Wytwórnia: Columbia 887654338129 (dystrybucja Sony)

CD 1 – Introduction by Bill Graham; Directions; The Mask; It’s About That Time; Bitches Brew; The Theme; Paraphernalia; Footprints

CD 2 – Directions; The Mask; It’s About That  Time; Bitches Brew; The Theme; Spanish Key; The Theme

CD 3 – Directions; The Mask; It’s About That Time; I Fall In Love Too Easily; Sanctuary; Bitches Brew; The Theme; Miles Runs the Voodoo Down

CD 4 – Directions; The Mask; It’s About That Time; I Fall In Love Too Easily; Sanctuary; Bitches Brew; Willie Nelson; The Theme

Muzycy: Miles Davis, trąbka; Steve Grossman, saksofon sopranowy i tenorowy; Chick Corea, fortepian elektryczny; Keith Jarrett, organy; Dave Holland, gitara basowa; Jack DeJohnette, perkusja; Airto Moreira, perkusjonalia, flecik, śpiew

Recenzję opublikowano w numerze 6/2014 Jazz Forum.


Bootleg Series Vol. 3,  At The Fillmore

Miles Davis

  • Ocena - 4.5

Nazywanie przez wielką kompanię płytową tej serii nagrań bootlegowymi, a to już trzeci tom dedykowany Milesowi Davisowi, jest pewnym rodzajem kokieterii, bo materiały leżały sobie w archiwum wydawcy i po prostu zostały zoficjalizowane. Ich nielegalne kopie krążyły wcześniej między zagorzałymi fanami, ale przecież prawdziwy bootleg powstaje na koncercie w trakcie nieoficjalnego nagrywania i dystrybuuje się także nieoficjalnie.

W okresie, gdy ukazało się arcydzieło „Bitches Brew”, a więc w połowie 1970 r., zespoły Davisa wielokrotnie występowały w audytoriachFillmore East i Fillmore West. Davis był w tamtym czasie jedynym artystą jazzowym, którego Bill Graham zapraszał wraz gwiazdami rocka na ten sam wieloczęściowy spektakl muzyczny. Davis grał tam swoją, nie najprostszą, muzykę i nie był wygwizdywany. Wraz z ukazaniem się niniejszego poczwórnego albumu nasze wyobrażenia o tamtych koncertach kompletują się, choć funkcjonuje jeszcze bootleg „Fillmore Denetsu” z bodaj najgorętszego występu formacji Davisa z 17 października 1970, lecz w bardzo kiepskiej jakości technicznej. Tak więc nazwa Fillmore pojawia się już na piątym wydawnictwie płytowym, co każe dodatkowo zwracać uwagę nie tylko na miejsce, ale przede wszystkim datę wydarzenia.

Olbrzymim plusem tego wydawnictwa (rejestracja czterech pełnych koncertów z 17-20 czerwca 1970) jest natomiast to, że w porównaniu z wcześniejszą wersją, skondensowaną na dwóch longplayach na „At The Fillmore” (wydaną w 1971), jego aktualna jakość techniczna została bardzo poważnie ulepszona. Wszystkie instrumenty zabrzmiały klarownie i z większą dynamiką, dzięki czemu odbiera się te materiały jako coś świeżego. Dodano jeszcze niepublikowane fragmenty z wcześniejszego koncertu (11 kwietnia 1970), którego reszta jest na podwójnym albumie „Black Beauty”, też z Fillmore. Jak widać to wszystko jest trochę pogmatwane, choć wydawało się, że seria ośmiu opasłych boksów z serii „Complete Recordings…” uporządkuje bogaty zasób materiałów. Dociekliwi muszą jednak poszperać w kompletnej dyskografii Davisa.

Co więc różni skompresowaną wersję „At The Fillmore” od niniejszej kompletnej? Aby zrozumieć istotę sprawy, musimy sięgnąć do historii, a konkretnie do relacji między Davisem a jego wieloletnim producentem – Teo Macero. Była to tzw. szorstka przyjaźń (mimo praktycznej współpracy Davis potrafił się do niego nie odzywać przez długi czas), której owoce stanowią jedne z najwspanialszych osiągnięć artystycznych w historii jazzu. Macero już w nagraniach z końca lat 50. dokonywał zabiegu łączenia fragmentów taśm (a więc samplingu) z kilku studyjnych podejść, aby uzyskać perfekcyjne efekty. Nieco się to kłóciło ze spontanicznością materii jazzowej, lecz najważniejszy był rezultat finalny. W końcu Davis to aprobował, a na żywo udowodnił tysiące razy, że jego formacje grały zawsze na ekstremalnie wysokim poziomie. Najsilniej zsamplowanym przez Macero albumem był „In A Silent Way”; z dość przeciętnych utworów wybrał po mistrzowsku fragmenty, z których wykreował cacuszko.

Podobnemu zabiegowi zostały poddane pierwotnie materiały źródłowe z omawianych tu czterech koncertów. Macero powycinał fragmenty, nawet poprzestawiał kolejność utworów i złożył w genialne krótsze całości, których elementy można było zidentyfikować dopiero po kilkukrotnym odsłuchu. Columbia daje więc nam teraz do rąk komplet oryginalnych zapisów. Repertuar koncertów stanowiły żywe wersje tematów głównie z albumu „Bitches Brew”,podane najczęściej w szybszym tempie, bez studyjnych efektów.

Na kolejnych koncertach odmienny był wybór tematów, ich układ i forma aranżacji – słowem zaprzeczenie schematyzmu. Davis pozwolił Corei i Jarrettowi oddalać się momentami w obszary free, choć i on sam też grał nad wyraz swobodnie. Corea przy fortepianie elektrycznym z przystawką modulującą był niezwykle żywiołowy, zwinny i momentami preparował iście pirotechniczne efekty. Dla kontrastu, gęste akordy Jarretta na organach jakby pływały i dopiero w partiach solowych potrafiło zaiskrzyć. Okazało się, że Grossman grał również na saksofonie tenorowym, gdy do wersji skompresowanej wybrano tylko solówki na sopranie, i chyba dobrze. Wyraźnie teraz słychać, że Holland grał na elektrycznym basie, co było sytuacją wyjątkową dla tego kontrabasisty, a Moreira momentami jakby porządkował rozbrykane figury rytmiczne DeJohnette’a.

Powraca nadal pytanie, czy należy udostępniać materiały, z jakich powstały dzieła, których forma została zaaprobowana za życia artysty? Jak widać Davis nagrał niemal drugie tyle muzyki nie opublikowanej za życia, niekiedy jak się okazuje fenomenalnej, na wydanie której nie wyrażał jednak zgody. Z pewnością nie zgodziłby się na upublicznienie całego materiału, z którego skonstruowano „In A Silent Way”! Piszącemu te słowa wydaje się, że większy stopień aprobaty mistrza zyskałby wizjonerski kolaż z jego nagrań dokonany brawurowo przez Billa Laswella na „Panthalassa”, niż odkrycia z archiwów. Progresywna forma muzyki niniejszego dokumentu to niekwestionowane pięć gwiazdek, natomiast zabiegi wydawnicze mogą wzbudzać wątpliwości.

Autor: Cezary Gumiński

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm