Wytwórnia: ECM New Series 2445 (dystrybucja Universal)

Samuel Barber – Piano Concerto op. 38;
Bela Bartok – Piano Concerto No. 3;
Keith Jarrett – Tokyo Encore

Muzycy: Keith Jarrett, fortepian; Rundfunk-Sinfonieorchester Saarbrucken pod dyr. Dennisa Russell-Daviesa; New Japan Philharmonic Orchestra pod dyr. Kazuyoshi Akiyamy

Recenzję opublikowano w numerze 6/2015 Jazz Forum.


Barber/Bartok/Jarrett

Keith Jarrett

  • Ocena - 5

Z okazji siedemdziesiątych urodzin pianisty dostaliśmy – obok „Creation” z solowymi występami z 2014 roku – płytę z rejestracjami live (z 1984 i 1985 roku) repertuaru muzyki poważnej: Koncertem fortepianowym op. 38 Samuela Barbera i III Koncertem fortepianowym Béli Bartóka. 

Jarrett za wykonywanie klasycznych dzieł wziął się w latach 80. Na płycie słychać umiłowanie pianisty do muzyki neoklasyków, a do tego wielkie umiejętności techniczne. Koncert fortepianowy (1962) Barbera, zaraz za Charlesem Ivesem i Aaronem Coplandem najwybitniejszego kompozytora amerykańskiego, został zamówiony na otwarcie Philharmonic Hall (pierwszej sali Lincoln Center); utwór dał twórcy Nagrodę Pulitzera. To dzieło na wskroś amerykańskie – a „muzyką tradycyjną” Nowego Świata jest przecież (pomijając to, co przyjechało z Europy) jazz. Wyraźnie to słychać nie tylko w motoryce utworu, lecz także instrumentacji. W interpretacji orkiestry niemieckiego radia w Saarbrücken pod batutą Dennisa Russella Daviesa doskonale możemy rozpoznać wszelkie smaczki rozmaitych nawiązań. 

A Jarrett? To pianistyczne zwierzę nie baczące na to, co wypada, a co nie, może tylko w skrajnych częściach dzieła miejscami wypada zbyt drapieżnie. Pianista partyturę traktuje nie jako cel, lecz środek do nieskrępowanej, ale wciąż przekonującej wypowiedzi. Nawet jeśli w brawurowo, może zbyt ciężko wygranych przebiegach zabrzmiał fałszywy dźwięk, to ucho go pomija i skupia się na głębiach ekspresji. 

Bartók, Węgier, choć reprezentuje podobne do Barbera myślenie o muzycznej przeszłości i eksploruje rodzimy folklor, należy do bardziej wysublimowanego dźwiękowo świata i wymaga od solisty bardziej wyrafinowanych zdolności technicznych i wyrazowych. Jarrett zagrał jego III Koncert z towarzyszeniem New Japan Philharmonic Orchestra pod dyrekcją Kazuyoshiego Aki­yamy. Porównując to nagranie z poprzednim można mieć pewne zastrzeżenia do reżyserów dźwięku, brzmienia są bardziej płaskie. Również do orkiestry – wspomnijmy, że ze stylowym odzwierciedleniem złożoności wielkiej poromantycznej symfoniki Japończycy mają kłopoty nawet dziś... Imponujące pasaże i ruchliwe drobiazgi są przez Jarretta filuternie wygrane, jest miejsce na oddech i momenty energicznej, zuchwałej przesady. 

Po zamykającym płytę improwizowanym Tokyo Encore (już myślimy, że jesteśmy w impresjonizmach początku XX wieku, a tu się okazuje, że bliżej temu światu do słodkości à la Bill Evans!) już wiemy – Keith Jarrett jest artystą prawdziwym, zdającym się wciąż mówić „sky is the limit”. 


Autor: Marta Januszkiewicz

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm