Wytwórnia: Columbia 88875057962 (dystrybucja Sony)

I’m a Fool To Want You;
The Night We Called It a Day;
Stay With Me;
Autumn Leaves;
Why Try to Change Me Now;
Some Enchanted Evening;
Full Moon and Empty Arms;
Where Are You?;
What’ll I Do;
That Lucky Old Sun

Muzycy: Bob Dylan, śpiew; Donny Herron, pedal steel guitar; Stu Kimball  Charlie Sexton, gitara; Daniel Fornero, Larry G. Hall, trąbka; Dylan Hart, Joseph Meyer, waltornia; Alan Kaplan, Andrew Martin, Francisco Torres, puzon; Tony Garnier, gitara basowa; George Receli, instr. perkusyjne

Recenzję opublikowano w numerze 3/2015 Jazz Forum.


Shadows In The Night

Bob Dylan

  • Ocena - 5

Dylan śpiewa Sinatrę? W zasadzie tak, chociaż nazwisko osławionego Ol’ Blue Eyes nie pojawia się na płycie. Po prostu Dylan nagrał covery dziesięciu starych piosenek, z których każda znajdowała się w repertuarze Sinatry. Wbrew przekonaniom, amerykański bard sięgał po obcy repertuar częściej, niż to się wydaje (zwłaszcza na koncertach), ale dopiero po raz drugi poświęca mu cały album. Wcześniej była to – równie nieoczekiwana – kolekcja świąteczna, „Christmas In The Heart” (2009). Teraz słuchamy standardów The Night We Called It a Day, Some Enchanted Evening, That Lucky Old Sun, a nawet ogranego na wszystkich chyba kontynentach tematu Autumn Leaves

Trudno doprawdy o większy kontrast wokalny, niż ten pomiędzy głosami Dylana i Sinatry. Aksamit vs. szorstkość, lekkość vs. wysiłek, nienaganna emisja vs. folkowy skowyt. A jednak istnieje wspólny mianownik dla obu tych głosów i jest to walor o zasadniczym znaczeniu – frazowanie. Obaj wokaliści są indywidualnościami frazy, zarówno na Sinatrze, jak i na Dylanie, uczyły się i uczą się pokolenia piosenkarzy – pozostają gigantami i na tej jednej płaszczyźnie podają sobie rękę. Obu cechuje styl nie do podrobienia i może właśnie dlatego Dylan radzi sobie w tym repertuarze z taką swobodą, dlatego jest tak interesujący. 

Pomimo wszystkich różnic, głos Dylana jest na tej płycie niespodzianką. Artysta świadomie odchodzi od manieryzmów, tak typowych dla jego autorskich nagrań, stara się śpiewać „ładnie”, utrzymuje nawet długie nuty. Jest to powrót do Dylana z płyty „Nashville Skyline” (1969), zaś te pracowite pół wieku, odbierając jego głosowi cały ówczesny wdzięk i gładkość, odbierając słuchaczom artysty nadzieję i złudzenia, co do możliwości szczęścia, dodało mu mądrości i smutku. Nikt nie śpiewa tak wiarygodnie o miłości, jak starzy pesymiści. 

W nagraniu wziął udział koncertowy zespół Dylana, a wszyscy muzycy tego kwintetu to wirtuozi. Na pierwszy plan wybija się Donny Herron (pedal steel guitar), osobną rolę odgrywa… brak fortepianu – Dylan ewidentnie odwołuje się do tradycji country (nawet western swingu), dystansując się do orkiestrowych aranżacji oryginalnych wykonań. Trzy utwory wzbogaca udział ciekawie zastosowanej sekcji dętej (na przykład w układzie na dwa puzony i róg). Całość została nagrana na żywo. 

Wspólnym mianownikiem wszystkich prezentowanych utworów są wolne tempa i przejmujący smutek. I choć jednostajność tej płyty może być głównym krytycznym zarzutem, nie jest ona dziełem przypadku. To świadomy zabieg artysty, który od lat przyzwyczajał nas do tematów apokaliptycznych, wieszcząc – podobnie jak starszy od niego Leonard Cohen – upadek cywilizacyjny i moralny (Blind Willie McTell). Tym razem jest to apokalipsa serca, a na złowieszczą wiarygodność Dylana składa się tu wszystko – jego doświadczenie, wierność sobie, wiek. Paradoksalnie, dodatkowym walorem staje się – w tym kontekście – jego „zużyty” głos. 

Ten projekt nie ma nic wspólnego z modą na „amerykański śpiewnik” (jak chcą to widzieć niektóre media spoza USA). Dylan może sobie pozwolić na każdy kaprys, a sam nazwał twórczość Sinatry „górą, na którą tylko możemy próbować się wspinać”. No i sam wspina się na nią heroicznie, bardziej dla własnej satysfakcji, niż dla fanów. 

Wielki autor piosenek nagrał album z coverami, który jest najbardziej dołującą płytą w jego dorobku. Pozostaje mieć nadzieję, że nie będzie to testament artysty.


Autor: Daniel Wyszogrodzki

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm