Wytwórnia: Verve 0602517448261

River. The Joni Letters

Herbie Hancock

  • Ocena - 5

Court and Spark; Edith and the Kingpin; Both Sides Now; River; Sweet Bird; Tea Leaf Prophecy; Solitude; Amelia; Nefertiti; The Jungle Line
Muzycy: Herbie Hancock, fortepian; Norah Jones, Tina Turner, Corinne Bailey Rae, Joni Mitchell, Luciana Souza, Leonard Cohen, śpiew; Wayne Shorter, saksofon tenorowy i so-pranowy; Dave Holland, kontrabas; Vinnie Colaiuta, perkusja; Lionel Loueke, gitara

Twórczość Joni Mitchell stanowi jeden z kluczowych punktów odniesienia współczesnej sceny muzycznej. Elementy folk, pop czy jazz są źródłem, ale istota tkwi w wybitnej muzykalności, intuicji i wrażliwości autorki Woodstock. Płyta „Mingus” z 1979 roku, w której realizacji wzięli udział m.in. Herbie Hancock, Wayne Shorter i Jaco Pastorius, pokazała zupełnie nową, arcyciekawą płaszczyznę, na której może dojść do syntezy pozornie oddalonych od siebie gatunków.

I oto mamy realizację idei, która zapewne wówczas się narodziła. W ciągu tych prawie 30 lat, jakie minęły od tamtego spotkania, wiele zdarzyło się w karierach Hancocka i Shortera, lecz punkt odniesienia, jakim nawet dla tej rangi artystów jest Joni Mitchell, nie zmienił się.

Płyta przykuwa uwagę od pierwszych minut. Starannie dobrane wybitne postaci wokalistów od Nory Jones po Leonarda Cohena z charyzmatycznie obecną samą Joni Mitchell, określają najwyższy pułap przedsięwzięcia. Kompozycje Mitchell wywodzące się przecież z nurtu folk-rock, niełatwe do zagrania i zaśpiewania, tworzące własny pogłębiony psychologicznie i emocjonalnie świat, wymagają szczególnej interpretacji i porozumienia między artystami. Tę magiczną i wielowymiarową przestrzeń porozumienia tworzą – tak to odbieram – przede wszystkim Herbie Hancock i Wayne Shorter. Cudowne harmonie fortepianu, ciągłe poszerzanie kontekstu, zmienność, kolorystyka, żadnej dosłowności! Shorter, który częściej niż Hancock pracował z Mitchell, jest w kreowaniu poetyki jej utworów wręcz niezbędny!

Co więcej, instrumentalne dodatki (Sweet Bird, Solitude, Nefertiti) w przedziwny sposób wręcz idealnie wkomponowują się w „piosenki” Joni.

Możnaby tu sporo pisać o grze Dave’a Hollanda czy Vinnie’ego Colaiuty, o elektryczności, która przebiega w różne strony, zmienia kierunki i wywołuje nowe impulsy, choć przecież na całej płycie brak wybuchów namiętności, co mogłaby sugerować choćby obecność Tiny Turner.

W odniesieniu do wydarzenia tej rangi tak naprawdę brakuje słów. Herbie Hancock nagrał jedną z najlepszych płyt w swojej karierze, być może płytę życia.

Autor: Tomasz Szachowski

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm