętał swego adresu…

Wykrusza się pokolenie lat 60. Jest nas coraz mniej. 

Marek Gaszyński



Zobacz również

Antoni Żarski

Ratownik GOPR, pasjonat narciarstwa, przed laty perkusista jazzowy, zmarł 18 stycznia 2021. Więcej >>>

Maria Koterbska

Jedna z najwybitniejszych artystek polskiej estrady zmarła 18 stycznia 2021 w Bielsku-Białej. Więcej >>>

Sammy Nestico

Wybitny amerykański kompozytor, aranżer i bandleader zmarł 17 stycznia 2021 roku. Więcej >>>

Howard Johnson

Najwybitniejszy tubista jazzu nowoczesnego, multiinstrumentalista, zmarł w Nowym Jorku 11 stycznia 2021 roku. Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu