Wytwórnia: ECM 2581 (dystrybucja Universal)

Poles 
Far From Over 
Nope; End of the Tunnel 
Down to the Wire 
For Amiri Baraka
Into Action
Wake 
Good on the Ground 
Threnody

Muzycy: Vijay Iyer, fortepian Fender Rhodes; Graham Haynes, kornet, flugelhorn, electronics; Steve Lehman, saksofon altowy; Mark Shim, saksofon tenorowy; Stephan Crump, kontrabas; Tyshawn Sorey, perkusja


Far From Over

Vijay Iyer Sextet

  • Ocena - 5

Twórczość Vijaya Iyera to zjawisko wyjątkowe. Zawiera w sobie elementy praktycznie wszystkich gatunków muzyki, a nawet wykracza poza nią. Wszechstronny erudyta, członek elitarnych stowarzyszeń twórczych, matematyk, fizyk, edukator, zawiesza wysoko poprzeczkę zarówno współpracującym z nim muzykom, jak i słuchaczom, a także krytyce jazzowej. Jego bogata dyskografia reprezentuje tak wiele wątków stylistycznych, tak wiele odniesień geograficznych czy kulturowych, że niesłychanie trudno wskazać tu na trend dominujący, czy to w jego rozlicznych kompozycjach czy w pianistyce. W każdym razie nie jest łatwo po krótkim przesłuchaniu któregoś z jego nagrań stwierdzić: „Tak. To gra Vijay Iyer”. I oto kolejnym wyzwaniem dla komentatorów jest omawiana nowa płyta Iyera „Far From Over”, nagrana w sekstecie, a więc jak dotąd chyba najliczniejszej formacji prowadzonej przez pianistę.

Już pierwszy utwór, Poles (Polacy!?), przywołuje w pamięci klasyków free-jazzu. Rozpoczyna swobodnym, ascetycznym intro fortepian, potem brzmią czynele, wreszcie dołączają melodycy z karkołomnymi, powtarzanymi riffami o stałym pulsie, na bazie którego improwizuje saksofon altowy, a całość zmierza w kontrolowany sposób w stronę kulminacji czyli free-jazzowego kotła.

Utwór drugi, tytułowy Far From Over, także inicjuje fortepian powtarzalną figurą rytmiczną, opartą na jednym dźwięku (brzmi to trochę tak, jak sygnał przesyłany alfabetem Morse’a) i natychmiast dołączają dęciaki z tematem, który rozmywa się w nieokreślonych polifoniach. Improwizują po kolei kornet, alt, tenor i fluegelhorn, ale są to frazy krótkie, porwane, rozchwiane, z których rodzi się zbiorowa improwizacja. Partia fortepianu podobna. Nerwowa, poszarpana, choć nie ma wątpliwości, że cała akcja jest przemyślana i zapewne w dużej części zapisana. I to wrażenie kontrolowanego i reżyserowanego free pozostaje do końca.

Vijay Iyer gra przemiennie na fortepianie i na Fenderze, który nadaje styl kolejnej kompozycji. To Nope, utwór utrzymany w rytmice funkowej, choć w jego drugiej części Iyer przechodzi na klawiaturę klasyczną prowadząc wyraziste linearne solo. Aranże dętych karkołomne i zaskakujące, niekiedy kunsztowne i skomplikowane, wychodzące np. od akordów zbudowanych na bazie małej sekundy, dla których odpowiedzią są frazy kontynuowane znów w swoistej polifonii. I chyba już w tym momencie płyty zaczynamy rozpoznawać stylistykę całego pomysłu, choć stąd jeszcze bardzo daleko do rozszyfrowania języka kompozytorskiego lidera.

Ale w utworze kolejnym, krótkim i statycznym End of the Tunnel, słyszę echa płyty „Big Fun” Davisa z czytelnym kolorytem hinduskim. Z kolei Down to the Wire – lapidarny wstęp fortepianu przechodzi w up tempo i mamy tu chyba kluczową dla całej płyty improwizację Iyera, który na dłuższej przestrzeni demonstruje błyskotliwą inwencję i technikę, z których słynie. Myśl harmoniczna złożona, niełatwa do odczytania, ale przekonująca, o dużej sile ekspresji. I gdy pałeczkę przejmuje równie energetyczny w solówce saksofon tenorowy, to w akompaniamencie fortepianu, zwłaszcza w partiach lewej ręki, wyczuwam ukłon w stronę wielkiej pianistyki McCoy Tynera. W finale utworu obszerne solo bębnów, głównie kotły i czynele, a w codzie kulminacja i wręcz podręcznikowy freejazzowy kocioł.

Utwór szósty For Amiri Baraka przynosi uspokojenie, w partii fortepianu znów skojarzenia, tym razem z balladowymi kompozycjami Esbjörna Svenssona. W Into Action podobnie jak na początku płyty, fortepian z „alfabetem Morse’a”, dęciaki w konwencji free, powtarzalne melodyjki jak u starego Ornette’a, potem niemal konwencjonalna solówka kornetu i tym razem oszczędne, dobarwiające, uzupełniające solo fortepianu. Wake to coś zupełnie innego, jakby obraz świtu nad morzem, dalekie wybrzmienia, sygnały, nieokreślone odgłosy. Dużo powietrza i dynamika na poziomie piano, a nawet pianissimo.

Ale to cisza przed burzą, bo przedostatni Good on the Ground zwiastuje energetyczne podsumowanie płyty. Rozpoczynają kotły, potem dęciaki w przedziwnych rytmach o proweniencji bałkańskiej, w podziałach niespokojnych i zagadkowych. Duży czad, mocny freejazzowy fortepian, ale zasadą jest tu powtarzalność i – powtórzę raz jeszcze – obsesyjność. Szybciej, gęściej, mocniej. Kończą długą solówką kotły i na sam koniec dęciaki w nazwijmy to umownie „temacie”. Threnody to kontemplacyjne uspokojenie. Fortepian podąża w kierunku niemalże romantycznym, ale od solówki altu temperatura znów wzrasta, a całość nieuchronnie zmierza do kulminacji, do kolejnego na płycie freejazzowego krzyku, po którym na placu boju pozostaje już tylko preludiujący, wyciszony fortepian.

Dużo wrażeń jak na jedną płytę. Kontrolowany, w dużej części aranżowany freejazz, dzięki talentowi lidera wyzwala nową jakość. Surrealistyczną i inspirującą. Nie wspominam o umiejętnościach poszczególnych muzyków, bo są one poza dyskusją. Przyjęta konwencja wymagała jednak, by indywidualne popisy były podporządkowane głównej idei i tak się stało. Muzyka z płyty „Far From Over” nie musi się każdemu podobać, bo ten rodzaj ekspresji, czy ten rodzaj budowania napięć, wcale nie jest oczywisty i wymaga ze strony słuchacza otwarcia, a także poszerzenia perspektywy. Ale spróbować warto. 


Autor: Tomasz Szachowski

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm