Fade In

Atom String Quartet

To, że w mamy w Polsce wielu znakomitych skrzypków jazzowych grających na najwyższym, światowym poziomie, wiadomo od dawna. A teraz mamy prawdziwie jazzowy grający na światowym poziomie kwartet smyczkowy!

Tak pisze w pięciogwiazdkowej recenzji płytowej muzyk i krytyk Ryszard Borowski, odkrywca tej fenomenalnej grupy, który złożył na naszych łamach entuzjastyczny donos już po pierwszym jej koncercie w styczniu zeszłego roku. Teraz prenumeratorzy JAZZ FORUM otrzymują debiutancką płytę Atom String Quartet, nagraną w studiu Radia Katowice i wydaną w ramach nagrody za zwycięstwo w konkursie tegorocznej Bielskiej Zadymki Jazzowej.

O kolejnych utworach tej właśnie płyty, zatytułowanej „Fade In”, mówią dwaj skrzypkowie – Mateusz Smoczyński (lat 27) i Dawid Lubowicz (29), liczący 2,10 m wzrostu altowiolista Michał Zaborski (32) i wiolonczelista Krzysztof Lenczowski (25):

Fugato & Allegrina

Mateusz:  Ja skomponowałem Allegrinę, to był pierwszy utwór, jaki zrobiłem na ten kwartet, wykorzystałem tu technikę krojenia (chopping). Roboczo nazywałem to A-dur, później kiedy Krzysiek zrobił Fugato, to ja zmieniłem nazwę na Allegro in A, i z połączenia tych trzech wyrazów powstał tytuł Allegrina.

Krzysztof: Allegrina okazała się takim sukcesem, że musiałem się pod to podczepić i napisałem Fugato.

Svantetic

Mateusz: Svantetic Komedy opracowałem, gdy padła propozycja koncertu z Leną Ledoff w Tarnowie. Svantetic bardzo mi się skojarzył z adagio Barbera, zwłaszcza ten wolny wstęp.

Krzysztof: Jest to kompozycja, która trwa 10 minut, musimy przekładać kartki, nie ma żadnych powtórek, wszystko napisane jest od początku do końca.

Mateusz: Inspirowałem się głównie wykonaniem Tomasza Stańki na płycie „Litania”, ale słuchałem też oryginalnego nagrania. Forma i struktura w naszej wersji jest dokładnie taka sama jak u Komedy.Transkrypcja dokonana na kwartet smyczkowy chyba się broni, zwłaszcza klasycyzujący początek.

Mateusz:  Kiedy puściłem to nagranie Tomaszowi Radziwonowiczowi, to powiedział: „Nie potrzebujecie grać w orkiestrze, wy brzmicie jak orkiestra!” To był bardzo duży z jego strony komplement. Svanteic kojarzy mi się z pewnego rodzaju modlitwą, medytacją, powoli się rozwija i w pewnym momencie eksploduje, a potem na końcu jest ten płacz, i Amen.

Beautiful Love

Krzysztof: Jedyny standard na tej płycie, moja aranżacja, w swojej strukturze bardzo bigbandowa, ponieważ mamy tu typowy walking wiolonczeli, mamy melodię, a w środku kontrapunkt drugich skrzypiec i altówki.

Mateusz: Nazywamy to „winem”. Kwartet smyczkowy jest jak butelka wina –  pierwsze skrzypce to etykieta, drugie skrzypce i altówka to wino, a wiolonczela to butelka. (śmiech)

Krzysztof: A więc to „wino”, czyli drugie skrzypce i altówka, szczególnie w temacie brzmi bigbandowo w unisonie metrycznym, ale z różnymi interwałami, które uzupełniają harmonię. Jest też intro, które po solówkach fukcjonuje jako special chorus. Wszyscy tu gramy solówki. Dodatkową zaletą tej kompozycji jest to, że jest w tonacji d-moll, dla nas miły do grania w odróżnieniu od LaTiny, gdzie jest es-moll.

LaTina

Krzysztof: Kompozytor muzyki klasycznej pewnie chciałby zajrzeć do partytury i zobaczyć, jak ja to wszystko zanotowałem, ale prawda jest oczywiście taka, że w partyturze są gołe nuty, gołe kropki bez żadnych oznaczeń dynamicznych, a cała feeria barw, która pojawia się w tym utworze, powstawała na próbach, każdy z nas wniósł jakieś pomysły. Ja pokazałem, że mogę zagrać jak na bongosach, Michał wszedł tu ze swoim łup tup tup...

Mateusz: Warto też wspomnieć, że Krzysiek gra solo techniką gitarową.

Krzysztof: Kiedyś zasłynąłem na egzaminie tym, że zagrałem kostką od gitary sonatę Brittena, co było wielkim szokiem, a tu biorę kostkę od gitary i zaczynam grać zupełnie jak na gitarze, ale przechodzi to bez echa i nikogo nie szokuje.

Tu są solówki, które gramy po prostu na formie bluesa w es-moll, i tym solówkom poświęcaliśmy 50 procent każdej próby, bo to wyraźnie słychać, jak z chorusu na chorus zmienia się akompaniament w taki sposób, że np. ktoś wchodzi z jakimś elementem rytmicznym, ktoś zaczyna robić co innego, to wszystko musieliśmy sobie poukładać, posprawdzać, niektóre rzeczy nie zadziałały. Kosztowało to nas bardzo dużo pracy, aby to tak zabrzmiało.

First Waltz

Dawid: Chciałem w tej kompozycji stworzyć coś w charakterze muzyki filmowej, a jednocześnie nadać formę standardu jazzowego, temat jest zaaranżowany, każdy ma swoją partię. Krzysiek w solówce zmienia się z wiolonczelisty w kontrabasistę i gra pizzicato walking. Część jest ściśle zaaranżowana, jeśli chodzi o akompaniament, a improwizujący soliści mogą bazować na funkcjach jak w typowym standardzie jazzowym. Chodzi o to, by grać we trzech harmonię i nie powielać jej składników. W tym walcu „wino” ma trudne zadanie do wykonania.

Patology

Krzysztof: Miałem taki okres w życiu, że interesował mnie tylko Pat Metheny. Rozpoczyna ten utwór monumentalna, groźna solówka Mateusza, jest tam dużo efektów sonorystycznych, sul ponticello.

Mateusz: Sul ponticello, czyli granie przy podstawku, technika często wykorzystywana w muzyce poważnej, taki świst, brzydki dźwięk, użyłem tego efektu celowo. Solówkę oparłem na skali frygijskiej, która sama w sobie już brzmi dosyć groźnie.

Sleep Safe and Warm

Krzysztof: To oczywiście kołysanka z filmu „Dziecko Rosemary”. Zdecydowałem się, właśnie ze względu na koncert z Ledą, żeby napisać aranż do Rosemary’s Baby, a jakiś miesiąc wcześniej zostałem poproszony przez profesora Andrzeja Bauera, by napisać projekt jazzowy na Grupę Cellonet, oktet wiolonczelowy. Graliśmy koncert inaugurujący konkurs im. Witolda Lutosławskiego i wykonywaliśmy m.in. miniatury na fortepian improwizujący i smyczki z Leszkiem Możdżerem. To była dobra okazja, by jeden z tych moich aranży na oktet wiolonczelowy zaprezentować. A skoro miał to być bis, zagraliśmy z Leszkiem Rosemary’s Baby, na osiem wiolonczel i fortepian.

Miałem więc gotowy na komputerze aranż na osiem wiolonczel, który mocno musiałem przerobić, ale w kwartecie jest to zbliżona konstrukcja. Cała ta środkowa część, którą gramy pizzicato na początku, na solówce Dawida, a potem przechodzimy na bardzo agresywne arco na solówce Mateusza, zabrzmiała jako faktura wręcz beethovenowska.

Siłą tego utworu jest kontrast. Solówki są w absolutnej opozycji jedna do drugiej. Jedna część jest ekstremalnie cicha, druga jest szalenie agresywna, obie spięte tematami, które są zagrane mezzoforte. Forma przyjmuje kształt sinusoidy.

Triton

Mateusz: Temat, a nawet akompaniament, jest oparty na interwale trytonu. Temat po trochu inspirowany utworem kwartetu Turtle Island – nie pamiętam tytułu, ale zobaczyłem go kiedyś na YouTube, potem zapomniałem i napisałem swój utwór. Jeden motyw jest bardzo podobny, przyznaję się więc do silnej inspiracji kompozycją Turtle Island. Utwór ten daje nam duże pole do popisu. Jest to blues w G, dla skrzypków bardzo wygodna tonacja, wszyscy są rozluźnieni, ale dużo potu nas kosztuje, rwiemy włosie na smyczkach, energia jest ogromna, wręcz atomowa!

Warto też powiedzieć o „czwórkach” – ja, Dawid i Michał gramy je na zmianę, na końcu dołącza do nas Krzysiek na wiolonczeli. Czwórki te z chorusa na chorus są coraz krótsze, przechodzą w dwójki i jedynki, a pomiędzy solówkami jeszcze akompaniujemy. Po kilku sekundach improwizacji trzeba wrócić na akompaniament. Jest to nie lada wyzwanie.

Too Late

Michał:  Miałem potrzebę napisania spokojniejszego utworu. Rozpoczyna się on moim intro, później jakby narasta, kulminacyjną częścią jest solo Mateusza, niepokojące, schizofreniczne, później moje solo, które uspokaja, a na końcu solo Dawida, które wygasza i zamyka klamrą cały utwór.

Krzysztof: Kobiety szaleją za tym utworem.

Mateusz: Już wcześniej wspomnieliśmy, że utwory ewoluują z próby na próbę. Pierwszy raz, jak Michał przyniósł Too Late, to nie było ani efektów perkusyjnych, które teraz wykorzystujemy, ani tej schizofrenicznej solówki.

Michał: Pierwotnie widziałem ten utwór jako delikatną, cichą balladę. Dawid wpadł na pomysł, by nadać mu trochę drapieżności, a w solówce Mateusza wykorzystaliśmy efekt sub ponticello, zerwania smyczkiem.

Dawid: Pomyślałem o efekcie zacinającej się płyty: śśśśśś!, śśśśś!

Fade Out

Michał: Czyli wyciszenie. Jest to utwór prosty, riffowy, z tematem i częścią B, i powrotem do tematu, później rozbudowany o intro Krzyśka.

Mateusz: Tytuł utworu wziął się stąd, że zawsze go kończyliśmy na wyciszeniu, lecz w pewnym momencie zaczęły się wygłupy, graliśmy dalej, nic nie wyszło z wyciszenia. Ale tytuł został.

Krzysztof: Natomiast całą płytę zatytułowaliśmy „Fade In”, gdyż jest to pierwsza nasza płyta, jaka się ukazuje. Już wiemy, że nie będzie ostatnia.

Notował: Paweł Brodowski

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm