Wytwórnia: Cap Rec. 003

Poranek na Fobosie; Zaburzenia równowagi; Randka z androidem; Zajawy; Budzik; Szudraki; Golden Age; Portal

Muzycy: Michał Karbowski, gitara; Jarosław Bothur, saksofon tenorowy; Filip Owczarski, wibrafon; Klaudiusz Kłosek, trąbka; Jędrzej Łaciak, gitara basowa; Przemysław Borowiecki, perkusja


Randka z androidem

MOON HOAX

MOON HOAX, czyli jak odjazzowić jazz
Łukasz Kamiński

Ciśnienie w czajniku z napisem Moon Hoax osiągnęło już taki poziom, że nie można go było już dłużej utrzymać – mówi gitarzysta, kompozytor i lider Moon Hoax, Michał Karbowski, gdy pytam go o prawie dziesięcioletnią przerwę w nagrywaniu ze swoim zespołem. Odpowiedź to barwna, tak jak barwna jest muzyka grupy. Odwołująca się do klasyki jazzu, ale świadomie od niego odchodząca. Ilustracyjna, obrazowa, działająca na wyobraźnię, ale też hipnotyzująca, zajmująca.

Płyta „Randka z androidem”, dołączona do JAZZ FORUM w nakładzie dla prenumeratorów, jest jak świeży powiew wiosny, ale też kusząca obietnica nadchodzących koncertów.

JAZZ FORUM: Jak to się stało, że pierwsza odsłona Moon Hoax, ta sprzed dekady, miała swój początek w filmie?

MICHAŁ KARBOWSKI: Zrealizowaliśmy czterdziestominutowy film, który pokazywany był w ramach „Nurtu Off” Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Graliśmy do niego na żywo ścieżkę filmową złożoną z wcześniej przygotowanych kompozycji. W kilku miejscach pozwoliliśmy sobie jednak na improwizacje. Żeby nasza muzyka zabrzmiała jak najpełniej, postanowiliśmy poszerzyć nasz dotychczasowy skład. Okazało się, że brzmienie jest tak ciekawe, że nie wróciliśmy już do tria, tylko zostaliśmy przy sekstecie.

JF: Czyli kino było katalizatorem.

MK: Tak, było jedynie pretekstem. Nigdy potem już nie wracaliśmy do tej formy łączenia obrazu z dźwiękiem, a z materiału, który graliśmy do filmu, na naszą debiutancką płytę trafiły zaledwie trzy numery. Moon Hoax jest właściwie zupełnie nowym przedsięwzięciem, a z filmem łączy nas jedynie to, że dzięki niemu poznaliśmy nowych muzyków.

JF: Dlaczego tyle czasu minęło między dwiema płytami?

MK: To pytanie brzmi trochę, jakbyśmy mówili o comebacku godnym Budki Suflera. (śmiech) Prawda jest taka, że gdybym grał w jednym tylko zespole, tej przerwy by nie było. Po wydaniu debiutu graliśmy regularnie, choć nie za często. Wszystko się jednak rozbijało o czas i siły, które poświęcałem na inne projekty. W końcu jednak ciśnienie w czajniku z napisem Moon Hoax osiągnęło już taki poziom, że nie można go było już dłużej utrzymać. Przy okazji nastąpiły zmiany personalne, pojawiły się nowe inspiracje. Nie mogę obiecać, że historia się nie powtórzy, ale wiem już doskonale, że takie długie przestoje, to nic dobrego.

JF: Scena muzyczna sprzed dekady i ta dzisiejsza, to dość odlegle od siebie rzeczywistości. Pojawiło się mnóstwo artystów, którzy spełniają się zarówno w świecie jazzu, jak i alternatywy, czy szeroko pojętej muzyki miejskiej.

MK: Nie chcę wypowiadać się w imieniu całej sceny. Słuchając Moon Hoax, być może pierwszym skojarzeniem jest jazz, ale moim zamysłem było stworzenie zespołu, który nie byłby łatwy do zaszufladkowania, który by przełamywał bariery. A fakt, że artyści jazzowi grają na imprezach pozajazzowych, jest bardzo dobry. Dzięki temu poszerzają swoją listę słuchaczy.


Od lewej: Klaudiusz Kłosek, Jędrzej Łaciak, Michał Karbowski, Filip Owczarski, Przemek Borowiecki, Jarosław Bothur 
fot. Artur Wacławek 


JF: Dlaczego uważasz, że pierwsze skojarzenie dotyczące Moon Hoax to jazz?

MK: Ze względu na instrumentarium. Trąbka i saksofon od razu kojarzą się przecież z jazzem. Są też improwizacje. Siłą rzeczy jesteśmy przypisywani do sceny jazzowej. Co powiedziawszy, chciałbym zaznaczyć, że nagrywając nową płytę, tę, która dołączona jest właśnie do JAZZ FORUM, staraliśmy się jak najbardziej odjazzowić naszą muzykę.

JF: O tym właśnie mówię, Moon Hoax jest jednym z tych zespołów, których nie da się łatwo sklasyfikować. Na każdy argument, że gracie jazz można znaleźć dwa świadczące o czymś zupełnie przeciwnym.

MK: Myśląc o brzmieniu Moon Hoax zawsze wyobrażałem sobie, że to muzyka do nieistniejącego filmu, bo kiedy myślę o muzyce, to myślę o niej obrazowo. Zawsze za dźwiękami kryje się jakiś obraz. Opowiadam zresztą o tym podczas koncertów, bo jestem przekonany, że lepiej się nas słucha wiedząc, w którą stronę pokierować swoją wyobraźnię.

JF: Wspomniałeś o tym, że grając do filmu opieraliście się na wcześniej przygotowanych kompozycjach, dopuszczając niekiedy improwizacje.

MK: To jest mój ulubiony sposób pracy. Jeżeli ma się pojawić improwizacja, to musi ona być wpisana w całość muzyki. Kompozycje muszą być zamknięte, spójne. Podobnie jest na koncertach. Niezależnie od tego, jak bardzo oddajemy się improwizacji, temat utworu jest rozpoznawalny. Niesłychanie ważne dla nas jest, żeby improwizacja była elementem całości, a nie czymś co dominuje. Nie ma w naszym graniu podejścia, że oto „mamy temacik i z nim jedziemy”.

JF: Czyli nie ma demokracji w zespole, Ty jesteś kapitanem?

MK: Stoję na czele grupy niezłych gagatków. (śmiech) Tak naprawdę nasza praca wygląda w prosty sposób – na próbach pracujemy nad gotowymi kompozycjami, które tworzę. To system bardzo praktyczny. Moon Hoax to grupa sześciu zawodowych muzyków. Już samo umówienie się na próbę, to nie lada wyzwanie. Praca nad materiałem musi być więc sprawna.

JF: Który koncert Moon Hoax uznałbyś za najlepszy, taki, który w pełni oddaje charakter i duszę zespołu?

MK: Takim wzorcowym koncertem był ten zagrany w grudniu zeszłego roku w NOSPR. To był występ z okazji premiery naszej płyty. I muszę powiedzieć, że łączył brawurową grę z nietuzinkową konferansjerką. (śmiech)

JF: Lubisz mówić w trakcie koncertów?

MK: To mój znak firmowy! Kiedyś doprowadzę do sytuacji, w której publiczność będzie krzyczeć: „Gadaj, a nie graj!”

JF: Nagrasz wtedy w końcu płytę mówioną.

MK: Tak jest! Wracając do koncertu, myślę, że na odbiór naszego występu mogła też mieć wpływ sala, która ma świetne brzmienie. I sama publiczność też dała nam sporo energii.

JF: Kiedy rozmawiasz z publicznością, to co ona mówi o waszej muzyce?

MK: Po koncercie w NOSPR kilka osób powiedziało nam, że to najlepszy występ, na jakim były. Były to starsze osoby, które nie przyszły specjalnie na Moon Hoax, tylko po prostu chciały posłuchać muzyki. Taki komplement jest niezwykle cenny.

JF: A co ich uwiodło w Moon Hoax?

MK: Obrazowość naszej muzyki, jej sugestywność. I przekaz, który niesiemy, wprawiający w dobry nastrój. Posługując się językiem new age’owym, podnosimy wibracje, a nie je obniżamy. Nie spuszczamy słuchaczom łomotu, nie popisujemy się naszą grą. Myślę, że w naszej muzyce słychać też kosmiczny podtekst, widać, że tytuły naszych kompozycji nie są puste, tylko coś się za nimi kryje.

JF: Czy mógłbyś tym wszystkim, którzy poznali was przez przypadek, i się wami zachwycili, polecić jakichś innych artystów, którzy zachwialiby ich przyzwyczajeniami muzycznymi?

MK: Może to źle zabrzmi, ale jeśli sam słucham muzyki, to wybieram klasykę i starszy jazz, ten z lat 60. i 70. Staram się nie słuchać zespołów podobnych do Moon Hoax, bo od razu zaczynam analizować, porównywać.

JF: Pytanie o nazwę zespołu to jedno najgorszych pytań, jakie można zadać…

MK: Zgadzam, zwłaszcza kiedy zespół nazywa się Michał Karbowski Quartet. (śmiech)

JF: Ale mimo wszystko chciałbym Cię o Moon Hoax zapytać. Tym bardziej, że słowo hoax, czyli ściema, blaga, oszustwo, w dzisiejszych czasach jest dość chętnie i powszechnie stosowane. Zresztą w samej notce o zespole, piszecie o poddawaniu w wątpliwość norm i dogmatów.

MK: I nie mówimy o normach artystycznych, tylko codziennych, historycznych. Na przykład lądowanie na księżycu. Nie wiem, czy faktycznie miało miejsce czy nie.

JF: To ja Ci powiem, że miało.

MK: Należysz do pokolenia, które o tym wydarzeniu wie z książek historycznych, przyjmujesz, że tak się stało, nie zastanawiasz się nad tym, czy było tak naprawdę. A może to jest właśnie jedno z wielu wydarzeń powszechnie zaakceptowanych, które się nie wydarzyły? Do tego nawiązuje też okładka naszej płyty.

JF: Która przyznam, jest dla mnie jednak trochę oburzająca. Ręka na piersi, nawet jeśli jest to manekin…

MK: Ale to jest taki żart. Na pierwszy rzut oka wygląda, że to ręka astronauty łapie za pierś manekina. Tymczasem jest to pusta rękawica. To przytyk w stronę mediów i nauczka, że bardzo ważne jest to, jak się pokazuje rzeczy, jak się je relacjonuje. Wiesz, ja zawsze lubiłem czytać książki, które kwestionują powszechne prawdy, które przedstawiają historię w alternatywny sposób.

JF: Teorie spiskowe.

MK: A może to nie teorie, tylko prawda? Nie robię z siebie od razu Sun Ra, ale czuję, że takie sceptyczne podejście do świata, spoglądanie na wszystko z innej perspektywy jest słuszne.

JF: To co mówisz, to niezła gimnastyka dla wyobraźni. Jak bardzo przekłada się ona na Twoją wyobraźnię artystyczną?

MK: Na pewno ma wpływ na muzykę. Trudno przecież postawić granicę między życiem, a sztuką, nie sposób przecież tworzyć muzykę w sprzeczności z samym sobą. Kiedy spotykamy się na próbach i opowiadam, o czym jest kawałek, który właśnie skomponowałem, to moja opowieść działa na kolegów w zespole, na to jak grają.

JF: To może naiwne pytanie, ale dzięki temu, że płyta Moon Hoax dołączona zostanie do JAZZ FORUM, zyskacie nową publiczność, nowych fanów. Co chciałbyś, żeby poczuli, usłyszeli w waszej muzyce?

MK: Starsi fani na pewno usłyszą echa Davisa czy Coltrane’a. Nie będą musieli się aż tak bardzo gimnastykować, żeby nas polubić. Przecież nie odstraszamy ortodoksyjnych fanów jazzu. Chciałbym, żeby dali się ponieść płycie, żeby potraktowali ją jako całość, a nie zbiór kompozycji.

Autor: Łukasz Kamiński

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm