Wytwórnia: Columbia 886 979 86 712
(dystrybucja Sony)

Going Home; Amen; Show Me the Place; Darkness; Anyhow; Crazy to Love You; Come Healing; Banjo; Lullaby; Different Sides

Muzycy: Leonard Cohen, śpiew, gitara; rozmaite składy muzyków

Old Ideas

Leonard Cohen

  • Ocena - 5

Są takie płyty, które po włożeniu do odtwarzacza nie pozwalają się analizować, których przekaz twórczy dociera od razu do serca pominąwszy umysł i cały ten bagaż odniesień, porównań, ocen. Płyty, do których się wraca, które się zna od zawsze, pomimo że nigdy wcześniej się ich nie słyszało. Z bohaterem takiej płyty utożsamiamy się natychmiast, podobnie jak z pozytywnym bohaterem filmu akcji. Zaczynamy żyć życiem autora płyty, przynajmniej przez czas jej trwania, a potem tęsknimy do powrotu, w chwili wolnej od zarabiania pieniędzy...

Taką właśnie płytą jest najnowszy album Leonarda Cohena. Kochany Pan Leonard, zachwycający od dziesięcioleci rzesze odbiorców na całym świecie w sposób szaleńczo bezpretensjonalny i nienarzucający niczego, zachwycił po raz kolejny. Co warte odnotowania zachwyca on fanów poezji śpiewanej, klezmorim, folk, country and western, bluesa, piosenki aktorskiej i… jazzu. Operuje bowiem własną, niezapożyczoną, specyficzną metodą przekazywania postrzegania świata, gdzie storytelling jest fundamentem budującym każdą kolejną nowelę, jaką jest zawsze piosenka Pana Leonarda, autora piszącego (śpiewającego) o codzienności w sposób niecodzienny. Myślę, że Julio Cortazar lubił go albo lubiłby, gdyby go znał.

Śpiewa Pan Leonard jak zwykle niedbale, ale nie nonszalancko, taki ma styl. Zawsze jednak robi to czysto, świetnie operuje czasem, na dodatek brzmienie, barwa głosu – te przyrodzone dary sprawiają, że dziewczyny zamykają oczy, a faceci mają ochotę pójść z nim na piwo. Nie można nie wspomnieć tu śp Maćka Zembatego, który wspólnie z Maciejem Karpińskim przełożył Pana Leonarda na polski, a także Wojtka Manna, dbającego nieustannie o właściwy odbiór panaleonardowych idiomów.

„Old Ideas”. Stare pomysły? Raczej kwintesencja, resumee, rozliczenie niedojrzałości przez dojrzałość. Odniesienia do wartości najwyższych – do Boga (Amen, Come Healing), do rodziny i ojczyzny (Show Me the Place, Banjo), do miłości (Darkness, Crazy to Love You, Lullaby), spointowane relatywistycznym Different Sides, pozwalają nam spokojnie przemierzać senne wspomnienie Pana Leonarda o … Panu Leonardzie. Autobiografia? Może tak, może nie. W każdym razie brzmi nad wyraz osobiście. W otwierającym płytę Going Home śpiewa: „Lubię rozmawiać z Leonardem / jest sportowcem i pasterzem / leniwy skurczybyk / nosi garniturek” (przekład autora recenzji). Najbardziej wzruszył mnie song Anyhow, może dlatego, że jest jazzy, a może dla czegoś innego, czego nie wiem, a co stanowi o tym, że gdy Pana Leonarda słuchają fachowcy i maluczcy, to doprawdy trudno rozróżnić którzy są którymi. Prawdziwa sztuka wymykająca się krytyce.

Słów kilka o muzykach towarzyszących. Zespół marzeń. Instrumentaliści grający stylowo w każdym, najdrobniejszym szczególe, bez cienia pastiszu, o który jakże łatwo, w synkretycznej muzyce Pana Leonarda. Chórki śpiewane czysto, równo, ze smakiem i nie dominujące tego specyficznego stylu muzyki, stylu wymykającego się najtęższym klasyfikatorom. Wielkie brawo dla inżynierów dźwięku i masteringu. Płyta brzmi bliziuteńko, ciepło, słychać dobrze wszystko, a przede wszystkim jak Pan Leonard szepcze swoje poetyckie wyznania.

„Old Ideas” jest niebywałym aktem pokornej wiary we własną sztukę. Wiary 78-letniego pisarza, kanadyjskiego potomka polskich i litewskich Żydów, literata, który zaczął śpiewać i chwała Bogu nie przestał. To album stanowiący kolejny, dwunasty rozdział tej niekończącej się księgi Pana Leonarda o wszystkim. Co ciekawe, jak dotąd najpiękniejszy ze wszystkich.

Autor: Piotr Baron

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm