Wytwórnia: Relative Pitch Records (RPR1078)


Year 59: Insurgent Imagination;
An UnRuly Manifesto;
Pillar 1: A Joyful Acceptance;
Sir Real Denard;
The Eleventh Hour;
Escape Nostalgic Prisons;
Haden Is Beauty;
Pillar 3: New Lived, Authority Died


Muzycy
: James Brandon Lewis, saksofon tenorowy; Jaimie Branch, trąbka; Luke Stewart, gitara basowa; Warren Trae Crudup III, perkusja; Anthony Pirog, gitara


Recenzja opublikowana w Jazz Forum 1-2/2020


An UnRuly Manifesto

James Brandon Lewis

  • Ocena - 5

Kto miał okazję usłyszeć kwintet Jamesa Brandona Lewisa na Warsaw Summer Jazz Days w 2019 roku, ten nie będzie się dziwił powyższej ocenie. Olśniewające, zniewalające, gęste granie. Do tej pory młody saksofonista z USA miał na koncie szereg zaskakująco różnorodnych płyt – od niełatwego formatu trio na „Divine Travels” (z Williamem Parkerem i Geraldem Cleaverem), przez niezwykle eklektyczny, przywodzący na myśl albumy Steve’a Colemana „Days of FreeMan”, po coltrane’owski duet z perkusistą Chadem Taylorem na „Radian Imprints”. Jednak z całej dyskografii zdecydowanie najbardziej dojrzała i nowatorska płyta to właśnie wydane w 2019 roku „An UnRuly Manifesto”.

Trzy elementy kwintetu (Lewis, Stewart, Pirgo) zacieśniały więzi grając na żywo z perkustistą Williamem Hookerem („Pillars… At The Portal”), legendą loftowego podziemia Stanów i wciąż szalenie aktywnym kreatorem muzyki. Do składu dokooptowani zostali Warren Crudup III, stały współpracownik Lewisa, oraz Jaimie Branch – trębaczka, realizatorka i zasłużone już postać chicagowskiego podziemia, ale dopiero od niedawna nagrywająca albumy pod własnym nazwiskiem. Z taką ekipą na pokładzie można zagrać wszystko. Można, na przykład, odlecieć w eksperymentach, dołączając kolejną cegiełkę to tony internetowych wydawnictw, które zapamięta niewielu. A można też przygotować najwyższej klasy kompozycje i zagrać je w sposób niepozostawiający, co do celowości całego przedsięwzięcia. I tak też się stało na tej płycie.

Trwające minutę, lekko podniosłe intro z zapętlonym pasażem gitary i uduchowionym spokojem dęciaków to moment na wyciszenie i przygotowanie się. W tytułowym utworze napięcie wzrasta – ale ze stopniowaniem godnym teatralnej sztuki. Od eterycznych akordów gitary, przez spiritul-jazzowy groove kontrabasu i perkusji, po pierwsze, jakby niezdecydowane dźwięki Jaimie Branch. Z już większą pewnością nadchodzi Lewis, zapraszając trąbką do coraz śmielszych dialogów.

Soliści są znakomici pod względem wyrazistości własnego, zdecydowanie oryginalnego brzmienia. Gęstniejący coraz bardziej utwór „po bożemu” zaczyna zwalniać i wyciszać się. Pokaz totalnej energii przychodzi w Sir Real Denard. Intensywny, jakby wyjęty z M-Base’u Colemana temat o hip-hopowej wibracji to pora na elektryczne (ale prowadzone jak na kontrabasie) solo Stewarta, po którym przychodzi wściekłe impro Piroga. Podobnym tropem podąży lider, ale wcześniej niesamowicie wcina się w tę dynamikę Branch – wolniej, ciszej, ale z czadem i niemal samymi trąbkowymi sonoryzmami.

Do melodyjnej części jazzu, na swój sposób klasycznej, zespół wraca wraz z The Eleventh Hour. Znów gitarowe pętle i unisona trąbki i saksofonu, znów fenomenalne improwizacje Branch i Lewisa, którzy dumnie pokazują, że cały czas jest miejsce na nowy głos w jazzie, bez naśladowania dawnych mistrzów czy czysto intelektualne, awangardowe rejony. Na totalne zburzenie tworzonego dotychczas ładu czas przychodzi w krótkim utworze o wymownym tytule Escape Nostalgic Prisons.

Na finał (pomijając 22-sekundowe outro) zespół przygotował prawdziwą perełkę. Haden Is Beauty, rozpoczęte cudowną hadenowską właśnie wstawką na basie, to pole do kolektywnej improwizacji, ale w ściśle jazzowych ramach. To jednocześnie transowy spektakl, i wykwintny pokaz tego, jak wszyscy mogą grać na raz, ale z sensem. Dedykowany wielkiemu basiście utwór to jak pieczęć nad całym albumem, splatającym post-bopowe myśli ze stricte współczesnym, kosmicznym jazzem. Kandydat do płyty roku? Absolutnie tak.


Autor: Barnaba Siegel

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm