Wytwórnia: Okeh 88843074612 (dystrybucja Sony)

Pipeline;
Turn, Turn, Turn;
Messin’ with the Kid;
Surfer Girl;
Rumble;
The Shortest Day;
Rebel Rouser;
Baja;
Cannonball Rag;
Tired of Waiting for You;
Reflection from the Moon;
Bryant’s
Boogie;
Lift Off;
Telstar

Muzycy: Bill Frisell, gitara elektryczna; Greg Leisz, pedal steel guitar, gitara elektryczna; Tony Scherr, gitara basowa, kontrabas (7); Kenny Wollesen, perkusja, instr. perkusyjne, wibrafon

Recenzję opublikowano w numerze 1-2/2015 Jazz Forum.


Guitar In The Space Age

Bill Frisell

  • Ocena - 3

Ta płyta jest w 100 procentach gitarowa, a przynajmniej w takim stopniu gitarowa, że ten biedny perkusista siedzi za bębnami na pewno trochę skrępowany faktem, że tak mało wygląda na gitarzystę! Nawet tytuł płyty mówi nam: „Gitara w erze podboju kosmosu”. Taka era była – w kosmos poleciał Sputnik, Łajka, żywy człowiek, a także pierwszy satelita komunikacyjny Telstar. Ówczesny człowiek był pewny, że w 2014 ludzie zamieszkają na Marsie! Był to bowiem świat z wizją!

Jakaś wizja sprawiła, że Frisell dojrzał kosmiczny sznyt w klasycznych utworach rockowych wczesnych lat 60., i umieścił je na swej płycie w takim wyborze. Ja nie wiem, czy ten zestaw jest kosmiczny gitarowo, czy nie. Biorę te nagrania jak lecą i zestawiam z oryginałami, które wszystkie są do posłuchania od razu na YouTube! I tak: oryginalny Pipeline ma 45 obrotów*, natomiast u Frisella jest tych obrotów nie więcej niż 33 (wolniej), ale energia jest podobna. Następny utwór Turn, Turn, Turn – też obroty, ha, ha! To wdzięczny kawałek i nawet brzmieniem trafia w oryginał, ciąg dalszy to rozwijanie melodii przy niepokojącym crescendo gitary hawajskiej (pedal steel guitar).

Utwór następny, Messing with the Kid, to marzenie gitarzystów spod znaku Breakout, a jednak Bill Frisell swą grą zostawia słuchacza w niedosycie. Gra bez przekonania, wie że nie odkryje Ameryki w tym kawałku? Przy Surfer Girl Beach Boysów przestałem doszukiwać się klucza kosmicznego. Przysnąłem trochę, a śniło mi się Nashville, możliwe, że to przez rzewne dźwięki stalowej gitary. W Rumble natomiast słyszymy całkiem wiernie odegrany oryginał, tylko na końcu tradycyjnie parę dźwięków bez kontekstu.

Pośród tych z lat 60. Frisell umieścił dwie własne kompozycje. Dowodzą one jego wartości jako kompozytora i muzyka, ale nie pytam, co one robią w tym zestawie. Generalnie ujmując jest to trudna do oceny sprawa – kiedy Frisell stara się dokładnie grać oryginalne nuty, nie jestem przekonany do tego, co uzyskuje. Dekonstrukcja też mija się z celem. Takie wątpliwości nachodzą, gdy widzimy koncepcję, która się jakby… nie sprawdza. W większości pierwowzory są bardziej dynamiczne, mają więcej energii. Może to ta instrumentacja, nawet taki Cannonball Rag znalazł się we władaniu nieznośnie miauczącej gitary hawajskiej, i nie wiem dlaczego.

Wymienię inne utwory, które mojemu pokoleniu były znane, i wykonawców, jak Duane Eddy i Rebel Rouser, The Kinks i Tired of Waiting for You. Dalej są świetne! Przede wszystkim zaś Tornados i Telstar! Ten megahit był grany w oryginale na jakimś prototypowym klawiszu (clavioline) i do dziś zachował swój pęd! Telstar kończy zestaw utworów na płycie, która dostępna jest bez problemu na YT.

* w czasach gramofonów na 45 obrotów kręciły się single, zaś płyty długogrające grały na 33 obroty!


Autor: Tomasz Jaśkiewicz

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm