Wytwórnia: Impulse! 6789500 (dystrubucja Universal)


Au Privave
My Old Flame
What’ll I Do
Long Ago and Far Away 
My Love and I
Everything Happens to Me


Muzycy:
Charlie Haden, kontrabas; Brad Mehldau, fortepian


Recenzja opublikowana w Jazz Forum 1-2/2019


Long Ago And Far Away

Charlie Haden & Brad Mehldau

  • Ocena - 5

Na scenie dwóch charyzmatycznych gigantów współczesnego jazzu, choć na różnych etapach kariery: Charlie Haden u jej naturalnego kresu, Brad Mehldau – już u szczytu. O tym, jak spotkali się kilkanaście lat wcześniej i co z tego spotkania wynikło, Mehldau opowiada w przejmującym tekście dołączonym do płyty.

W skrócie: na początku lat 90. Haden usłyszał Mehldaua podczas występu kwartetu Joshuy Redmana.  Natychmiast wyczuł, że coś jest z młodym wirtuozem nie tak – rozpoznał w nim narkomana (sam porzucił nałóg wiele lat wcześniej, więc był wyczulony na takie sprawy) i w niezobowiązującej rozmowie  zaoferował pomoc. Po pewnym czasie, gdy Mehldau wyjechał z Nowego Jorku do kliniki odwykowej w Los Angles, państwo Hadenowie z dziećmi stali się jego drugą rodziną.

Esej, który Mehldau napisał z myślą o „Long Ago…” w ogromnej części poświęcony jest właśnie kwestii narkomanii wśród muzyków. I co znamienne, pianista, a także wybitny kompozytor i intelektualista, prezentuje stanowisko wręcz radykalne: nie usprawiedliwia wrażliwych, zniszczonych przez nałóg artystów, nie dopisuje do ćpania romantycznej legendy, pisze natomiast o zmarnowanych talentach i o tym, że, w zasadzie, też był już jedną nogą po tamtej stronie. Znarkotyzowani geniusze – stwierdza Mehldau, przywołując słowa Hadena – grali pomimo nałogu, na „autopilocie”, zwykle do bardzo przedwczesnej śmierci, a nie dlatego, że dzięki heroinie, kokainie czy marihuanie, słyszeli więcej, a ich palce były sprawniejsze. „I stayed alive and become a functioning person again” – konkluduje. Muzyka muzyką, słuchaczom w sumie obojętne, w jakich rodzi się okolicznościach, ale liczy się też samo życie.

Jest 5 listopada 2017 r., trwa Enjoy Jazz Festival w niemieckim Mannheim.  Album, który dokumentuje ten występ, trwa ponad 70 minut i zawiera ledwie sześć utworów.  Jeszcze przez pierwszym przesłuchaniem łatwo się domyślić, że biorąc na warsztat wyłącznie standardy (m.in. Parkera, Mercera i Berlinga) Haden i Mehldau cały program zagrali ad hoc – to przywilej mistrzów, ale i ogromne ryzyko, że swobodna improwizacja nie ułoży się w sensowną narrację. Muzykują jednak geniusze, więc i muzyka ociera się o genialność.  Metraże są solidne, formy otwarte, partie solowe – basisty lub pianisty – hojnie dozowane. Może być ta niespieszna, wytrawna muzyka tłem wieczornej krzątaniny, a może być (jakość nagrania została nieco „podkręcona” w post-produkcji, o czym lojalnie uprzedza pani Haden) – pretekstem, by przetestować audiofilskość domowego hi-fi.

Mnie najbardziej do gustu przypadła melancholijna melodia What’ll I Do, ale, o ile ktoś nie oczekuje obłędnych szarż, paleta nastrojów jest tu szeroka i kolorowa. Piękne dopełnienie dyskografii obu artystów, ze szczególnym uwzględnieniem „sekcji pianistycznej” Hadena.


Autor: Adam Domagała

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm