Wytwórnia: Jazz Village 570001

Autumn Rain; Blue Moon; Gypsy; Invitation; I Remember Italy; Laura; Morning Mist; This Is the Life; Woody’n You

Muzycy:
Ahmad Jamal, fortepian;
Reginald Veal, kontrabas;
Herlin Riley, perkusja;
Manolo Badrena, instr. perkusyjne

Blue Moon

Ahmad Jamal

  • Ocena - 5

Już dawno nie trafił na fonograficzny rynek swingujący album, który tak jednoznacznie pozytywnie zostałby oceniony przez wszystkich – od krytyków po fanów. Co więcej, jednym głosem ogół wyraził zdumienie, że to dzieło 82-letniego artysty (ależ ten czas szybko leci) w dodatku tak pełne wigoru i muzycznej witalności, iż wierzyć się nie chce, że za klawiaturą zasiada artysta w tak słusznym wieku.

Najbardziej na tym tle zdumiewa dynamika, z jaką lider operuje w intrygujących przebiegach akordowych. Oczywiście nie uświadczycie tutaj przysłowiowych dźwiękowych winogron czy jak wolą inni – fraz wygrywanych z szybkością wodospadu, jednak nie o to w tym graniu chodzi. Jamal bawi się frazami, często, jak choćby w utworze tytułowym, dokonuje dalekich wycieczek (choćby do zawinulowskiego Birdland). Dzięki wielkiej swobodzie rytmicznej i znakomitemu wsparciu sekcji (z rewelacyjnym Badreną na czele) może pozwolić sobie na całkowite ignorowanie kreski taktowej i dowolne rozciąganie tematów.

W grze pianisty forma zdaje się być jedynie pretekstem, górę zawsze bierze swoboda i wizja. Ta ostatnia jest zaś motorem napędowym tego grania. Lider pokazuje nam swoje własne odczytanie standardów (piękna i bardzo osobista wersja Gypsy) sięgając również do spuścizny Bronisława Kapera (Invitation). To ostatnie zagrane w sposób, którego nie powstydziliby się o pół wieku młodsi jazzmani. To właśnie tutaj widać, czy raczej słychać, że nie fizis ale dusza i wygrywane nuty pokazują prawdziwy wiek muzyka.

Ahmad Jamal bawi się nutami, wciąga słuchaczy w grę, absorbuje uwagę, tak jakby zadawał pytanie: zgadnijcie, co teraz wymyślę? I co najważniejsze, on nie stawia na głowie słynnych kompozycji, ale odciska na nich własne piętno. Posłuchajcie choćby Laury, aby zdać sobie sprawę, że w tym zagranym miliony razy standardzie ciągle można odkryć coś nowego, wsłuchajcie się zwłaszcza w powiewająca empatią grę lidera z Vealem… Majstersztyk. Tutaj nie ma wydumania, jest siła jazzu płynąca z emocji i niepowtarzalności.

Kiedy trzeba, szef potrafi wyciszyć emocje, pokazać coś bardzo osobistego jak np. w autorskim Morning Mist, gdzie współczesność podaje rękę klimatom eksperymentującego Johna Coltrane’a, muzyce w której przestrzeń i, tak często lekceważona, wielopłaszczyznowość muzyki zdają się być najważniejsze. Pozorny chaos zostaje podporządkowany po kilku minutach tematowi, ale i ten zdaje się być jedynie fundamentem do ciągłych poszukiwań.

I powiem szczerze, warto w tę drogę wybrać się wraz z mistrzem, pianistą, o którym w entuzjastycznych recenzjach tego albumu napisano, że jest jednym z luminarzy tego, co określamy mianem jazzu, a tym samym amerykańskiej muzyki klasycznej. Czyż nie brzmi to zjawiskowo?

 

Autor: Piotr Iwicki

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm