Wytwórnia: ECM 2222

Part I: Orvieto Improvisation No. 1; Part I: Retrato Em Branco E Preto; Part I: If I Should Lose You; Part I: Doralice; Part I: Jitterbug Waltz; Part I: A Valsa Da Paula; Part II: Orvieto Improvisation No. 2 – Nardis; Part II: Este Seu Olhar;
Part II: Darn That Dream; Part II: Tirititran; Part II: Armando’s Rhumba; Part II: Blues in F

Muzycy:
Chick Corea, Stefano Bollani, fortepiany

Nagrano podczas festiwalu Umbria Jazz Winter w Orvieto 30 grudnia 2010.

Orvieto

Chick Corea/Stefano Bollani

  • Ocena - 4

Czy jest wśród współczesnych nam pianistów jazzowych inny artysta, którego muzyka zawierałaby taki ładunek niczym nieskrepowanej radości, niż Chick Corea? Ci, którzy mieli szczęście słuchać Corei grającego solo w niewielkim klubie będą wiedzieli dokładnie o czym mówię. Ci natomiast, którzy takiego szczęścia nie mieli – w końcu Corea zbyt często w małych klubach nie występuje – słyszeli go na pewno w innych okolicznościach i nie mogą zaprzeczyć, że jego muzyka przepełniona jest wspomnianym uczuciem od pierwszej do ostatniej nuty.

W swej ponad 50-letniej (!) karierze nie stronił Corea od nagrań solowych. Nie były to nigdy tak spektakularne, powalające na kolana nagrania jak te, których dokonywał inny, współczesny nam, gigant fortepianu – Keith Jarrett. W przeciwieństwie jednak do Jarretta uprawiał Corea, i w dalszym ciągu z powodzeniem uprawia, dziedzinę pokrewną, a mianowicie duety fortepianowe. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że na tej niwie nie ma sobie równych. Poczynając od słynnego nagrania z Herbie’m Hancockiem („An Evening With Herbie Hancock & Chick Corea: In Concert, 1978”), poprzez duety z Fredrichem Gouldą, a na współpracy z Gonzalo Rubalcabą kończąc, podejmuje Corea to, jak sam mówi, wielkie wyzwanie jakim jest spotkanie dwóch improwizujących pianistów.

Tym razem spotkanie takie miało miejsce 30 grudnia 2010 roku we Włoszech, podczas Umbria Jazz Winter w Orvieto, a partnerem Corei był nagrywający dla wytwórni ECM, włoski pianista Stefano Bollani. Poczynając od otwierającej recital spontanicznej improwizacji aż do zagranego na bis, również zaimprowizowanego, bluesa mamy do czynienia z pianistyką na nieosiągalnym dla zwykłych śmiertelników poziomie. Porozumienie pomiędzy muzykami jest niemalże telepatyczne co może częściowo tłumaczyć fakt, że Corea zawsze należał do największych idoli Bollaniego. A radości muzykowania w 75-minutowej rejestracji tego koncertu na pewno nie brakuje. Dolarice Antonio Almeidy, Jitterburg Waltz Fatsa Wallera z części pierwszej i Armando’s Rhumba Corei z części drugiej są najlepszymi tego przykładami. Przyjemnym zaskoczeniem jest przejście szalonej improwizacji otwierającej drugą część koncertu w rzadko raczej grywaną kompozycję Davisa Nardis. Bardzo ładnie plasuje się w całości nastrojowa A Valsa da Paula Bollaniego.

Często można się spotkać z opinią, że nagrania koncertowe to tylko namiastka koncertu, którego są rejestracją. To stwierdzenie można także odwrócić – to, co akceptujemy w czasie koncertu może stać się nieznośne podczas słuchania w domu. Atmosfera koncertu pryska, solowe popisy stają się nagle przegadane, a elokwencja muzyków po prostu nudna. W wypadku tej płyty nie ma to zupełnie zastosowania. Po jej wysłuchaniu po prostu żałujemy, że nas tam nie było.

Dodatkową ciekawostką jest fakt, że jest to pierwsze, od ponad 25 lat, nagranie Corei dla wytwórni ECM. Tej samej wytwórni w której wielki pianista dokonał takich legendarnych nagrań jak „Return To Forever” i „Children’s Songs”. Jeżeli nawet nie jest to „powrót na zawsze” to miejmy nadzieję, że przynajmniej na dłużej.

 

Autor: Marek Piechnat

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm