Wytwórnia: Dot Time Records DT 8001

It’s All Right with Me; I’m Beginning to See the Light; Medley: Blue Skies, On a Clear Day; For Once in My Life; The Object of My Affection; Medley: Sunny, Goin’ Out of My Head; Watch What Happens; Midnight Sun; A Tisket, a Tasket; The Lady Is a Tramp; One Note Samba

Muzycy: Ella Fitzgerald, śpiew; Tee Carson, fortepian; Keter Betts, kontrabas; Joe Harris, perkusja

Recenzję opublikowano w numerze 4-5/2017 Jazz Forum.


Live At Chautauqua vol. 1

Ella Fitzgerald

  • Ocena - 4

Choć szereg źródeł podaje, że dopiero za rok, ale to już 25 kwietnia bieżącego roku mija 100 lat od urodzin swoistej rekordzistki (biografia: „Ella Fitzgerald”, Stuart Nicholson, Amber, Warszawa, 1995), która najdłużej w historii jazzu zajmowała w prestiżowym magazynie „Down Beat” pierwsze miejsce w dorocznej ankiecie w kategorii wokalistek. Fitzgerald wyznaczyła pewien standard, który do dziś przez żadną z dam jazzowej sceny nie został osiągnięty… i tak chyba już pozostanie. Kiedyś Wiesław Pieregorólka, doświadczony w tej materii lider i aranżer, ku mojemu początkowemu zaskoczeniu, wyraził się, że po tym, co dokonała Fitzgerald, żadna z wokalistek nie powinna brać mikrofonu do ręki i próbować jej dorównać. Zabrzmiało to surowo, ale mimo że od tamtego czasu minęły dwie dekady, nie znalazłem żadnego przykładu, który by przeczył Pieregorólkowej sentencji.

Niniejsza płyta zawiera rejestrację występu Elli w szacownym audytorium Nowego Jorku w lipcu 1968 r. Był to najwspanialszy okres w artystycznej karierze genialnej wokalistki. Mimo że nie akompaniowało jej wtedy doskonałe trio Tommy’ego Flanagana, czego najwspanialszą próbką mogliśmy się delektować trzy lata wcześniej podczas jej występu w Warszawie, to sama Fitzgerald była na scenie Chautauqua w wyśmienitej formie. Odnosi się nawet wrażenie, że akompaniującemu tu triu Tee Carsona to wokalistka dodawała skrzydeł, a nie odwrotnie. Kto jednak będzie wsłuchiwał się w przeciętne poczynania akompaniatorów, gdy scena muzyczna należała niepodzielnie do Elli? Jej ciepły głos miał na szczęście dobrą ekspozycję.

W repertuarze koncertu znalazły się oczywiście przebojowe standardy, jak Blue Skies, czy The Lady Is a Tramp, ale też interpretacje ówczesnych przebojów: Sunny, One Note Samba, czy Yesterday. Jeśli zachowano sekwencję utworów utrwalonego koncertu, to już otwierająca kompozycja It’s All Right with Me zachowując wszelkie kanony swingowania została zaśpiewana przebojowo. Większość artystów taki stopień animuszu i doskonałości osiąga w połowie lub pod koniec koncertu, ale nie wielka Fitzgerald! Ona od razu wchodziła na wysoki pułap. Utwory trzeci i szósty powstały z połączonych perfekcyjnie kilku tematów. Gdy te same utwory wysłuchać w innych interpretacjach wydawałyby się niemożliwymi do zgrabnego połączenia, lecz mistrzyni potrafiła tego swobodnie dokonać.

Trudno zapomnieć jej aksamitny głos w Midnight Sun. Zwraca też uwagę ekspresyjne wykonanie A Tisket, a Tasket, w którym, co się bardzo rzadko jej zdarzało, wykrzyczała właściwie jedną frazę. Zanim wykonała karkołomny rajd scatem w rozhuśtanej do granic możliwości One Note Samba, z pełną kokieterią w głosie oznajmiła: „Kłują mnie w oczy flesze, ale z zamkniętymi oczyma wyglądam bardziej sexy”. Właśnie taką niepowtarzalną postacią była Ella, która (jak w Kongresowej) stojąc na scenie w długiej sukni, na szpilkach, z przymkniętymi oczyma, z lekko odchyloną głową, kołysała się zgrabnie w rytm piosenek emanując niepowtarzalnym kunsztem i swobodą.

Płyta jest niezwykle cenna dla zagorzałych kolekcjonerów i adeptów sztuki wokalnej, bo wokalizy Fitzgerald są na absolutne pięć gwiazdek. Jednakże ze względu na przeciętnych akompaniatorów (perkusista wprost łupie) i braki techniczne w nagraniu, kompakt nie zasługuje na takie wyróżnienie. 

Autor: Cezary Gumiński

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm