A Battle Between Cincidence and Destiny
Claun
Bezwzględny słuch/Relentless hearing
No Plan B
Wigwam or Teepee?
Jak już przegramy tę bitwę
The Dream
Josef
Krzywe zwierciadło/Curves Mirror
Czwórkami
Jungle
Highway
Ujarzmienie powietrza/Taming the Air
Far Away; Tarantulla

Muzycy: Ignacy Jan Wiśniewski, fortepian; Mikołaj Trzaska, saksofon tenorowy; Marcin Januszkiewicz, śpiew; Olo Walicki, kontrabas; Michał Bryndal, perkusja


Duos

Ignacy Wiśniewski

Od Szostakowicza do free

Przemek Psikuta

„Duos” to nowy projekt Ignacego Wiśniewskiego. Album, który powstał jesienią ubiegłego roku, we współpracy z czterema intrygującymi artystami. Każdy z nich, na co dzień, porusza się w nieco innej stylistyce, każdy wniósł tu coś swojego, ważnego, niepowtarzalnego. Połączyła ich swobodna improwizacja, na bok odsunęli twórcze algorytmy. Mikołaj Trzaska, Marcin Januszkiewicz, Olo Walicki, Michał Bryndal i on – Ignacy Wiśniewski – lider i pomysłodawca całego przedsięwzięcia.

Z Ignacym rozmawialiśmy 25 sierpnia br. w warszawskim SPATiFie, w przeddzień premiery jego nowej płyty, którą dostali w tym numerze prenumeratorzy naszego czasopisma.

JAZZ FORUM: Urodziłeś się w Gdańsku w 1985 roku. Dziś jest rok 2021 i na świat przychodzi Twoje nowe dziecko, któremu na imię „Duos”. Zaczynałeś od klasyki, dziś z pasją improwizujesz, swobodnie przekraczasz granice. Czy uda nam się w kilku zdaniach pokazać Twoją drogę? Od samego początku, aż po „Duos”…

IGNACY WIŚNIEWSKI: Wyszedłem z tak zwanej „Gnilnej”, czyli z Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku (mieszczącej się przy ulicy Gnilnej), tej samej, którą ukończył Leszek Możdżer. Następnie trafiłem do klasy fortepianu Katarzyny Popowej-Zydroń, już w gdańskiej Akademii Muzycznej. Kiedy byłem na II roku studiów, wychowanek Popowej-Zydroń, Rafał Blechacz, zwyciężył w Konkursie Chopinowskim. W tamtym czasie zajmowałem się wyłącznie klasyką. Prowadziłem trio fortepianowe o nazwie Fahrenheit Trio, w którym grali: skrzypek Stefan Wesołowski i wiolonczelistka Ania Śmiszek-Wesołowska. W czasach studenckich nagraliśmy nawet Trio e-moll op. 67 Dymitra Szostakowicza. Czyli muzyka poważna na sto procent!

I tu nastąpił przełom. Na czwartym roku studiów otrzymałem stypendium w Hanowerze. Moja nowa profesorka, Beatrice Berthold, po dwóch tygodniach stwierdziła: „Ignacy! Ty powinieneś grać jazz!” Mimo że przyjechałem do niej z brahmsowskim repertuarem, ona podsunęła mi La Fiestę Chicka Corei. Do Polski wróciłem już „odmieniony”. Podjąłem studia u Włodzimierza Nahornego, na Akademii w Gdańsku, działałem wówczas dwutorowo: klasyka i jazz. Po zakończeniu studiów muzykę poważną odstawiłem na bok. Przez cztery lata jej nie dotykałem. Musiałem to zrobić, aby odnaleźć siebie, zbudować swój styl. Otworzyłem się.


fot. Anna Świeczkowska 


JF: I trafiłeś do teatru

IW: Który trochę mnie pochłonął... W 2014 reżyser Marek Brand zaprosił mnie do napisania muzyki do spektaklu „Każdy przyniósł, co miał najlepszego” w Teatrze Miniatura w Gdańsku. Ważny moment, ponieważ na tej muzyce oparłem później moją pierwszą płytę „Jazz Shirim”, czyli moje jazzowe pieśni na fortepian, kontrabas (Adam Żuchowski) i perkusję (Paweł Osicki). Rzecz ukazała się w roku 2016 nakładem oficyny Wood & Mood, którą założyłem z moją żoną, Mają Miro-Wiśniewską, barokową flecistką. Album „Jazz Shirim” otrzymał miano Jazzowego Debiutu Roku 2016 wg Polish–Jazzblog.

Dwa lata później dostałem stypendium ministerialne Młoda Polska, w wyniku którego zamówiłem cykl wierszy u Michała Rusinka, niegdyś sekretarza Wisławy Szymborskiej. Do tekstów Rusinka stworzyłem muzykę. Dla mnie jego wiersze znajdują się gdzieś pomiędzy sercem a kosmosem. Powstała druga płyta „Kantata jazzowa”, nagrana przez moje trio z gościnnym udziałem Kamila Dominiaka – aktora, wokalisty, któremu powierzyłem do interpretacji cykl abstrakcyjnych wierszy Rusinka. I tak, symbolicznie, moje instrumentalne pieśni z debiutu nabrały tu zupełnie innych kształtów, zmaterializowały się w nowej formie. Muzyka teatralna i filmowa, a także musical (gatunki, które również uprawiam), stanowią rodzaj backgroundu dla mojego jazzu. Dodam jeszcze, że kończę właśnie przewód doktorski, którego tematem jest Kantata Jazzowa, a dokładnie jej wersja duetowa. Głos plus fortepian.

JF: Duos, duety, dialogi, muzyczne spotkania „jeden na jeden”, ich tradycja sięga daleko wstecz. Twoje duos nie są jednoznaczne, nie brzmią w zgodzie z jazzową historią, nie idą po jej linii. Już sam ich układ i dramaturgiczne rozplanowanie na płycie prowokuje do zadawania pytań. Wierzę, że masz do nich jakiś specjalny klucz.

IW: Paradoksalnie, pomogła mi w tym wszystkim pandemia. Wszyscy czterej muzycy, których tu słyszymy, są ludźmi bardzo zapracowanymi, trochę niedostępnymi. A podczas lockdownu, każdy z nich natychmiast odebrał ode mnie telefon. To było kluczowe! Wcześniej mogłem dzwonić przez dwa lata i nic. A teraz: „To kiedy się umawiamy? Jutro? OK. Jutro.” Nagrywaliśmy w gdańskiej Akademii. Cztery dni, z każdym spędziłem w studiu osobny dzień. Oni się ze sobą nie spotkali. Żeby było ciekawiej, sprowokowałem kilka momentów, gdzie do nagranych wcześniej duetów dogrywaliśmy partię „trzeciego”. Stąd na płycie znalazły się również utwory, w których mamy tria. Na jesieni ukaże się edycja specjalna „Duos” w wersji winylowej. Będzie się różniła od tej kompaktowej. Na razie nie ujawniam szczegółów…


Mikołaj Trzaska i Ignacy Wiśniewski fot. Konrad Kulczyński 


JF: Dlaczego właśnie oni? Walicki, Trzaska, Bryndal i Januszkiewicz.

IW: Olo Walicki – był pierwszy. Kontrabasista trójmiejski, bardzo mi bliski, ponieważ łączący gatunki: jazz, muzyka współczesna, teatr, film. Brak jakichkolwiek ograniczeń, w tym jazzowych, to dla mnie bardzo ważne!

Mikołaj Trzaska – drugi dzień sesji nagraniowej, Mikołaj wyłącznie na saksofonie tenorowym. Regularnie ćwiczyliśmy i to przez okres około dwóch lat. Ćwiczenie, praktykowanie freejazzu z kimś takim, jak Trzaska, samo w sobie jest już osobliwe. Rozmawialiśmy o wszystkim, tylko nie o muzyce. A potem: „Gramy? Gramy!”

Michał Bryndal – perkusista współpracujący na co dzień z zespołem Voo Voo. Michała poznałem dwadzieścia lat temu w Chodzieży, obaj nosiliśmy wtedy długie dredy. Od tamtej pory nie widzieliśmy się. Zadzwoniłem do niego po dwudziestu latach, w trakcie pandemii i… przyjechał do Gdańska. Przyjechał ze świeżą energią, z trzema werblami, stopą i przedziwnymi talerzami – jeden był, na przykład, blachą do pieczenia ciasta. Czyli zestaw eksperymentalny, który idealnie sprawdził się w naszych dialogach. Barwa, niuanse, kontrapunkty. Uwielbiam akompaniować wokalistom, grać dla nich różne partie: bas, harmonię, drugie głosy, melodię. I tak właśnie poczułem się, grając z Michałem.

Marcin Januszkiewicz był ostatni. Solista teatrów muzycznych i zwycięzca Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, którego w ogóle nie znałem. Poznaliśmy się w progu studia nagraniowego, naprawdę. Marcin to charakter nie do okiełznania, albo wchodzimy na ten sam flow, albo nie ma o czym mówić. Tylko w jego przypadku przygotowałem specjalne kompozycje, trzy utwory, które miały stanowić dla nas punkt wyjścia do dalszej pracy. Pisałem je jednak trochę na siłę, dla bezpieczeństwa, dla kogoś, kogo nie znam… Przybiliśmy piątkę i Marcin od razu zapytał: „Słuchaj, czy naprawdę musimy śpiewać te Twoje utwory?” Ja na to: „Ze wszystkimi poprzednikami całkowicie improwizowałem, więc może tak ma być do samego końca!” W efekcie nagrywaliśmy całkowicie na setkę, bez wstępnych ustaleń, bez moich tematów. Spośród ośmiu utworów, które zarejestrowaliśmy z Marcinem, siedem znalazło się na płycie. To był strzał w dziesiątkę. Zadziałała widocznie moja pasja i miłość do ludzkiego głosu.

JF: Na koniec, pytanie o Twoje najmocniejsze muzyczne inspiracje, tak na gorąco, kto na Ciebie wpłynął? Kto, być może niebezpośrednio, zainspirował „Duos”?

IW: Fred Hersch – przede wszystkim jego duety, Masada Johna Zorna, Uri Caine – zarówno jego wycieczki w stronę muzyki poważnej, jak i muzyka klubowa, którą uprawia z równym zaangażowaniem i… Omar Sosa. Kocham tę jego stonowaną balladowość z albumu „Calma”.



Autor: Przemek Psikuta

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm