Wytwórnia: Zbigniew Seifert Foundation CD FZS – 1

Seifert

Atom String Quartet

  • Ocena - 5

Dzięki działalności Fundacji im. Zbigniewa Seiferta mamy ostatnio do czynienia ze swoistym renesansem jego twórczości. Seifert jako jeden z największych nowatorów europejskiej muzyki jazzowej powraca wreszcie do przestrzeni kultury muzycznej. Zawsze był obecny, ale tylko w świadomości muzyków, teraz staje się lepiej znany.

Pomysł na wydanie płyty z nowymi interpretacjami jego utworów pojawił się chyba po bardzo udanym i ciekawym konkursie im. Seiferta. Wygrał go Mateusz Smoczyński, a Krzysztof Lenczowski (wiolonczela!) i wcześniej Dawid Lubowicz także brali w nim udział. Gdy dodamy do tego jeszcze altowiolistę Michała Zaborskiego, to będziemy mieli cały Atom String Quartet. I właśnie temu zespołowi zaproponowano nagranie płyty. Wybór najlepszy z możliwych. Płyta jest majstersztykiem. Wykonania są nie tylko najwyższej, światowej klasy, ale też pomysły aranżacyjno-zespołowe (to dziwne określenie najlepiej tu pasuje) nadzwyczajne.

Niektóre z prezentowanych tematów możemy znaleźć na pierwszej płycie Seiferta wydanej przez Capitol Records w 1977 r., zatytułowanej po prostu „Seifert”. Są to utwory Song for Christopher, On the Farm, Way to Oasis, czy Quasimodo. Inne, jak np. Turbulent Plover, Love in the Garden, Stillness, były nagrane przez Seiferta na płycie „Man Of The Light”. Jeśli ktoś zna te wzorce, może być zdumiony brzmieniem utworów w wykonaniu ASQ. Tam słychać często jazzrockową sekcję rytmiczną, tu mamy do czynienia wyłącznie z instrumentami strunowymi. Ale właśnie brzmienie skrzypiec jest dla Seiferta najbardziej charakterystyczne! Ten skład wydaje się idealny – to jakby powiększenie możliwości skrzypiec, rozszerzenie ich brzmienia. Sam Seifert nagrywał solo na skrzypcach stosując technikę nakładkową, Atom String Quartet nie musi nic nakładać, oni to grają od razu. W dodatku znakomicie oddają charakter utworów.

Quasimodo zrezygnowali z grania charakterystycznej, prostej figury basowej, ale za to wiolonczela świetnie naśladuje całą sekcję rytmiczną grając akordami – jak na gitarze. Way to Oasis w takiej interpretacji wychodzi jeszcze bardziej dynamicznie niż w oryginale! Podobnie w On the Farm bardzo dobrze oddany jest charakter – z jednej strony muzyki country, a z drugiej jazz-ro­cka, bez użycia elektryczności. Muzycy za każdym razem potrafią nas czymś zaskoczyć, lub przynajmniej zainteresować. W Kilimanjaro niemal wszystko, łącznie z solówką, jest grane pizzicato, tylko melodia tematu poprowadzona jest w oktawie przez dwa instrumenty. Grają tak czysto i „razem”, że aż szkoda, że tego nie możemy zobaczyć, bo nagranie wideo byłoby jeszcze bardziej efektowne. W Love in the Garden podziwiać możemy fragmenty wyrafinowanej aranżacji, ale precyzyjnych opracowań, które wymagałyby dokładnej partytury, jest tu mało. Wszystko natomiast jest przemyślane i wyważone.

Obaj skrzypkowie zagrali po jednym utworze solo – to też piękne nawiązanie do występów Seiferta. Piekielnie trudne do grania na skrzypcach kwinty i kwarty (a jest to element charakterystyczny dla harmonii Seiferta) wychodzą im nieskazitelnie czysto, i moim zdaniem w tej estetyce to najlepsze granie na świecie. Raz mamy do czynienia z przepięknym duetem wiolonczeli i altówki. 

Czy to płyta idealna? Można by dyskutować, czy nie za mało tu odważnej harmonii, którą posługiwał się Seifert. Jego autorskie wykonanie Where Are You From naszpikowane jest bitonalnymi, skomplikowanymi pochodami, podczas gdy tu mamy niemal etniczną improwizację wiolonczeli z eksponowaną jakąś wschodnio brzmiącą skalą (sekunda zwiększona es – fis), w której dźwięk c zostaje nawet wtedy, gdy w akompaniamencie pojawia się akord D-maj. Ale tak to właśnie muzycy akurat słyszeli. Nie umiem sobie wyobrazić lepszej realizacji hasła „Seifert”. Słowa najwyższego uznania.

Autor: Ryszard Borowski

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm