Wytwórnia: Soliton SL 662-2


Raindrops
Northern Song
Cecylio, jaka jesteś piękna
Bagatella
Birds
Red Ice
Happy News
Morning Fog
Co się tutaj odjaniepawla? – pyta dzban Janusza
Wygięcie
Septyma


Muzycy
: Leszek Kułakowski, fortepian; Maciej Sikała, saksofon sopranowy


Recenzja opublikowana w Jazz Forum 3/2020


Red Ice

Leszek Kułakowski, Maciej Sikała

  • Ocena - 5

Granie Leszka Kułakowskiego i Macieja Sikały to impresjonizm. Autor płytowej noty Stanisław Danielewicz żartuje, że to najlepszy album ECM ostatnich kilku lat, tyle że wydany przez Soliton. Ale to dalekie uproszczenie i wręcz stylistyczne nadużycie. Płyta „Red Ice” jest bardzo europejska, bowiem osadzona na fundamencie naszej muzycznej historii (Debussy, Satie, Ravel, Skriabin), nie ma w sobie nic, co jest tak charakterystyczne dla monachijskiego grania, co ja nazywam zatarciem konturów, zapatrzeniem gdzieś za horyzont, za cenę zatracenia ostrości widzenia.

Muzyka Leszka i Macieja z jazzem najwięcej ma wspólnego poprzez improwizowany charakter grania, ale czy musimy ją na siłę wciskać na półkę z napisem jazz? Osobiście jestem przeciw, sztampowe szufladkowanie takich pereł jak Raindrops czy Cecylio, jaka jesteś piękna wyrządzi krzywdę temu muzykowaniu. To granie tak ujmujące, że sprawi radość najbardziej ortodoksyjnym wyznawcom muzyki (przepraszam za kolokwializm) klasycznej. Bagatella z jednakową swobodą mogłaby zabrzmieć na jazzowym festiwalu, jak również na koncercie wpisanym w cykle dedykowane muzyce współczesnej. Słuchając Birds czy kompozycji tytułowej, jestem sobie w stanie wyobrazić siebie siedzącego w filharmonicznej sali, jak również w fotelu jazzowego klubu. Jest jeden warunek, światło tu i tu musiałoby być przyciemnione. Nomen omen, czy tylko ja słyszę powinowactwo BirdsOiseaux Exotiques Oliviera Messiaena, tyle że w wersji light?

Ta muzyka jest w pewien sposób nostalgiczna, ale nie smutna. Refleksyjna i powściągliwa, ale nie nudna. Romantyczna, lecz nie ckliwa. Kiedy trzeba, artyści intrygują nas niemal funkowym groove’em w Happy News, by za chwilę zabrać do krainy porannych mgieł nad taflą jeziora, jak w Morning Fog. Jest nagranie bliskie stylistycznym wycieczkom Chicka Corei (Co się tutaj odjaniepawla – pyta dzban Janusza). A także mroczność wczesnych utworów Arnolda Schoenberga i Antona Weberna, jak choćby w Wygięciu. I kiedy rozbrzmiewa Septyma (tytuł nieprzypadkowy), możemy odetchnąć. Wracamy z dalekiej podróży, oczywiście jeśli ktoś potrafi objąć w jedność świat jazzowego idiomu z delikatną nutą awangardy á la Viktor Ullmann, eksperymentujący z jazzem Igor Strawiński i Dmitrij Szostakowicz, czy Leonard Bernstein.

To genialna płyta, taka, jakiej nie spodziewałem się tu, nad Wisłą. Album piękny, intelektualny i – niestety – zasługujący na lepszą realizację dźwięku. To granie godne audiofilskiego podejścia do materii.


Autor: Piotr Iwicki

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm