Wytwórnia: Abstract Logix ABLX 050

Here Come the JIIS; Clap Your Hand; Being You Being Me; Panditji; 360 Flip; El Hombre Que Sabia; Gaza City; Kiki

Muzycy: John McLaughlin, gitary elektryczne i akustyczne, syntezator gitarowy, programowanie; Gary Husband, fortepian, syntezator, instr. perkusyjne, perkusja; Etienne M’Bappe, bas; Ranjit Barot, perkusja, śpiew

Recenzję opublikowano w numerze 9/2016 Jazz Forum.


Black Light

John McLaughlin

  • Ocena - 5

John McLaughlin należy do grona najważniejszych muzyków fusion, towarzyszył powstaniu tego nurtu i jest mu wierny do dziś. Jednocześnie jest gitarzystą wciąż poszukującym, a ciekawość i skłonność do eksperymentów nie opuszczają go, mimo jego 74 lat.

„Black Light”, płyta nagrana w zeszłym roku z grupą 4th Dimension, to zarazem hołd dla postaci, które towarzyszyły muzykowi na jego drodze artystycznej, jak i rodzaj podsumowania własnej twórczości. Dlatego trudno byłoby określić jednoznacznie stylistykę tego albumu, znaleźć na tym krążku można bowiem zarówno jazz, fusion, rock, blues, wpływy muzyki latynoamerykańskiej czy indyjskiej. Sam autor z kolei opisuje „Black Light” jako przełom, otwarcie drzwi, za którymi nie ma już gatunków, jest tylko muzyka.

Najnowsza płyta McLaughlina jest, podobnie jak cała jego twórczość, osobista, przesycona emocjami i mistycyzmem. Wiele z utworów przywołuje pamięć o innym muzyku: Here Come the Jiis to wspomnienie Mandolina Shrinivasa, z którym John grał w wieku 14 lat, Panditji poświęcony jest pamięci Pandita Raviego Shankara, nauczyciela gitarzysty w latach 70., El Hombre que Sabia stanowi zaś hołd oddany Paco De Lucii, który zmarł podczas przygotowywania materiału na płytę. Z kolei w Kiki McLaughlin wspomina swego wieloletniego przyjaciela i wspaniałego perkusistę. Każdy z tych utworów nawiązuje do przywoływanej postaci również pod względem muzycznym.

Stylistyki i gatunki muzyczne przenikają się i mieszają, niejednokrotnie współtworząc nową jakość. Tak też jest w 360 Flip, którego tytuł inspirowany jest nazwą deskorolkowego tricku, polegającego na pełnym obrocie deską podczas skoku. Ten, najspokojniejszy chyba na całej płycie utwór, choć rozpoczyna się i kończy elektronicznym loopem, to niemalże czysty blues, wsparty solo na pięknie i retro brzmiącym Moogu. Z kolei Gaza City, utwór piętnujący bombardowanie, jakie miało miejsce w tym mieście niedługo przed nagraniem płyty, bazuje na barwie gitary elektrycznej i syntezatora gitarowego. Na płycie usłyszymy oczywiście także gitarę klasyczną, tak charakterystyczny dla McLaughlina instrument.

Mimo takiej różnorodności stylistyk i konwencji, płyta „Black Light” to album spójny i konsekwentny, logiczny na poziomie całości, jak i poszczególnych kompozycji. Palce McLaughlina poruszają się z nie mniejszą lekkością i prędkością co kiedyś, frazy są przemyślane, każdy dźwięk uzasadniony.

Ogromny udział w sukcesie płyty mają oczywiście towarzyszący mu muzycy. Wszechstronność Gary’ego Husbanda, grającego na instrumentach klawiszowych, fortepianie, perkusjonaliach i zestawie perkusyjnym, czy skatującego perkusisty Ranjita Barota, dodatkowo powiększa wrażenie bogactwa i różnorodności. Grzechem byłoby nie wspomnieć o basiście, Etienne M’bappe, zwłaszcza w kontekście jego doskonałej pracy sekcyjnej.

„Black Light” świetnie sprawdzi się jako płyta dla początkującego fana, zarówno ze względu na poziom, jaki reprezentuje, jak i podsumowujący charakter. Z pewnością jest to też „must have” dla wiernego słuchacza, który od lat śledzi poczynania brytyjskiego mistrza gitary.

Autor: Konrad Żywiecki

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm