Wytwórnia: Verve 602537566303(86)

 

 

Little Drummer Boy;
Have Yourself a Merry Little Christmas;
My Favourite Things;
This Christmas;
The Christmas Song;
Rudolph, The Red-nosed Reindeer;
When You Wish Upon a Star (duet with Barbra Streisand feat. Chris Botti);
Mary, Did You Know;
Do You Hear What I Hear? (duet with Jessie J);
Petit Papa Noel;
The First Noel (duet with The Clark Sisters);
Noche de Paz (Silent Night) (duet with Marc Anthony)

 

Muzycy:
Mary J Blige, śpiew
David Foster, instr. klawiszowe, Fender Rhodes
Alex Al, bas
Rexsell Hardy Jr., perkusja
orkiestra; i inni

 


 

A Mary Christmas

Mary J Blige

  • Ocena - 5

Co roku czekam na te piosenki, bo święta bez nich nie są prawdziwymi świętami. Co roku ich pierwsza prezentacja rozpoczyna się w radiu innego dnia, od innej daty i nie wiem, od kiedy można je nadawać. Aż wreszcie są!

Rozbrzmiewają w sklepach, na przystankach, w radiu, w poczekalni u dentysty i w pokoju mojej córki. Jest bajka o Rudolfie czerwononosym (najładniejsze jest wykonanie Deana Martina), delikatne nucenie o tym, że ktoś samotny „chce sobie stworzyć małe, wesołe święta” (to najbardziej podoba mi się w interpretacji Lou Rawlesa), melodyjka o „Dzwoneczkach dzwoniących przy saniach” (Brenda Lee), historia o świętym Mikołaju, który wjeżdża z workiem prezentów do miasta” (Bing Crosby i The Andrews Sisters). I ładnie brzmi nawet Oh, Tannenbaum w wykonaniu Nat King Cole’a, choć śpiewa on to po… niemiecku.

Ale najpiękniejsze są te świąteczne polskie piosenki, pieśni, pastorałki i kolędy, które mówią wprost o życiu w naszym kraju, o naszych codziennych kłopotach wielkich czy małych, o Panu Bogu, wierze, naszych tradycjach. Piosenka Skaldów o plamie na obrusie, który trzeba natychmiast uprać, Czerwonych Gitar o tym jedynym, wyczekiwanym, najpiękniejszym dniu w roku, Mazowsza o tym, że narodził się nam Zbawiciel, tego świata odkupiciel. Największe wrażenie wywarło na mnie wiele lat temu wykonanie kolędy Bóg się rodzi, które mnie, grzesznika rzuciło na kolana. Otóż pod koniec mszy, w kościele na Krupówkach, zjednoczony chór górali ryknął tę pieśń jakby przepraszając Pana za regularne uwodzenie niewiast, które przyjechały na narty z głębi Polski i troszkę się na tym Podhalu zapomniały.


Po tym sentymentalno-historycznym wstępie czas na zdań kilka o płycie „A Mary Christmas” nagranej przez Mary J. Blige. O jednej z nowych amerykańskich płyt, które towarzyszyć nam będą w drugiej połowie grudnia tego roku. Słuchając umieszczonych tam znanych piosenek: Little Drummer Boy, Have Yourself a Merry Little Christmas, Rudolph, the Red-nosed Reindeer, paru mniej znanych i kilku nieznanych, mam przed oczami widoki te, co zawsze. Widzę ciche amerykańskie, małe i prowincjonalne miasteczko w kotlince, otoczone górami, śnieg pokrywający ulice, dym unoszący się z kominów domów, w których spokojnie żyją sobie zwykli ludzie. Z prawej zwykle strony na niebie suną sanie zaprzężone przez koniki czy renifery, powożone przez wesoło uśmiechniętego świętego Mikołaja, sanie wypełnione prezentami, na które w domu czekają śpiące w tej chwili dzieci.

Czy jeszcze jest gdzieś ten spokojny, cichy świat? Mary J. Blige uważa, że tak i podtrzymuje tradycje tej Ameryki lat 50. I choć uznawana jest za królową współczesnego soulu, generalnie – jak to soul – dość agresywnego, natarczywego i ekspresyjnego, to jednak chciała i potrafiła dostroić się do podniosłej i nieco kiczowatej atmosfery amerykańskiego Bożego Narodzenia. Myślę, że tą płytą oddaje hołd swym rodzicom czy dziadkom, którzy w tych spokojnych Stanach Zjednoczonych kiedyś żyli i takie nastrojowe święta celebrowali. Zapewne wtedy od rodziców dostawała pod choinkę nowe wersje lalek Barbie i Kena, a dziś kupuje na Gwiazdkę swoim bliskim samochody i apartamenty.

Ale jakby nic się nie zmieniło – Mary śpiewa napuszone aranżacje Davida Fostera, głos Królowej Soulu brzmi iście królewsko, chóry pieją anielsko, z okładki płyty bije dziewicza biel śniegu, dzwonią dzwony, nieśmiertelna Barbra Streisand zalicza kolejny duet, dosładza, a nawet przesładza trąbka Chrisa Bottiego, o północy górale rykną do Pana Boga, plama na obrusie jest zaprana, na stole kutia i karp, przy stole wolne miejsce dla wędrowca, Tata i Mama trzymają się za ręce, jest element niemiecki (Cicha noc Grubera ukryta pod hiszpańską kołderką), z kącika oka wycieram skapującą łzę – zawsze tak mam, gdy słyszę piosenkę o małym doboszu (Little Drummer Boy). I zawsze z taką samą z radością, niecierpliwie czekam na zbliżające się Boże Narodzenie.

Autor: Marek Gaszyński

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm