Wytwórnia: Astigmatic Records AR003

Knowledge (introdukcja do Etiudy baletowej)
Perły i Dukaty XIV / Repetition
Private Conversation VIII
Niekochana
Pingwin VI
Free Witch and No Bra Queen/Sult
God is Love (Bariera XIII)
Step Into the Light (Wiklinowy Kosz)
Waltzing Beyond (The Song on the Day the World Ends)

Muzycy: Marek Pędziwiatr, fortepian, instr. klawiszowe, śpiew, rap; Paweł Stachowiak, gitara basowa; Vojto Monteur, gitara elektryczna; Olaf Węgier, saksofon; Jakub Kurek, trąbka; Marcin Rak, perkusja; Spisek Jednego, gramofony, elektronika


Repetitions (Letters To Krzysztof Komeda)

EABS

  • Ocena - 5

„Repetitions…” wrocławskiego septetu to na nasyconym po brzegi jazzowym polskim rynku zjawisko bez odpowiednika i bez konkurencji. Jedni utwierdzają się w przekonaniu, że dobre już było i dokładają swoje do, nazwijmy to, post-modern-jazzowego ogródka; inni ostro idą do przodu, siekając nabojami gdzie popadnie. A EABS unosi się nad tym polem bitwy między przeszłością a przyszłością, jak na magicznym dywanie i tam sobie frunie, gdzie mu wiatr natchnienia zawieje. I nie tylko, by tak rzec, w wymiarze horyzontalnym (od konwencji obowiązującej w latach 50. i 60., przez siarczyste fusion z lat 70. i rap aż po futurystyczną elektronikę), ale i wertykalnym (bo „Repetitions...” to w równym stopniu album muzyczny, co opowieść filmowo-poetycka z przesłaniem).

Powie ktoś, że albumów z mniej lub bardziej nowatorskimi opracowaniami muzyki Krzysztofa Komedy było już bardzo dużo i po co kolejne – zgoda, było tego sporo, a Komedowski strumień płynie z roku na rok coraz bardziej rwąco. Ale, po pierwsze, miażdżąca większość tych nagrań (często świetnych!) obejmuje sprawdzone terytorium repertuarowo-wykonawcze, a, po drugie, bodaj z wyjątkiem płyty Marii Sadowskiej sprzed kilku lat, nikt do tej pory nie zdecydował się na radykalny przewrót stylistyczny i zaprezentowanie tej muzyki w formie innej niż, hm, akademicko-festiwalowa. Nawet głośne płyty Tomasza Stańki („Litania”) i Adama Pierończyka („Komeda: The Innocent Sorcerer”) dalekie były od gestów zachęty wobec tzw. publiczności młodzieżowej. Innymi słowy: utarło się, że jest muzyka Komedy (pomijając nie tak znowu liczne piosenki) muzyką dla koneserów, a profanom od niej wara.

EABS – grając stuprocentowy, wysokoenergetyczny jazz – ma podejście zupełnie inne. Wrocławianie są otwarci i bezczelni, ultrakomunikatywni i jednocześnie staranni w doborze środków tej komunikacji. Młodsi słuchacze mogą dzięki „Repetitions…” przekonać się, że jazz wcale nie jest muzyką zmurszałych dziadków i może wkręcać tak samo, jak Kendrick Lamar i soundtrack z „The Get Down”. Średni skojarzą, że przecież już jakiś czas temu polubili soulowo-hip­hopowe wycieczki Roberta Glaspera, odkurzą płyty Buckshot LeFonque i westchną na wspomnienie Urbanatora. A starzy jeszcze raz przeklną Milesa Davisa za przedśmiertny flirt z czarną muzyką ulic wielkiego miasta, od którego wiedzie prosta droga do tej płyty.

Z gigantycznego dorobku Komedy EABS wziął na warsztat prawie wyłącznie mało znane melodie. Kilka z tych podejść uzupełnionych jest fragmentami dialogów z filmów, do których Komeda owe partytury napisał. To ma sens nie tylko estetyczny, ale, przede wszystkim, literacki – przecież słowa zbuntowanego bohatera „Pingwina” (film Jerzego Stefana Stawińskiego z 1964 r.) mógłby wypowiedzieć nastolatek w każdej epoce; piorunujące wrażenie robią też miłosne urojenia bohaterki „Niekochanej” (reż. Jerzy Nasfeter, rok 1965).

Właściwie jedyny temat, który nawet mniej wprawny słuchacz powinien rozpoznać bez problemu, to Repetition (połączony tu z motywem z krótkometrażowego filmu „Perły i dukaty” w reż. Józefa Hena, rok 1965). To jest zresztą ten moment, gdy młodzi oszałamiają pokazem „bopowego” kunsztu wyniesionego ze studiów na wydziałach jazzu. Ale, jak się rzekło, EABS to stworzenie wszystkożerne, a obok otwartego, akustycznego grania „w stylu kwintetu Komedy”, jest tu i numer rapowy, i soulowa ballada, i rockowy odjazd, i mięsisty groove, i trochę psychodelii. Obecność Michała Urbaniaka w jednym z utworów ma znaczenie głównie symboliczne (przekazanie pałeczki w sztafecie pokoleń, te sprawy), ale i dźwiękowo stanowi urozmaicenie mieniącego się wieloma kolorami fresku.

Jeśli już zaś chodzi o dźwięk, to mamy do czynienia z produkcją zrealizowaną fenomenalnie. Choć (celowo?) nie jest to nagranie audiofilskie, to na pewno dostaną od niego dreszczy rozkoszy posiadacze hi-fi za milion dolarów, nareszcie zadowoleni z tego, jak im grają basy; gęstość, dynamika, temperatura, jaką udało się uzyskać podczas zapisu i postprodukcji przypominają spatynowane nagrania Blue Note, Motown i Stax. Oraz – a niech tam! – Polskich Nagrań.

Zwracam na koniec uwagę, że EABS to także „ten ósmy”, dla publiczności zwykle niewidoczny, a pociągający za te wszystkie sznurki, bez których nie działałaby ani machina artystyczna, ani logistyczno-wydawnicza: Sebastian Jóźwiak, twórca Astigmatic Records. Jeden człowiek z szafą (pełną wiary i pomysłów).


Autor: Adam Domagała

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm