Listy
Esbjörn Sevensson
fot. Joerg Grosse Geldermann

Wspomnienie

Agnieszka Kloryga


List Agnieszki Klorygi wysłany do wszystkich uczestników koncertów cyklu „Jazz raz po raz” po śmierci Esbjörna Svenssona:

15  dzień czerwca 2008 r. Nareszcie mam wakacje. Wakacje! Bardzo jest gorąco. Leniwie pływam w morzu... Wracam na chwilę do pokoju hotelowego. Sprawdzam telefon. Jakieś nieodebrane połączenie. Początek + 46....  Acha, ze Szwecji. Dzwonią „moi”,  aby uzgodnić jakiś  szczegół dotyczący listopadowego koncertu pewnie...
Uśmiecham się na myśl, że znów się spotkamy. Który to już raz? Czwarty? Nie... piąty.  To będzie mały jubileusz. Tak wiele się  dzięki nim  wydarzyło.  To  oni  wymyślili, że będziemy pracować razem „na stałe”, że będę „ich człowiekiem w Polsce”. Ten pierwszy, bytomski koncert  to było ważne spotkanie, kto wie czy nie najważniejsze…
 
Rok 2002. Pamiętam, jak pojechałam do Pawła Brodowskiego po radę i sugestie, kogo warto zaprosić do Polski. Kolana mi się trzęsły z wrażenia, że oto mam zaszczyt rozmawiać z samym Naczelnym „Jazz Forum” (pewnie by się uśmiał na wspomnienie, jak bardzo przerażona weszłam do jego gabinetu z misją przekonania go do współpracy).   Paweł  przyglądał mi się bardzo życzliwie i z pełnym spokojem zapisał mi na kartce nazwy lub nazwiska artystów znakomitych, jak się później okazało, ale w Polsce kompletnie nieznanych.  Było wśród nich  e.s.t.
 
Wyszedłszy od niego, pobiegłam do najbliższego EMPIKu,  aby nabyć płyty poleconych Artystów. O e.s.t nikt nie słyszał. Zaczęłam przeszukiwać internet,  podejmowałam próbę dotarcia do e.s.t poprzez ich (byłą jak się później okazało) wytwórnię.  Dwa lata trwało, zanim udało mi się z nim i nawiązać kontakt. To był czas zmian. Zmieniali wytwórnię, menedżera. W końcu udało mi się dotrzeć do kogoś, kto znał kogoś i skontaktował mnie z  ich – nowym wówczas i jak się okazało świetnym – menedżerem Burkhardem Hopperem. On niemal natychmiast przysłała mi ich płytę. Odpadłam zupełnie. Mój siódmy zmysł, najcenniejszy dar jakim prawdopodobnie obdarzył mnie Dobry Bóg, zadźwięczał z mocą dzwonu pokładowego i podpowiedział mi, że oto muzyka, która jest warta wszelkiego zachodu i starań.
Natychmiast zaproponowałam im koncert w ramach cyklu „Jazz raz po raz”, który wówczas prezentowałam tylko na Śląsku. Ustaliliśmy termin, zaczęłam szukać sponsorów  i... wszędzie słyszałam, że nikt ich nie zna, że kto to niby jest itp. Nie znalazłam pieniędzy na sfinansowanie tego przedsięwzięcia, ale uparłam się, że ten koncert  i tak zrobię!
 
Zrobiłam. Finansowo: klapa zupełna.
Czy ktoś z Państwa pamięta ten pierwszy koncert? To był najpiękniejszy koncert, jaki  w życiu widziałam.
 
Po kilku miesiącach wydali nową płytę. Kolejną piękną płytę. Siedziałam sobie  w domu i słuchałam jej po raz enty, gdy zadzwonił telefon. „Agnieszko masz nową płytę e.s.t?” – zapytał Zdzisław Gogulski, przedstawiciel firmy ACT w Polsce, wydawcy e.s.t.  „Pewnie, że mam” – odparłam. „Właśnie jej słucham”. – „A widziałaś, co jest w środku okładki?” – „A co ma być?” – „Sama zobacz...” Wczytałam się dokładnie, a tam, wśród podziękowań  wielu fantastycznym ludziom, którzy wnieśli wiele w powstanie tej płyty i rodzinie, znalazły się  i słowa podziękowania dla mnie. To było niezwykłe z ich strony. Przecież nie znaliśmy  się wówczas jeszcze zbyt dobrze...  M.in. to właśnie jest w nich, w Esbjörnie w szczególności, charakterystyczne: obdarowywanie mnóstwem piękna i dobra  i dziękowanie za drobiazgi.
 
Nigdy, podczas całej naszej współpracy nie było między osobami zaangażowanymi w realizację ich koncertów jakiegokolwiek napięcia czy złości,  potrafili stworzyć atmosferę, w której chciało się wszystko zrobić jak najlepiej. Bo oni tak właśnie robili. Za każdym razem grali najlepiej.
 
W listopadzie 2004 roku spotkaliśmy się ponownie. Przylecieli do Wrocławia. Na lotnisku zgubiono kontrabas Dana. Koncert zagrał na pożyczonym kontrabasie. Pierwszy wrocławski koncert okazał się tak piękny, tak cholernie piękny, że otworzył im wiele serc w tym mieście. Potem w tej trasie była jeszcze dwa razy Warszawa i Festiwal Pianistów Jazzowych w Kaliszu.
 
Każdy koncert e.s.t był inny. Różny repertuar, różne emocje.  Zawsze totalny, pochłaniający. Przed koncertem nigdy nie wiedzieli, co zagrają. To rodziło się w czasie realnym, inspirowane energią wypływającą z drugiej strony sceny.

Mam swoją własną miarę artyzm – otóż gdy podczas koncertu przestaję myśleć o szczegółach organizacyjnych, znaczy, że koncert jest dobry. Podczas  koncertów e.s.t  nie zostawało we mnie miejsca na jakiekolwiek myśli, cała wypełniona byłam  muzyką.
 
Minęło półtora roku i znów się spotykamy. Z tak wielką radością ściskamy się przy powitaniu, jakbyśmy się odnaleźli po latach rozłąki. A to minęło zaledwie półtora roku.
Podczas tego roku (2006)  występują w Warszawie, Poznaniu (koncert rejestrowany przez TVP Kultura. Mam ten film, czasem go oglądam, aby popatrzeć na Esbjörna i usłyszeć jak pięknie, z rozwagą, bez zadęcie mówi o swojej muzyce, o życiu, o zacieraniu granic, o tym, że przenikanie  się kultur, gatunków muzycznych jest dobre, opowiada o swojej miłości do Chopina, trochę o rodzinie. Wszytko to jest mądre, dobre i na temat. Kurcze – myślałam słysząc te wypowiedzi po raz pierwszy – ależ ten facet ma wiedzę, talent i to coś nienazwanego, co sprawia, że ma się poczucie obcowania z kimś wyjątkowym), Chorzowie i kolejny raz we Wrocławiu.
 
Kontrabas tym razem nie zginął,  zagubił się jednak portfel Magnusa z całym wachlarzem kredytowych kart. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, złodziej, zniechęcony pewnie brakiem gotówki, porzuca portfel, ktoś inny go znajduje, a w nim moją wizytówkę, dzwoni do mnie i ... cała historia dobrze się kończy, portfel wraca do właściciela!  I jak tu nie wierzyć w dobrych ludzi?
 
Na premierę „Tuesday Wonderland” pojechałam do Sztokholmu. Po raz pierwszy byłam w tym mieście. Koncert odbył się w pięknej sali wypełnionej do ostatniego miejsca. Tłum był wielki, około 1500 osób, atmosfera inna niż na koncertach, które widziałam dotychczas. Bardziej oficjalna. Przyzwyczajona do wyrażania entuzjazmu oklaskami w trakcie utworów, co i rusz klaskałam. Szwedzi natomiast nagradzali ogromnymi brawami zespół, ale tylko w przerwach pomiędzy utworami. Owacje końcowe nie miały końca... Potem poznałam członków rodzin, żony, dzieci, rodziców. To było niezwykłe również dlatego, że zawsze wiedziałam, że mają jasno sprecyzowane wartości i priorytety w życiu, i teraz te priorytety  poznałam.
 
W listopadzie 2007 roku zagrali 6 koncertów, w tym dwa w Warszawie, konkurując z meczem (chyba) Polska – Belgia. Wygrało e.s.t. Bilety na wszystkie koncerty (tak zresztą jak i podczas poprzedniej trasy) były wyprzedane na kilka dni przed koncertami. Rozmawialiśmy o planach na przyszłość. Umówiliśmy się na następną trasę, jesienią 2009 r. Wiedząc, że nagrywają nową płytę, której premierę  zaplanowano  na jesień 2008, namawiałam ich, aby  przyjechali w  tym czasie do Polski. Będzie to trudne – odparli (trasy koncertowe, które odbywali po ukazaniu się nowej płyty, miały zazwyczaj miejsce w krajach, gdzie sprzedaż płyt była największa: Niemcy, Wielka Brytania, Szwecja, Francja) – ale zobaczymy, co da się zrobić...
 
Przy pożegnaniu żartowaliśmy sobie, że będziemy się spotykać  „co roku o tej samej porze”, aż się zestarzejemy, i wówczas i oni, i ja, pochyleni ku ziemi, podparci laseczkami będziemy wchodzić na scenę, ja – aby zapowiedzieć kolejny piękny koncert, oni – aby obdarować nas  kolejną porcja niewytłumaczalnej magii i piękna.
 
W  kwietniu zadzwonił do mnie Burkhard z wiadomością, że materiał na nową płytę jest już na ukończeniu, że premiera będzie we wrześniu w Paryżu i że (hurra) zdecydowali się dać jeden, premierowy koncert w Polsce! Ustaliliśmy datę: 25 listopada, Warszawa, Filharmonia Narodowa.
 
Dogrywaliśmy szczegóły nieustająco...
Myślałam, dzwonią, aby  przekazać  mi jakieś nowe szczegóły dotyczące tego koncertu...
 
Po chwili przyszedł sms : 
 
Esbjorn zginął podczas nurkowania
 
8 lipca odbyła się w Sztokholmie uroczystość upamiętniająca życie i twórczość Esbjörna Svenssona. Byłam tam, również w Państwa imieniu. W imieniu tych wszystkich, których dotknęła muzyka i magia Esbjörna Svenssona. A jest nas sporo...
 
Agnieszka Kloryga

 


Zobacz również

Potrójny błąd

Inny reżyser, inny kompozytor, inny film Więcej >>>

Sprostowanie

Wkradły się błędy do Jazz Forum 12/2018 oraz 1-2/2019 Więcej >>>

Sprostowanie

Do wywiadu z Branfordem Marsalisem wkradły się błędy (12/2015 Jazz Forum). Więcej >>>

To już 50 lat

Mój Boże. To już 50 lat. Sam jestem czytelnikiem JAZZ FORUM od ponad 40… Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu